Wyszedłem na
lotnisko i zobaczyłem tam setki ludzi czekających właśnie na
mnie. Przyszli tutaj mimo wczesnej pory tylko po to, aby mnie
zobaczyć. Wszyscy stali uśmiechnięci z przeróżnymi
transparentami, flagami i domalowanymi brodami. Zaśmiałem się
patrząc z jakim entuzjazmem wykrzykują moje imię, a po chwili
prawie unisono zaczęli śpiewać Rise Like A Phoenix. Wszyscy byli
uśmiechnięci i radośni ciesząc się tak samo jak ja z tego
zwycięstwa. I wtedy ponownie zdałem sobie sprawę, że przecież
wygrałem. To wydaje się być śmieszne, ale ja wciąż nie mogłem
w to wszystko uwierzyć, bo wydawało mi się to zbyt piękne, aby
było prawdziwe. Ale patrząc na tych wszystkich radosnych i dumnych
Austriaków zaczynałem powoli zdawać sobie sprawę, że udało mi
się. I oczywistym było to, że nie uda mi się dotrzeć do
wszystkich tych, którzy nie rozumieją tego, co robię i wciąż
myślą, że jestem jakimś wariatem, który chce zwrócić na siebie
uwagę całego świata. Bo przecież tak nie jest. Może i chcę
zwrócić na siebie uwagę, ale nie po to, żeby samemu stać się
wielką sławą, ale żeby po prostu znaleźć sposób na przekazanie
innym tego, w co wierzę całym swoim sercem. I myślę, że w dużym
stopniu mi się to udało. A to już coś, prawda?
Spełniłem swoje
największe marzenie i to wszystko, co działo się wokół było po
prostu niesamowite. Ludzie podchodzili do mnie dziękując za
wszystko, co zrobiłem. Mówili, że zmieniłem ich życie, że
uratowałem ich, że pomogłem pogodzić im się z tym, kim są, a
nawet, że pomogłem im uświadomić, że chłopak nie musi kochać
dziewczyny, a najbliższy przyjaciel już od dawna może być kimś
znacznie więcej.
Wiedziałem, że
jeśli artysta potrafi sobą wywołać takie reakcje, to jest
największy zaszczyt jaki może go spotkać. I naprawdę bardzo
doceniam to wszystko, co mnie teraz spotyka, bo wiem, że to może
minąć w ułamku sekundy. Dlatego cieszę się jak najbardziej mogę
z tej małej „sławy”, którą teraz zyskałem jako Conchita,
żeby jeszcze więcej mówić o potrzebie zwalczania dyskryminacji we
współczesnym świecie, chociaż mamy XI wiek. I wiem, że swoim
gadaniem nie zmienię sam całego świata od tak, z dnia na dzień,
to może uda mi się zmienić zdanie innych i nakłonić ich do
walki. A razem możemy więcej.
-Conchita, czy jest
ktoś komu chciałabyś zadedykować tę wygraną?
-Moim rodzicom,
rodzinie, przyjaciołom,fanom. . .Wszystkim, którzy mnie wspierają-
uśmiechnąłem się do dziennikarza
-A może jest jakaś
jedna specjalna osoba? Ktoś bardzo dla ciebie wyjątkowy?
-Może. . .
-Ten jeden jedyny?
-Może. . .-
powtórzyłem uśmiechając się tajemniczo i wsiadając do
czekającego na mnie samochodu.
-Może?- powtórzył
Matthias z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wpatrywał się we mnie
pytająco jakby czekał aż wyjaśnię mu moje słowa. Ale co tu było
do wyjaśniania? Odwzajemniłem jego uśmiech i gdy tylko
wyjechaliśmy z tłumu paparazzich pocałowałem go delikatnie.
-Ech, wy zakochańce-
zaśmiał się Rene spoglądając na nas niemalże przyklejonych do
siebie. Podniosłem wzrok spoglądając mu w oczy, a ten tylko
uśmiechnął się delikatnie obejmując mnie ramieniem i pozwalając
wtulić się w siebie. Jesteśmy razem i póki co jest nam dobrze ze
sobą. Nie wiem czy tak będzie do końca życia, bo skądże miałbym
to wiedzieć? Można pewne rzeczy zakładać i planować jak będzie
wyglądała nasza przyszłość, ale i tak najbardziej liczy się to,
co jest tu i teraz. A teraz jestem szczęśliwy z tym, jak jest i
wiem, że mógłbym spędzić z nim resztę swojego życia chociaż
nie jestem w stanie zaręczyć, czy tak rzeczywiście będzie.
-Kochanie, pora
wstawać- wyszeptał mi wprost do ucha, a ja leniwie otworzyłem oczy
spoglądając na zegarek.
-Matko Boska, już
prawie siódma, czemu mnie nie obudziłeś wcześniej?!- poderwałem
się nie mogąc zrozumieć jak on może stać tutaj z takim stoickim
spokojem kiedy ja mam niecałe półtorej godziny, żeby wszystko
przygotować! Wybiegłem z sypialni szybko nakładając na siebie
pierwsze, co mi się nasunęło pod rękę. Stanąłem jak wryty, gdy
zobaczyłem, że całe śniadanie jest już przygotowane łącznie z
gorącą kawą w moim ulubionym kubku.
-A. . . ale. . .
-Pozwoliłem sobie
przygotować małe śniadanko dla mojego zwycięzcy Eurowizji-
wymruczał podchodząc do mnie i obejmując od tyłu zaplótł ręce
na moim brzuchu- A peruka jest już gotowa i czeka w łazience.
Jeszcze raz
spojrzałem na to wszystko orientując się, że nawet posprzątał
ten bałagan, który wczoraj zrobiliśmy w salonie. Nie miałem
pojęcia, o której godzinie musiał wstać, żeby to wszystko ta
cudownie przygotować, ale byłem pod wielkim wrażeniem. Zwłaszcza,
że wiedziałem, że Matt jest równie wielkim leniem, co ja i
pobudka skoro świt z pewnością nie byłaby dla niego przyjemna.
-Matt, co ja bym bez
ciebie zrobił?
-Na pewno nie
robiłbyś tak wielu ciekawych rzeczy, co na przykład przedwczoraj.
. .
-Jesteś okropny. .
.
-I tak mnie kochasz-
wyszczerzył się, a ja wywróciłem teatralnie oczami siadając do
stołu słysząc w tle donośny śmiech Matthiasa. Uwielbiał się ze
mną droczyć i patrzeć jak rumienię się jak jakaś panienka, gdy
tylko on zacznie ten temat, co dopiero gdy zacznie wspominać, co
robiłem a już nie daj Boże krzyczałem. . . I nienawidziłem go za
to, bo doskonale wiedział, do jakiego stanu mnie doprowadza. Sam
mnie prowokował do robienia niegrzecznych rzeczy i to wszystko jego
wina. Gdy tylko sobie pomyślę, co się działo ostatniej nocy w
Kopenhadze, gdy cała reszta świetnie bawiła się na imprezie
końcowej to aż mnie ciarki przechodzą. . . Boże i czemu on musi
tak stać półnagi oparty o tą ścianę z uśmieszkiem na ustach i
wyglądać tak cholernie seksownie? Nie wytrzymam, no po prostu nie
wytrzymam. . . Wstałem od stołu zagarniając torbę z kosmetykami i
ruszyłem w stronę łazienki wymijając go szybko. Ten jednak w
ostatniej chwili złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie
odwracając i całując namiętnie. Chwilę stałem jak słup soli
walcząc z samym sobą, ale po chwili zarzuciłem mu ręce na szyję
wypuszczając torbę i całą jej zawartość na podłogę.
Nienawidzę go.
-Boże, ile można
na was czekać!
-Przepraszam, tym
razem to naprawdę nie była moja wina! To wszystko przez Matthiasa!
-A mogę wiedzieć
co?
-No bo to on zaczął,
a ja. . .
-Nieprawda!- nagle wtrącił się do rozmowy z oburzeniem
-A właśnie, że
prawda! Było mnie tak nie całować, to. . .
Rene spojrzał
zdezorientowany najpierw na mnie, a potem na Matthiasa po czym
wybuchnął śmiechem zupełnie tak, jakby było się z czego śmiać.
-Świeżo upieczona
zwyciężczyni Eurowizji prawie spóźniła się na najważniejszy
telewizyjny wywiad dla ORFu, bo jej chłopak zaciągnął ją do
łóżka?- spytał spoglądając na nas
-Nie powiedziałem,
że do łóżka. . .-wymamrotał naburmuszony Matthias, a ja
natychmiast walnąłem go łokciem w żebra posyłając pełne grozy
spojrzenie czując jak cały się rumienię. Pewnie, kochanie,
pewnie, opowiedz mu może jeszcze wszystko ze szczegółami! Rene
wciąż nie przestawał się śmiać, a mój chłopak spojrzał na
mnie obrażony wyginając usta w podkówkę ewidentnie próbując
mnie podejść na litość. W końcu zmiłowałem się nad nim i
delikatnie musnąłem jego usta, a ten od razu przyciągnął mnie do
siebie wydłużając mój pocałunek.
-Jesteście
niemożliwi, wiecie?
Matthias tylko
wyszczerzył się dumnie wypinając pierś do przodu, a ja już nie
miałem na niego siły. Jak dziecko, no jak Boga kocham, jak dziecko.
. .
-Zobaczysz, za
wszystko policzymy się w domu- wysyczałem mu do ucha, gdy już
wychodziliśmy z windy.
-Tak jak rano, czy
jeszcze lepiej?- spytał z cwanym uśmieszkiem unosząc brew do góry.
-Matthias no na
miłość boską!- niemalże krzyknąłem, a Rene odwrócił się w
naszą stronę spoglądając na nas jak na kompletnych wariatów.
-Tylko nie pobijcie
mi się tutaj. . .
-Nie, nie, jest tyle
innych ciekawych rzeczy do robienia, prawda kochanie?
Zatrzymałem się
biorąc głęboki wdech i po cichu licząc w myślach do dziesięciu.
Uśmiechnąłem się do niego uroczo trzepocąc rzęsami, a po chwili
oboje zaczęli się śmiać. Ja z nimi zwariuję. . .
-Czyli jutro o
trzynastej, tak?
-Tak, tylko błagam
nie spóźnij się. . .
-Boże, Rene, teraz
ty? Teraz to wyjdzie, że jestem jakimś nimfomanem- spojrzałem na
niego z politowaniem
-Spokojnie, Tom,
przecież nic nie mówię, niepotrzebnie się denerwujesz. Jesteście
młodzi, zakochani, co w tym dziwnego, że korzystacie z życia?
Przecież przede mną się nie musisz niczego wstydzić.
-Ja się nie
wstydzę, tylko. . .
-Dzisiaj trochę to
wyglądało jakbyś się wstydził- spojrzał na mnie, a ja
westchnąłem głośno. Może coś w tym jest?- Wszystko w porządku,
Tom?
-Tak, tak. Tylko po
prostu. . . Sam nie wiem.
-Nie martw się
niczym na zapas, dobrze?
-Dobrze-
uśmiechnąłem się lekko- Dziękuję ci za wszystko- przytuliłem
się do niego.
-Pamiętaj, że na
mnie zawsze możesz liczyć. . .-dodał delikatnie całując mnie w
policzek, a ja jakby lekko się uspokoiłem zdając sobie sprawę, że
naprawdę przesadzam z tym swoim zamartwianiem się tym, co jeszcze
daleko przed nami. Byłem bardzo wdzięczny Rene, za to wszystko, co
dla mnie robił. Po raz kolejny pokazał mi, że w zasadzie traktuje
mnie jak własnego syna troszcząc się o mnie i o moje problemy.
Wiedziałem, że jeśli coś będzie nie tak to zawsze mogę przyjść
do niego, a on nigdy na mnie nie nakrzyczy i zawsze znajdzie jakieś
rozwiązanie. Byłem mu naprawdę za to bardzo wdzięczny.
Mijały tygodnie, a
ja propozycje występów i zaproszenia na przeróżne festiwale wciąż
napływały z całej Europy. Byłem bardzo szczęśliwy, że w końcu
moje życie wygląda tak, jak zawsze chciałem, aby wyglądało, ale
muszę przyznać, że trochę mnie to kosztowało. Mało spałem,
mało jadłem i przede wszystkim większość czasu spędzałem poza
domem. Robiłem, co mogłem, żeby Matthias nie czuł się przeze
mnie zaniedbywany, ale nie wszystko było takie proste. Zawsze, gdy
go za to przepraszałem, on powtarzał, że nie ma mi tego za złe,
chociaż wiedziałem, że na pewno brakuje mu tych czasów, kiedy
byłem tylko i wyłącznie dla niego. Jednak po upewnieniu się, że
naprawdę wszystko jest w porządku odetchnąłem z ulgą wiedząc,
że mogę spokojnie wrócić do swoich zajęć.
Ostatnio dużo
podróżowałem po całej Europie i poznałem wielu cudownych ludzi.
Gdziekolwiek się nie pojawiałem przyjmowano mnie bardzo ciepło.
Zawsze czekała na mnie ogromna grupa fanów, niezależnie od pogody.
Stali czasami kilka godzin na deszczu marznąc tylko po to, żeby
mnie zobaczyć. Byłem naprawdę oszołomiony tym wszystkim, co się
wokół mnie dzieje. Od zawsze wyobrażałem sobie siebie na wielkiej
scenie, mikrofon i setki ludzi zebranych dookoła. A teraz to
wszystko się ziściło i wciąż trwa mimo upływu czasu. Po raz
pierwszy czułem, że to, co robię naprawdę podoba się innym i
również ja czerpałem z tego przyjemność. Wreszcie pojawiła się
możliwość nagrania mojego pierwszego albumu i zewsząd spływały
propozycje współpracy i to nie tylko na podłożu muzycznym.
Dostawałem kwiaty od największych sław takich jak Elton John, czy
Jean-Paul Gaultier i nadal nie mogłem uwierzyć, że takie ikony
zauważyły mnie i doceniły to, co robię. Byłem ogromnie wdzięczny
wszystkim tym, którzy uwierzyli we mnie i dali mi szansę udziału
na Eurowizji. Bez niej to wszystko nie byłoby nigdy możliwe.
Widziałem te wszystkie wpisy moich fanów na Facebooku i Twitterze,
w którym dziękowali mi za wszystko, a tak naprawdę to ja
powinienem im dziękować. Bo kimże jest artysta bez swoich fanów?
Mogę robić muzykę
i jeździć na koncerty, ale jaki to ma sens jeśli nikt by na nie
nie przychodził?
Dlatego byłem
naprawdę wdzięczny widząc sale wypełnione po brzegi i tłumy
czekające na zewnątrz gdziekolwiek bym się nie pojawił. Niektórzy
ludzie zaczynali mnie nawet rozpoznawać jako Toma na ulicy i
uśmiechali się do mnie czasami podchodząc i mówiąc coś na ucho,
ale nigdy nie robili z tego powodu jakiegoś wielkiego wydarzenia i
nie zaczynali krzyczeć na pół miasta „Conchita! Conchita!”.
Byłem im za to naprawdę wdzięczny bo właśnie na tym mi zależało.
Potrzebowałem trochę czasu kiedy znowu mogę być tym leniwym
Thomasem i odpocząć chwilę od peruki, szpilek i sztucznych rzęs,
chociaż takie chwile nie zdarzały się ciężko.
Z uśmiechem na
ustach patrzyłem też na to, jak dobrze oni wszyscy dogadują się
między sobą, nawet jeśli nigdy w życiu się nie spotkali i
mieszkają setki tysięcy kilometrów od siebie. Byłem naprawdę
bardzo szczęśliwy widząc, że naprawdę wszyscy tworzymy jedną
wielką rodzinę. Szczególnie cieszyłem się z tych społeczności,
które nawiązały się w Rosji. Gdy usłyszałem, że chcieli nawet
zorganizować paradę na moją cześć oniemiałem z wrażenia.
Nazywano mnie bohaterem i ikoną, chociaż tak naprawdę po prostu
mówiłem to, w co wierzę. Byłem bardzo szczęśliwy, że aż tak
wielu ludzi znajduje we mnie oparcie i pocieszenie i robiłem
wszystko, co w mojej mocy, żeby ich nie zawieść. Przez ostatnie
tygodnie dostałem całe mnóstwo listów od fanów z całego świata.
Domyślałem się, że w wielu z nich opisane są dość delikatne
sytuacje i wiele osób otworzyło się przede mną chcąc w jakiś
sposób przekazać mi, co się zmieniło dzięki mnie i chciałem
każdemu z nich osobiście coś odpisać ponieważ uważałem, że na
to zasługują. Tyle się wycierpieli w swoim życiu i tyle ich to
musiało kosztować, że naprawdę powinienem coś zrobić.
Najchętniej to pojechałbym do każdego z nich i osobiście
wyściskał i wycałował w podziękowaniu za to, że są, ale
niestety wiedziałem, że to jest po prostu niemożliwe. Dlatego
chciałem zrobić chociaż to, co mogę.
Delikatnie wziąłem
pierwszy list z wielkiej sterty kątem oka zerkając na nadawcę.
Otworzyłem kopertę wyciągając z niego ręcznie napisany list.
Zacząłem go uważnie czytać i poczułem jak łzy napływają mi do
oczu. Odłożyłem go na chwilę na bok, bo już nie widziałem nic
przez własne łzy, a za chwilę ponownie wziąłem go do ręki znowu
zaczynając płakać. Boże. . .
Rozdział genialny.Po prostu cudo.Idealnie pasowało mi do tego" Welcome to the Jungle" nie wiem dlaczego.Uśmiałam się przy niektórych momentach.Powiem ci ,że zaciekawiłaś mnie tym rozdziałem szczególnie końcówką.Jestem niezmiernie ciekawa co będzie dalej.Jak wiesz i jak ci już to mówiłam nawet nie wiem ile razy.Piszesz bosko.Genialnie oddane emocje i przepięknie rozpisane sceny.Życzę ci ogromnie dużo weny i z niecierpliwością oczekuje następnego rozdziału.
OdpowiedzUsuńNo po prostu przepięknie choć jestem pewna że te akcje z Mattem i Conchy mogłybyć jeszcze lepiej opisane ;) ale i tak kocham to<3 nie moge doczekać sie następnego rozdziału ;* ~Julia M
OdpowiedzUsuń" -A może jest jakaś jedna specjalna osoba? Ktoś bardzo dla ciebie wyjątkowy?
OdpowiedzUsuń-Może. . .
-Ten jeden jedyny?
-Może. . .- powtórzyłem uśmiechając się tajemniczo i wsiadając do czekającego na mnie samochodu.
-Może?- powtórzył Matthias z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wpatrywał się we mnie pytająco jakby czekał aż wyjaśnię mu moje słowa. Ale co tu było do wyjaśniania? Odwzajemniłem jego uśmiech i gdy tylko wyjechaliśmy z tłumu paparazzich pocałowałem go delikatnie."
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA ♥♥♥
Boskość tego rozdziału jest nie do opisania... ♥
Uroczy Matt, prowokujący Matt i droczący się Matt... ♥♥♥
Boże, ty nas kiedyś zabijesz, wiesz? ♥
Umieram z ciekawości co będzie dalej... :)