środa, 3 grudnia 2014

Rozdział osiemnasty

Ponownie obróciłem się z boku na bok zerkając kątem oka na zegarek. Kolejna nieprzespana noc. . .
Mocno zacisnąłem powieki starając się na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Ale ilekroć zdawało mi się, że to osiągałem te myśli znowu powracały jak bumerang. Wiedziałem, że daję z siebie absolutnie sto procent i że teraz muszę się po prostu zdać na los widzów, ale mimo to wciąż martwiłem się, że coś pójdzie nie tak. Że palnę coś głupiego podczas wywiadu, że się pomylę, że nie dam rady. . . I wiem, że to wszystko zdaje się być po prostu głupie i bezsensowne, ale ja naprawdę chciałem dać z siebie wszystko i chciałem pokazać Austriakom, że nie mają się czego wstydzić.
Matthias wymruczał coś niewyraźnie obracając się w moją stronę.
-Znowu nie możesz zasnąć?- spytał zupełnie tak, jakby wcale nie oczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie. I doskonale wiedział jaka ona będzie- No chodź tu- wykonał zachęcający gest, a ja przybliżyłem się do niego wtulając w jego klatkę piersiową. Położył rękę na moim ramieniu zamykając mnie w żelazny uścisku, a ja miałem wrażenie jakby nagle wszystkie troski zniknęły albo przynajmniej przestały mieć tak wielkie znaczenie, jak miały przed chwilą.
Odgarnął kosmyk włosów z mojego czoła po chwili składając na nich subtelny pocałunek. A ja zorientowałem się jak bardzo zaniedbywałem go przez te ostanie tygodnie. Skupiałem się cały czas na podróżach, występach i wywiadach, a niemalże każdą chwilę w Wiedniu spędzałem w studio lub w biurze. Starałem się przygotować najlepiej jak tylko potrafię zapominając o granicy zdrowego rozsądku. I zapominając o tym, że mam obok siebie Matta, który również się martwi i troszczy o mnie. Który tyle razy próbował jakoś mnie odciążyć i pozwolić, abym mógł chociaż chwilę odpocząć. Który przychodził przytulając do siebie i całując. A w jego wzroku dostrzec mogłem smutek, zmartwienie i tęsknotę. . . Jak ja mogłem być aż tak ślepy i tego wszystkiego przez tak długi czas nie zauważać?
-Matthias, przepraszam.
-Za co?
-Za to, że ostatnio w ogóle nie mam dla ciebie czasu, a tak być nie powinno. . .
Matt przez chwilę milczał zupełnie jakby zastanawiał się, co ma powiedzieć. Ale on nie musiał nic mówić, bo przecież doskonale zdawałem sobie sprawę, że mam rację.
-Daj spokój- powiedział w końcu całując mnie delikatnie.
Uśmiechnąłem się pod nosem dziękując Bogu w myślach za tak wyrozumiałego chłopaka. Bo chociaż miał święte prawo, żeby zjechać mnie od góry do dołu za to, w jaki sposób go traktuję, a wręcz czasami nawet ignoruję to ten nie powiedział absolutnie nic po raz kolejny pokazując mi jak bardzo dojrzał.
-Spokojnie, przecież będzie dobrze. . . I czemu ty się tak trzęsiesz?- spytał spoglądając na mnie jak na wariata
-Przez ciebie. To wszystko przez ciebie- wyszeptałem wpijając się w jego usta.

-Jesteś absolutnie pewien, że wszystko spakowałeś? I wyłączyłeś pralkę?
-Tom . .
-. . . a gdzie są te czarne buty, które ci przed chwilą dawałem do ręki? Znalazłeś tą ładowarkę? Musimy chyba znaleźć większą torbę, bo do tej to się już więcej nie zmieści. . .
-Thomas. . .
-. . . znalazłeś te cholerne buty czy nie? Na litość boską, przecież my jeszcze musimy to wszystko. . .- nie dał mi nawet dokończyć zamykając usta pocałunkiem.
-Uspokój się, skarbie.
Jak zwykle miał rację. A przecież tak bardzo obiecywałem sobie, że nie będę się aż tak denerwował. Ale do naszego wylotu do Kopenhagi zostało już naprawdę niewiele, a ja byłem bliski wpadnięciu w szał. Jak na złość nic nie mogłem znaleźć i chociaż już wcześniej planowałem jakie ubrania spakować stawałem przed szafą i nie miałem zielonego pojęcia, o czym wtedy myślałem. Ręce trzęsły mi się strasznie, dzisiaj nawet wylałem kawę na ważne papiery i Rene musiał to wszystko drukować od nowa. Tak naprawdę nie nadawałem się kompletnie do niczego, a przecież został mi tylko cały najbliższy tydzień na próby, a potem nadejdą chyba najważniejsze trzy minuty w całym moim życiu. Dzięki tym trzem minutom mogę osiągnąć więcej, niż kiedykolwiek byłbym sobie w stanie wymarzyć i świadomość tego, że coś może nie pójść po mojej myśli doprowadzała mnie wielkiego zdenerwowania. I prawdopodobnie już dawno zwariowałbym zupełnie gdyby nie Matt, który jak zwykle nad wszystkim czuwał i starał się mnie jakoś uspokoić. Nie mam nawet słów, żeby opisać jak bardzo byłem mu wdzięczny za wszystko, co dla mnie robił.
Cała moja rodzina wspierała mnie z całych sił, co sprawiało, że zaczynałem wierzyć w siebie i swoje umiejętności. Wiedziałem, że potrafię śpiewać, wiedziałem,że piosenka jest idealnie do mnie dopasowana i wiedziałem, że jeśli uda mi się sprawić żeby choć kilka osób poczuło się dotkniętymi emocjami, które przekażę w piosence będę bardzo szczęśliwy.
Ale nie mogłem myśleć tylko o zadowoleniu swoich oczekiwań. Jadę tam reprezentować swój kraj i wiem, że muszę zrobić wszystko, żeby wyszło to jak najlepiej. Wiedziałem, że po dwóch latach kiedy Austria nawet nie awansowała do finału oczekiwania są dość duże. Nie chciałem zawieść tych, co we mnie wierzą zajmując ostatnie miejsce w półfinale z nie daj Boże zerową liczbą punktów, a przecież takie sytuacje Austrii zdarzyły się i to niestety nie raz.
Muszę być maksymalnie skupiony i dać z siebie absolutnie wszystko. A czy uda mi się tym coś osiągnąć pokaże czas. . .

Kopenhaga już pierwszego dnia przywitała nas promieniami słońca. Atmosfera była niesamowita i miałem wrażenie, że każda godzina tam spędzona mijała tak szybko jakby był to góra kwadrans. Prawie każdy dziennikarz chciał ze mną rozmawiać, co bardzo mnie cieszyło. I chociaż ja powstrzymałbym się od takich stwierdzeń, niektórzy z nich twierdzili nawet, że jestem głównym faworytem do wygrania całego konkursu. To dawało mi ogromny zastrzyk motywacji i siły. Było zupełnie inaczej niż podczas tych ostatnich miesięcy. Nie czułem żadnego strachu i lęku, a cały swój entuzjazm wkładałem w przygotowania do występu. Chyba wreszcie dotarło do mnie, że spełniam swoje wielkie marzenie.
-Conchita, prosimy na scenę.
Poczułem jak przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Powoli postawiłem pierwszy krok na scenie. Gdy stanąłem na samym środku ujrzałem tysiące tych pustych miejsc i na samą myśl, że już za kilka dni cała ta hala wypełni się po brzegi poczułem jak kręci mi się w głowie. Usłyszałem pierwsze dźwięki swojej piosenki i ponownie spojrzałem na stojących tuż przed sceną dziennikarzy zauważając wśród nich swój zespół. Rene stał obok Matthiasa tłumacząc mu coś, a ten tylko kiwał głową co chwila. Obydwoje obrócili się w moją stronę, a Matt uśmiechnął się do mnie delikatnie. Przymknąłem oczy i zacząłem śpiewać w każdy kolejny wers wkładając całe swoje serce. Po prostu opowiadałem swoją historię z ogromną szczerością i emocjonalnością. Z każdą kolejną sekundą czułem jakbym rozwijał skrzydła i wzbijał się coraz wyżej zupełnie jak feniks w mojej piosence. Szybowałem pomimo tych wszystkich uwag i całej krytyki. Bo choć nie spływało to po mnie zupełnie nie zostawiając nuty goryczy to jednak nawet najbardziej gorzkie i podłe słowa, które usłyszałem czy przeczytałem nie były w stanie rozproszyć mnie podczas mojego występu. Mogło się dziać, co chciało, a ja i tak za każdym razem wykonuję tą piosenkę jak najlepiej mnie na to stać. I po prostu cieszyłem się tą chwilą, w której mogę stać na tej scenie nawet jeśli nie ma jeszcze dużej widowni. Na samą myśl, że jestem tutaj, że udało mi się spełnić to wielkie marzenie i będę prezentował swój kraj w największym konkursie piosenki na świecie czułem wielką radość i wzruszenie, zupełnie tak jakbym wciąż bał się, że to wszystko to marzenie i zaraz czar pryśnie, a ja znowu wrócę do swojego zwykłego życia i małego mieszkanka w Wiedniu.
Ale sen ten wciąż trwał i z dnia na dzień stawał się coraz piękniejszy. Wiem, że to może zabrzmieć nieco egoistycznie, ale wtedy napawałem się tą chwilą i tym, że jestem tutaj na konkursie Eurowizji, a przecież nie tak dawno temu siedziałem jako małe dziecię przed telewizorem z wypiekami na policzkach oglądając poczynania innych nawet nie marząc o tym, że kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy to właśnie ja będę mógł stanąć na tej wspaniałej eurowizyjnej scenie. Zwłaszcza w Kopenhadze, mieście Małej Syrenki, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło. . .
Zszedłem ze sceny ze łzami w oczach i od razu rzuciłem się w ramiona Matthiasowi.
-Brawo, jestem z ciebie dumny. . . cholernie dumny. . .- wyszeptał wprost do ucha wciąż tuląc mnie mocno. A ja wiedziałem, że niczego więcej mi nie potrzeba.

Weszliśmy do pokoju i pierwszym, co zrobiłem było niedbałe zdjęcie szpilek, rzucenie peruki na kanapę i zamknięcie się w łazience. Zmyłem z siebie cały ten makijaż czując ogromną ulgę i przede wszystkim lekkość. Spojrzałem do lustra od razu zauważając coś, co jeszcze jakoś da się ukryć pod warstwą podkładu i pudru. Ujrzałem lekko podkrążone oczy, w których nie było już tak silnego blasku, jak kiedyś. Patrzyłem jeszcze chwilę na ten obraz czystej rozpaczy, po czym wzdychając lekko wyszedłem z łazienki.
Zamknąłem drzwi i od razu usłyszałem donośny śmiech Raphaela. Dołączyłem do nich siadając na kanapie obok Matta. Ten tylko objął mnie ramieniem dalej słuchając z zapałem opowieści Nicole. Naprawdę próbowałem skupić się jakoś na tym, co ona mówi, ale po prostu nie potrafiłem. Cały czas wpatrywałem się w Matthiasa czekając na to, aż ten to zauważy. Po dłuższym czasie obrócił się do mnie z szerokim uśmiechem na ustach i widząc moje spojrzenie pochylił się przelotnie całując moje usta. Jednak tuż po tym jak się ode mnie oderwał, ja z powrotem przyciągnąłem go do siebie obdarzając go znacznie dłuższym i bardziej namiętnym pocałunkiem wbijając go w poduszkę. Ten natychmiast zaczął oddawać pocałunki kładąc rękę na moich plecach i jeszcze mocniej przytulając do siebie.
-Umm. . . To może my. . .- zaczął nieśmiało Raphael, ale żaden z nas kompletnie nie zwrócił na niego uwagi nawet nie moment nie odrywając się od siebie.
-My już pójdziemy. . .gdzieś, bo musimy. . . coś zrobić- plątała zawstydzona Nicole, jakby nie wiedząc do końca co ma w tej sytuacji zrobić. Po chwili kompletnego braku jakiejkolwiek reakcji z naszej strony, złapała Raphaela za rękę szybko wychodząc z pokoju.
-No i nareszcie sami- powiedziałem odrywając się od Matthiasa, gdy usłyszałem, że oboje wyszli już z naszego pokoju. Spojrzał na mnie przez chwilę kompletnie zdezorientowany jakby mając nadzieję na coś innego. . .
-To ty to wszystko zrobiłeś po to, żeby ich wygonić?- spytał rozbity z uroczą smutną miną
-Ależ oczywiście, że tak, a co ty sobie myślałeś?
-Ooj, ja ci radzę mnie w ten sposób nie prowokować. . .
-Taaak, a to czemu?- spytałem uśmiechając się i zarzucając mu ręce na szyję.
-Bo to się może dla ciebie baaardzo źle skończyć.
Zaśmiałem się cicho i ponownie go pocałowałem. Wtuliłem się w niego starając czerpać całymi garściami z tej chwili kiedy możemy się wreszcie sobą nacieszyć i nie ma wokół nas żadnych dziennikarzy i fotoreporterów. Gdzie jesteśmy tylko my dwoje.
-Tom, idziemy do łóżka.
-Wiem, że zawsze byłeś bezpośredni, ale żeby aż tak?- wymruczałem nawet nie otwierając oczu. Byłem już tak potwornie zmęczony, że gdyby Matthias się wtedy nie odezwał niedługo zasnąłbym chyba jak dziecko.
-Nie wygłupiaj się, wiesz o co mi chodzi. Przecież ty i tu zaraz zaśniesz na siedząco. Wstawaj idziemy spać, bo jutro znowu długi i ciężki dzień, a nie chcemy żebyś wyglądał jak jakieś chodzące zombie. . . Tom, no wstawajże, raz, dwa. . . Na rączki trzeba cię wziąć?
-Yhym- wymruczałem już pół przytomny, jednak nie spodziewałem się, że Matt potraktuje to dosłownie. Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób zaprotestować wziął mnie na ręce i położył na łóżku delikatnie przykrywając kołdrą.
-Dobranoc- wyszeptał nachylając się nade mną i całując mnie w policzek, a ja tylko wymamrotałem coś niewyraźnego w odpowiedzi już po chwili odpływając do krainy Morfeusza śniąc o przyszłym czwartku. . . I kto wie, może mój piękny sen się ziści. . ?

3 komentarze:

  1. Kolejny genialny rozdział.Ja po prostu wiedziałam,że on będzie cudny.Nie mam bladego pojęcia jak potrafisz to tak wszystko ładnie opisać.Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i momentu wygrania Eurowizji.To dopiero będzie rozdział! Ja wiem,że ty to genialnie opiszesz.Wiesz co mnie zastanawia ? Dlaczego przy twoich rozdziałach (przynajmniej ostatnio) słucham Behemoth'a.Pasuje mi on idealnie nie wiem dlaczego.Jestem dziwna to może dlatego.Sen Tom'a się ziści i to już niedługo.Całuje cię gorąco,przesyłam wenę i czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznę od tego, ze jak zwykle z utęsknieniem czekałam na kolejny, wspaniały rozdział. ♥
    To, że piszesz świetnie, zapewne już wiesz-dopowiem tylko, że jesteś moją mistrzynią. :)
    Jakbyś miała jakieś wątpliwości-tu @ConchitaPoland z Twittera. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział przecudowny, co zapewne wiesz.... Opisy od samego początku do ostatniego słowa IDEALNE ♥
    Po prostu brak słów, a opiekuńczość Matta..... Aaaaaawwwwwww ♥
    I ta scenka z pocałunkiem myślałam, że oni naprawdę zaraz... Hahah, to speszenie Nicole... T spryciuch :D
    Cudo, cudo i jeszcze raz zajebistość.
    Ot co. ♥

    OdpowiedzUsuń