czwartek, 25 czerwca 2015

Bezpieczny cz.II

-Świetnie- mruknął w jednej chwili podchodząc do Thomasa i całując go namiętnie przyciskając do ściany. 
Po raz kolejny ogarnęła go fala dreszczy, a szybkie bicie serca znowu dało o sobie znać. Kompletnie oddał się temu uczuciu nie przejmując się kompletnie niczym. Podążał za głosem serca, które kazało mu walczyć o to, co dla niego ważne. Żaden z nich nie zastanawiał się wtedy nad tym, co dokładnie przyniesie im przyszłość, o ile w ogóle cokolwiek przyniesie. Po prostu całowali się nie skupiając się na niczym innym poza sobą samym. Po prostu byli. Razem.

Mijały kolejne dni i można by rzec, że wszystko zaczynało w końcu się układać. Z dnia na dzień Tom stawał się coraz śmielszy i nie bał się już dotyku czy pocałunków ukochanego. Jednak wciąż to wszystko było dla niego trudne i wiedział, że jeszcze wiele pracy przed nim zanim dojdzie do etapu sprzed tego feralnego wydarzenia. Wydawać by się mogło, że cała ta sytuacja jest dość niecodzienna- Tom uczył się żyć i kochać na nowo, co wcale nie było tak proste jakby to się mogło wydawać. I chociaż czasami było ciężko, to wiedział, że zawsze może liczyć na Felixa. Stwierdzenie, że go kocha to za dużo powiedziane, ale nie mógł zaprzeczyć, że coś do niego czuje. Sam nie umiał nazwać tego uczucia, ale miał nadzieję, że z czasem wszystko się poukłada. Z Felixem przy jego boku.
Wtulił się mocniej w jego bluzę chcąc poczuć jego ciepło. Wieczorami gdy byli już tylko we dwoje wreszcie oboje mogli być sobą i nie musieli nic przed nikim udawać. Wszystko wtedy wydawało się o wiele prostsze i łatwiejsze. Bo mieli siebie, kochali się nawzajem i przeszli już przez tak wiele razem, że wydawać by się mogło, że nie ma przeszkody, która mogłaby ich zatrzymać.
Wystarczyło, że Tom spojrzy na Felixa, tak jak teraz z najcudowniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział i uroczymi rumieńcami na policzkach, a wszystkie wątpliwości znikały niemalże natychmiast.
Thomas przyciągnął go do siebie obdarzając znacznie bardziej namiętnym pocałunkiem niż kiedykolwiek. Wiedział, że doprowadza Felixaa do pomieszania zmysłów przez co oboje tracili głowę zatapiając się w pocałunkach. Może dlatego żadne z nich nie słyszało, jak drzwi do mieszkania Neuwirtha otworzyły się niespodziewanie i stanął w nich policjant, który właśnie pełnił swoją wartę przed budynkiem. Widok, który zastał na kanapie, z pewnością daleko odbiegał od tego, czego młody mężczyzna mógł się spodziewać toteż stanął jak wryty wypuszczając solidną latarkę z ręki, która potoczyła się po panelach aż do komody. Felix natychmiast oderwał się od chłopaka mając ogromne wyrzuty sumienia. Z chwilą gdy chłopak wybiegł z mieszkania nawet nie zamykając za sobą drzwi wiedział już, że niezwłocznie poinformuje o tym jego przełożonego i czekają go bardzo poważne konsekwencje. Ale nie to martwiło go najbardziej. Tom wstał z kanapy łapiąc się za głowę. Felix wiedział, że za żadne skarby nie powinien dopuścić do takiej sytuacji i nie miał absolutnie nic na swoją obronę.
-Tom, przepraszam, wiem, że to nie tak powinno wyglądać, ja...
-Felix... co teraz będzie?
-Zapewne stracę odznakę i czeka mnie proces i...
-Proces?
-Jako funkcjonariusz publiczny nadużyłem swoich praw i zawiodłem nadzieję, jakie pokładał we mnie komendant główny... A jeśli wciąż będziemy ze sobą nie mogę im przecież wyjaśniać, że to był jeden nic nie znaczący raz, prawda? Wszystko stracone, cholera jasna!
Felix nie był w stanie zapanować nad furią jaka go opanowała, zrzucił stos gazet ze stołu krzycząc i klnąc jak jeszcze nigdy wcześniej. Tom cofnął się w stronę ściany nie widząc już tego samego człowieka, w którym się zakochał.
-Śmiało idź i im to powiedz. Skoro chluba policjanta jest ważniejsza niż ja- wyminął go z oczami pełnymi łez i zamknął się w swoim pokoju nie chcąc już nic o nim słyszeć.
Leżał godzinami płacząc i użalając się nad samym sobą. Nie miał już siły udawać, że to wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia.
-Idź sobie, powiedziałem, że nie chcę Cię znać!- nie miał już ochoty udawać miłego po raz kolejny słysząc pukanie do drzwi.
-To ja...- drzwi otworzyły się i stanął w nich nie kto inny jak Rene- Dzwonił do mnie komendant,Tom co... co tutaj się stało?
Thomas po raz kolejny wybuchnął płaczem, a kompletnie zdezorientowany i zmartwiony Rene natychmiast podszedł do niego przytulając z całych sił
-Boże, gdybym tylko wiedział, że tak to się skończy...
-Rene, ja naprawdę go kocham, rozumiesz? Naprawdę- rozpłakał się jeszcze mocniej
-To dlaczego... dlaczego pozwoliłeś mu odejść? Jego kariera i tak już jest skończona, odchodząc wcale mu nie pomożesz...
-Bo on wolał ją ratować. A zaczynałem już wierzyć, że... Że to wszystko to coś wyjątkowego. Tak bardzo bałem się kochać, a on tak bardzo starał się o mnie, tak bardzo walczył... Jak ja mogłem dać się tak okropnie oszukać i wykorzystać?
Rene spojrzał na jego pełne łez oczy zupełnie pozbawione tego blasku, który widział od kilku dni. Teraz, gdy już znał powód tego wyjątkowo dobrego nastroju Toma i zaczął mieć w końcu nadzieję, że wszystko zacznie się układać jeszcze ciężej było mu znaleźć słowa pocieszenia. Dlatego przytulił go jak najmocniej tylko potrafił i starał się jakoś uspokoić. Głaskał go po głowie jak małe dziecko, które rozbiło sobie kolano i zniszczyło ulubione rolki, chociaż sprawa w rzeczywistości była o wiele poważniejsza. W końcu chłopak zmęczony płaczem i ciągłym rozmyślaniem nad tym, co zaszło zasnął wtulony w poduszkę. Rene przykrył go kocem i po cichu zszedł do kuchni robiąc sobie kawę. Doskonale wiedział, że nie może zostawić go samego dlatego zatelefonował do małżonki informując ją, o tym, że dzisiejszej nocy nie wróci do domu.
Traktował Toma jak syna, może dlatego, że sam nie miał dzieci. Znał go od kilku lat, ale przez ten czas obserwował jak bardzo się zmienia i dojrzewa. Od początku zafascynował go ten młody chłopak mający tak wiele pomysłów i nie bojący się niczego. Poznawał go i przy okazji siebie samego ucząc się tak wielu rzeczy o życiu. Mógł brać z niego przykład, bo naprawdę Tom był tego godny. Jednak ten zawsze darzył go ogromnym szacunkiem. Cenił sobie jego zdanie i rady i słuchał się jak rodzonego ojca. Wiedział, że może mu zaufać i może na niego liczyć, bo w przeciwieństwie do prawdziwych rodziców Rene nie okrzyczałby go i nie zakazał zrobić czegoś. Jednak po tym wszystkim, co spotkało Toma Berto dłuższy czas nie mógł sobie wybaczyć, że właśnie ten jeden raz nie zaufał swojej intuicji i nie zabronił mu wyjść ze studia wcześniej. Przez te dwa dni, gdy nie było nawet wiadomo, gdzie on jest i czy w ogóle jest żywy Rene nie mógł spać, jeść, ani nawet oddychać. Obiecywał przecież jego rodzinie, że nic mu się nie stanie. I chociaż nie był w żaden sposób odpowiedzialny za to, co go spotkało czuł, że było coś, co mógł zrobić, aby temu zapobiec. Dlatego po tym okropnym wydarzeniu nie spuszczał Toma ani na krok widząc jak z dnia na dzień staje się cieniem siebie. Pojawienie się Felixa bardzo go zmieniło, a Rene od razu zauważył, że chłopak cały czas się uśmiecha i chociaż nie domyślał się, że tę dwójkę łączy coś więcej niż przyjaźń, to był naprawdę wdzięczny za serce, które Felix wkłada w swoją pracę. Teraz sam już nie wiedział, co ma doradzić Thomasowi.
Chłopak powoli schodził po schodach wciąż cierpiąc po wydarzeniach wczorajszego wieczora. Stanął niemalże jak wryty, gdy w swoim salonie ujrzał siedzącego na kanapie Felixa- zupełnie tak jakby nic się nie stało. Spojrzał wymownie na opartego o ścianę Rene, lecz ten nie odezwał się ani słowem idąc w stronę korytarza.
-Sądzę, że powinniście ze sobą szczerze i poważnie porozmawiać- odezwał się w końcu zakładając kurtkę i wychodząc z mieszkania.
-Możesz mi do jasnej cholery powiedzieć, co ty robisz w moim mieszkaniu? Komendant nie przyjął bajki o jednorazowym wybryku i postanowiłeś znaleźć sobie nagrodę pocieszenia? Uprzedzę cię- ja nią nie będę.
-Nie, Tom. Byłem u komendanta i powiedziałem mu wszystko, jak na spowiedzi.
-Świetnie. Mam ci pogratulować może jeszcze?
-Tom, ja wiem, że zachowałem się jak idiota, ale ja też mam prawo czasami spanikować. Bałem się, tak samo jak ty bałeś się mi zaufać. Nigdy nie powiedziałem, że moja praca jest najważniejsza, ale nigdy nie zaprzeczyłem też jakoby nie liczyła się dla mnie w ogóle. I wiesz co? Komendant wylał mnie na zbity pysk, a minutę później spytał czemu jeszcze nie biegnę o ciebie zawalczyć. I wtedy właśnie zrozumiałem, że byłem zwykłym tchórzem. Ale każdy ma prawo czasem się bać, prawda?
-Tak, ale...
-Wiesz dlaczego tutaj przyszedłem?- przerwał mu bezpardonowo- Bo kocham cię jak idiota i mogę nawet sprzątać ulice bylebyś ty był obok mnie. Bo liczysz się tylko ty- podszedł bliżej całując go namiętnie jak jeszcze nigdy wcześniej.
Sam był zaskoczony swoim zachowaniem, bo nawet jeśli jako policjant był odważny i nie bał się niczego, to w życiu prywatnym bardzo często nie umiał w sobie tej odwagi znaleźć. To desperackie zachowanie jeszcze mocniej utkwiło go w przekonaniu, że na nikim w życiu nie zależało mu tak jak właśnie na Thomasie. Doskonale czuł szybkie bicie jego serca i dreszcze przechodzące po całym ciele. Bo mógł sobie wmawiać co chce, jednak Felix doskonale wiedział, że żaden człowiek nie zareagowałby w taki sposób na pocałunek kompletnie obojętnej mu osoby. Neuwirth nie umiał już dłużej udawać przed nim i przed samym sobą, że nic się nie dzieję. Mijały kolejne sekundy, a żaden z nich nie przerwał tego pocałunku. Z czasem ręka Toma błądząca po koszuli Felixa natrafiła na jego guziki chaotycznie odpinając każdy z nich ani na sekundę nie przerywając coraz to bardziej namiętnych pocałunków. Idealnie ze sobą współgrali każdym, nawet najdrobniejszym ruchem. Wiele osób w takiej sytuacji oddaje się swojemu pożądaniu nie do końca zastanawiając się, co będzie jutro. W ich przypadku zdecydowanie tak nie było. Chociaż wielu mogłoby to uznać za stanowczo za duży pośpiech i za daleki krok jak na początek znajomości oni wiedzieli, że nie jest to przygoda na jedną noc. Zdecydowanie nie jest...
Tom otworzył leniwie oczy wyciągając się w łóżku. Ciepła ręka Felixa obejmowała go czule w pasie uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch, którego jej właściciel by nie poczuł. Tom odwrócił się w jego stronę podpierając się na łokciu i delikatnie dotknął ręką jego rozgrzany policzek przygryzając wargę.
-Stało się coś?-spytał znienacka otwierając oczy w głębi duszy czując obawę, że Tom uzna tę noc za błąd- Tom..?- powtórzył zmartwiony długim milczeniem szatyna
-Znaczy... Bo chcę żebyś wiedział, że ja nigdy tak nie robię. Nigdy, a wczoraj po prostu...
-...wczoraj stało się coś czego teraz żałujesz?- starał się jak mógł aby jego głos brzmiał całkowicie naturalnie, ale z każdą chwilą coraz trudniej było mu to ukrywać.
-Nie żałuję tego, co stało się między nami. Trochę nie nadążam za własnymi uczuciami, ale wiem, że wczorajsza noc była cudowna... Nie chcę po prostu abyś uznał mnie za takiego, co szuka szybkiego pocieszenia w łóżku z pierwszą lepszą osobą... Bo gdybyś był mi obojętny to nigdy, przenigdy wczorajszy wieczór nie skończyłby się tak, jak się skończył...
-Wiem- powiedział cicho subtelnie całując jego lekko drżące usta. Wiedział jak ciężkie było wypowiedzenie tych słów dla chłopaka i jedyne czego pragnął, to uświadomić mu, że nie ma czego się bać- Tom, ja wiem, że ciężko będzie sprawić, abyś zaczął na nowo mi w pełni ufać i wybaczył mi tę straszną głupotę, ale... Ja będę czekał tak długo jak będzie to konieczne...
-Na co?
-Na ciebie- odpowiedział ani na sekundę nie odrywając się od tych cudnych czekoladowych tęczówek, których właściciel całkowicie namieszał w jego sercu i w całym życiu.
-Już mnie masz... -kolejny namiętny pocałunek, którym obdarzył go chłopak jeszcze bardziej utwierdził go w przekonaniu, że jego słowa są jak najbardziej prawdziwe.
-Pójdę przygotować jakieś śniadanie, dobrze skarbie?
Tom uśmiechnął się delikatnie kiwając głową czując jak jego policzki z każdą kolejną chwilą coraz bardziej się rumienią jak u nastolatki przeżywającą swoją pierwszą, i jak wówczas jej się wydaje, jedyną miłość. Chociaż może w ich przypadku właśnie tak będzie?

KOOOOOOOONIEC♥
resztę możecie dopisać sobie sami ;) 
Możecie podzielić się pomysłami w komentarzach :D




środa, 24 czerwca 2015

Bezpieczny ♥

Wiedeń powoli budziły pierwsze promienie wiosennego słońca. Po ulicach leniwie przewijały się kolejne samochody, których skądinąd z każdym kwadransem pojawiało się coraz więcej i więcej. Ludzie wychodzili na ulice chcąc nacieszyć się wolną sobotą i wyjątkowo piękną jak na koniec marca pogodę. Thomas westchnął ciężko odchodząc od kuchennego okna. Sięgnął po czajnik nalewając sobie kolejną już kawę co rzecz jasna nie uszło uwadze jego menadżera, który rzucił mu bardzo znaczące, surowe, a zarazem przepełnione ojcowską wręcz troską spojrzenie. Chłopak przewrócił oczyma w głębi duszy dobrze wiedząc, że Rene ma rację, lecz był zbyt uparty aby to przyznać. Poza tym, wciąż był na niego zły.
-Jakbym wyszedł na krótki spacer w słońcu to od razu bym się obudził- burknął przechodząc obok niego i rozkładając się na fioletowej sofie.
-Tom...- upomniał go Berto. Doskonale zdawał sobie sprawę, że chłopak najzwyczajniej w świecie droczy się z nim i chce mu zrobić na złość. Przecież nigdy nie lubił chodzić na spacery- Rozmawialiśmy już o tym, wielokrotnie... Przez kilka dni musisz po prostu zostać w domu.... Nikt nie chce ci zrobić na złość, Tom- dodał już łagodniej siadając na skrawku kanapy i delikatnie odgarniając kosmyk czarnych włosów z jego twarzy.
Neuwirth zachowywał się prawdę mówiąc jak dziecko, które boczy się na rodziców za to, że nie pozwalają mu wieczorem wychodzić samemu z domu. A przecież wszystko to, co robią, robią tylko i wyłącznie dla jego dobra. I nie robią tego bez przyczyny. Rene, który już przecież jest prawie na półmetku stulecia nie ma własnych dzieci. Może właśnie dlatego o swojego podopiecznego troszczy się podwójnie- jako jego menadżer i drugi ojciec. Pamięta przecież jak podczas wrześniowej wizyty w rodzinnym mieście Thomasa obiecywał jego rodzicom, że gdziekolwiek ich syn uda się „służbowo” on będzie miał na niego oko i nie pozwoli aby cokolwiek złego mu się stało. I chociaż tak naprawdę wtedy nie miał żadnych poważniejszych powodów, aby uspokajać państwa Neuwirth rozumiał ich troskę po tych wszystkich okropieństwach, które wyczytali w internecie jak i również w listach do nich samych zaadresowanych. Rene wielokrotnie przekonywał ich, że to tylko głupie pogróżki i tych ludzi nie stać nawet na bezpośrednią konfrontację z Conchitą, a co dopiero na zrobienie jej krzywdy. Tym bardziej wiedział, że musi teraz poświęcać Thomasowi więcej czasu i uwagi, bo chłopak nie do końca zdaje sobie sprawę, że teraz nie ma w tym nic śmiesznego.
I chociaż był w pełni świadomy tego, że jest on uparty i nie ma mowy aby w jakikolwiek sposób go do tego przekonać po kilku godzinach monotonnego naciskania w końcu zgodzi się. Choćby i nawet wyłącznie dla świętego spokoju. Ale zgodzi się. Dlatego gdy już uzyskał pozytywną odpowiedź wychodząc z mieszkania Neuwirtha mógł czuć się o wiele spokojniejszy. Natychmiast poradził chłopakowi zamknięcie drzwi i położenie się do łóżka grożąc przy tym palcem, że on to wszystko potem sprawdzi. Tom zaśmiał się tylko pod nosem potulnie mu potakując. Leniwie wyjrzał przez okno obserwując odjeżdżające auto Berto po czym usiadł przy stole sam nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić.
Słysząc pukanie podszedł do drzwi biorąc głęboki wdech. Przez chwilę zawahał się czy nie zaszyć się gdzieś w pokoju a następnie udać przed Rene, że nie słyszał żadnego dzwonka, ale... Doskonale wiedział, że to by tylko pogorszyło całą tą sprawę. Szybkim ruchem nacisnął klamkę otwierając drzwi jakby bojąc się tego, co zastanie po drugiej stronie. Ku jego zdziwieniu stał przed nim młody szatyn, który z pewnością nie mógł być wiele starszy od niego. Uśmiechał się do niego delikatnie sprawiając wrażenie bardziej jakby przyszedł tutaj w sprawach osobistych niż zawodowych. Tom przez chwilę poczuł lekkie wątpliwości czy aby na pewno stojący przed nim chłopak jest tym zapowiadanym przez jego menadżera.
-Dzień dobry, młodszy sierżant Felix Muller..
Tom ocknął się w końcu odsuwając się nieco na bok zapraszając mężczyznę do siebie. Bacznie obserwował każdy jego ruch, sam nie do końca wiedząc czemu. Przypatrywał mu się jak rzadkiemu zjawisku, którego nie potrafił pojąć zupełnie tak, jakby sposób w jaki ściąga i odwiesza swój płaszcz był w stanie opowiedzieć mu jakim tak naprawdę jest człowiekiem. Z uśmiechem na ustach zaprosił „gościa” do salonu częstując go domowymi ciasteczkami i gorącą kawą. I chociaż z początku bardzo się temu całemu pomysłowi sprzeciwiał teraz czuł nie do końca wyjaśnioną potrzebę zrobienia dobrego pierwszego wrażenia. Bo przecież skoro mają ze sobą spędzać 24 godziny na dobę to powinni się jakoś dogadywać, prawda?
Thomas starając się i siląc na zbędne uprzejmości nie miał nawet pojęcia jak bardzo tym spotkaniem podekscytowany jest Felix. Bo chociaż nikomu nie mówił to cholernie fascynowała go postać Conchity od pierwszej chwili, w której ją ujrzał. Czuł się jak napalona nastolatka, która po latach ubóstwiania swego bożyszcza w końcu ma okazję stanąć z nim oko w oko.

-Wiesz Tom...- zaczął niepewnie stawiając kubek świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego robiąc krótką pauzę jakby sam zastanawiał się, co tak naprawdę chce powiedzieć, jak ma to powiedzieć i czy to w ogóle ma jakiś sens- Tak sobie myślałem, że spacer by nam chyba dobrze zrobił, nie sądzisz?- po kilkunastu dniach siedzenia w domu i poznawania siebie nawzajem Felix zaczynał już rozumieć Toma.
Chłopak zdziwiony tym, co właśnie usłyszał oderwał wzrok od niczym się nie wyróżniającej w swej budowie i wyglądzie szklanki delikatnie zerkając na autora tych słów. Początkowo sam nie wiedział, co ma w takiej sytuacji odpowiedzieć, bo chociaż rachunek "za" i "przeciw" wypada bardzo niekorzystnie, to wie, że nie ma nic lepszego dla niego w tej chwili jak wyrwać się z tych czterech ścian choćby i na godzinę.
Felix uśmiechnął się delikatnie czując, że dobrze wie, jaka będzie odpowiedź Thomasa. I chociaż może nie powinien tego robić, to czuł w głębi serca, że musi, sam nie do końca wiedząc czemu. Ta niewyjaśniona potrzeba troszczenia i opiekowania się Tomem była silniejsza niż cokolwiek innego-nawet rozsądek. Felix doskonale zdawał sobie sprawę, że Tom źle czuje się zamknięty w czterech ścianach odseparowany od wszystkich i wszystkiego. Wiedział, że to krótkie wyjście może i nie ma aż tak cudownej i uzdrowicielskiej mocy, ale chciał chociaż spróbować. Chwila pozornej wciąż wolności na świeżym powietrzu, to jedyne, co może mu dać skoro ten odrzuca jego pomoc. Gdzieś tam jednak czuł, że może jakimś sposobem uda mu się zyskać jego zaufanie i wydusi z siebie to, co od kilku dni go gryzie. Chociaż nie umiał do końca tego wytłumaczyć miał w sobie takie coś, że gdy widział albo czuł, że kogoś bliskiego coś trapi czy gryzie nie umiał zachowywać się w stosunku do tego obojętnie. Sam nie wiedział czemu, ale od pierwszej chwili, kiedy go spotkał poczuł niewyjaśnioną i z pewnej perspektywy wręcz intrygującą więź. Chociaż z początku lekko nią i całą osobą Thomasa był lekko przerażony przez co rozmowa zupełnie się nie kleiła, szybko jednak przekonał się, że naprawdę bardzo wiele mają ze sobą wspólnego. Prawdę mówiąc powinien sam na siebie być zły za to, że tak szybko przywiązuje się do osób. Zwłaszcza, że jest w pracy i jego zadaniem jest chronić, aby żaden podejrzany typ nie ważył się nawet tknąć go palcem. Tom przy bliższym poznaniu jest naprawdę bardzo miłym, inteligentnym i zabawnym chłopakiem. Lecz Felix w pełni rozumiał jego początkowy lęk i niechęć. Zapewne facet, który podstępem porwał go i omalże nie poderżnął mu gardła z początku również wydawał się miły i otwarty. I chociaż brunet skrupulatnie starał się sprawiać wrażenie niezbyt wzruszonego całym tym zajściem, Felix od razu wszystkiego się domyślił. Nie do końca rozumiał tylko dlaczego udaje silniejszego, niż jest. Przecież to nie żaden wstyd, a stwierdzenie wprost, że najzwyczajniej w świecie się boi jest jak najbardziej zrozumiałe i naturalne wręcz. Jednak wciąż Tom pozostawał dla niego wielką zagadką do rozwikłania...
Tom na chwilę zatrzymał się przed drzwiami wyjściowymi jakby bojąc się nie tyle tego, co czeka go za nimi, ale samym faktem, że już za chwilę znajdzie się za nimi. To pewnego rodzaju paraliżujące podekscytowanie zmieszane z lekką dozą strachu ogarnęło całe jego ciało. Nie był w stanie ruszyć się nawet o milimetr ani wydobyć z siebie choćby pół słówka, co nie uszło uwadze jego towarzysza. Felix przez chwilę zawahał się chcąc coś powiedzieć lecz w porę ugryzł się w język. Stał tuż za nim gotowy na każdy jego ruch. Gotowy aby w każdej chwili pójść za nim, gotowy w każdej chwili gdy ten odwróci się chcąc uciec przytulić go z całych sił i nie wypuszczać ze swoich ramion dopóki chłopak się nie uspokoi. Thomas po chwili odwrócił się w stronę szatyna spoglądając na niego pytającym wzrokiem zupełnie jakby w twarzy chłopaka mógł znaleźć odpowiedź na dręczące go pytania. Po chwili jednak uśmiechnął się po raz pierwszy od kilku dni i pewnym ruchem nacisnął klamkę pchając metalowe drzwi. W jednej chwili podmuch delikatnego wiosennego wietrzyku sprawił, że Neuwirth znowu poczuł się beztrosko i szczęśliwie. Widząc to na twarzy Felixa pojawił się mimowolny delikatny uśmiech.
-Idziesz?- odwrócił się Tom wciąż z promienistym uśmiechem i szczęściem wręcz epatującym z twarzy.
Przeszli na drugą stronę ulicy kierując się uliczkami, o których Felix wcześniej nawet nie miał pojęcia. Pochodził z zupełnie innego dystryktu tak więc podążał tuż za brunetem zgodnie z jego zadaniem nie odstępując go nawet na krok, ale również w obawie, że zagubi się w tych krętych i bardzo do siebie podobnych wiedeńskich uliczkach. Nagle Tom stanął jak wryty na widok dwóch mężczyzn rozmawiających w pobliżu małej kawiarenki. Felix nie zdążył nawet zapytać się, o co chodzi gdy chłopak wybuchając płaczem odwrócił się i pobiegł. Przerażony brunet od razu rzucił się za nim bojąc się go zgubić z oczu chociaż na chwilę. Bezskutecznie wołał go prosząc aby się zatrzymał, bo chłopak nie zatrzymał się nawet przed drzwiami swojego budynku mieszkalnego.
Felix niedbale zatrzaskując drzwi pobiegł za Thomasem. Wpadł do mieszkania bez słowa przyciągając go do siebie i tuląc mocno, na co chłopak jeszcze mocniej się rozpłakał. Był kompletnie zdezorientowany zachowaniem chłopaka, jeszcze nigdy nie widział go w takim stanie i nie miał bladego pojęcia, co zrobić. Więc robił to, co mógł- przytulał go mocno i szeptał słowa pocieszenia głaskając po głowie jak troskliwy ojciec, albo starszy brat. Powtarzał, że wszystko jest w porządku, że już jest bezpieczny i nigdy nie pozwoli, aby taka sytuacja się powtórzyła. I nie były to tylko puste słowa...
-Tom, nie płacz już. Nie pozwolę, aby ktoś Cię skrzywdził... Nigdy- powiedział zerkając na chłopaka, po czym nachylił się całując go subtelnie. Przez mniej niż ułamek sekundy zawstydził się tym, co zrobił, ale gdy tylko ich usta po raz pierwszy się spotkały poczuł przyjemne dreszcze na całym ciele. To jedno z tych uczuć, którego za żadne skarby nie da się opisać, a nawet jeśli komuś uda się znaleźć na to cudowne określenia to nigdy nie będą one równie cudowne, co to właśnie uczucie. Zawahał się bojąc się, że Tom go odepchnie i skrytykuje za brak profesjonalizmu, ale gdy tylko pogłębił pocałunek, wszystkie czarne myśli odpłynęły w niepamięć. Czuł rozpierające go od zewnątrz szczęście i radość. I choć wydawać by się mogło, że to jeszcze za mało, żeby nazwać to właśnie uczucie miłością, to Felix doskonale czuł, że z każdym kolejnym dniem zakochiwał się w nim coraz bardziej. I nic nie mogło tego zmienić. Delikatnie przejechał ręką po policzku Toma, na co ten wydał z siebie cichy pomruk zarzucając mu ręce na szyję. Było idealnie.
Po chwili chłopak niespodziewanie przerwał pocałunek i nawet na sekundę nie spoglądając w oczy Felixa odwrócił się szybkim krokiem kierując się w stronę sypialni i jednym ruchem zamykając drzwi wybuchając płaczem, czego niestety Felix nie mógł już zobaczyć. Stał wbity w ziemię nie wiedząc czy biec za nim, czy dać czas na przemyślenie tego wszystkiego. Chociaż szczerze mówiąc to nie miał żadnych podstaw domniemania, że jest w ogóle nad czym myśleć. Bo to on go pocałował, nie na odwrót. I chociaż powtarzał sobie, że tak właśnie należy myśleć, wciąż gdzieś w podświadomości kryła się nadzieja. Bo to, że go nie odepchnął, zbluzgał czy spoliczkował o czymś świadczy, prawda..?
Każdy kolejny dzień był coraz bardziej niezręczny zarówno dla Toma jak i dla Felixa. Kontakty między nimi ograniczały się czasami jedynie do wspólnego posiłku, a czasem nawet Felix musiał zaglądać kilka razy dziennie do pokoju Toma, gdyż ten cały dzień się z niego nie wychylał. Felixowi trudno było zrozumieć zachowanie chłopaka, które z początku interpretował jako ucieczkę od szczerej rozmowy i jej konsekwencji. Jednak zdawało mu się, że z każdą kolejną godziną jego nadzieje na cokolwiek więcej między nimi coraz bardziej odbiegały w strefę marzeń dla idiotów. Bo chociaż odpierał od siebie to stwierdzenie ile tylko mógł, to chyba naprawdę pokochał tego chłopaka całym sercem.
-Tom, mogę ci zająć chwilę?
W końcu wydusił z siebie coś, na co tak długo zbierał siłę i odwagę. Wiedział, że nie zniesie kolejnej godziny gdybań i rozmyślań pod tytułem „A co jeśli..?”. Chciał po prostu jasno wiedzieć, na czym stoi. Nawet jeśli miał przeczucie, że nie do końca jest przygotowany na każdą możliwą odpowiedź. Adresat tego pytania zawahał się przez chwilę czując jednak, że nie wypada mu przecież powiedzieć "nie". Doskonale zdawał sobie sprawę, o czym będzie chciał z nim porozmawiać Felix i właśnie tej rozmowy najbardziej się bał.
-Zapewne domyślasz się, o co chodzi- zaczął wyczytując Neuwirthowi z myśli- ale już po prostu dłużej tak nie mogę...
-Tak więc po prostu zapomnijmy o tym, co się stało. Ja byłem roztrzęsiony, ty desperacko chciałeś mi pomóc no i... stało się...
-Nie, Tom. Nie pocałowałbym cię z byle powodu, a ty z byle powodu nie oddawałbyś moich pocałunków... Nie wmówisz mi, że między nami kompletnie nic się nie dzieje.
-Chryste, odwracasz kota ogonem. Chwila słabości jeszcze nic nie znaczy.
-A więc dla ciebie była to chwila słabości?
-...sądzę, iż można tak to nazwać.
-Sądzisz? Thomas, czy ty w ogóle słyszysz jak absurdalnie to brzmi?
-Dla ciebie może to być i absurdalne, ale to prawda.
-Prawdą jest to, że tamten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył..?
-Owszem.
-... i żaden kolejny tego nie zmieni?
-...owszem- odpowiedział już ze znacznie mniejszą pewnością w głosie, obawiając się tego, co tym razem strzeli mu do głowy.

-Świetnie- mruknął w jednej chwili podchodząc do Thomasa i całując go namiętnie przyciskając do ściany.


***
że tak powiem.... ciąg dalszy nastąpi xD 

A każdego, kto chociaż odrobinę zainteresowany poproszę o jakiś komentarz ;)