Pamiętałem jak
pierwszy raz po powrocie od Rene przekroczyłem próg mieszkania.
Wszędzie dookoła panowała pustka, a Matthias zgodnie z moją
prośbą spakował wszystkie swoje rzeczy i zniknął. Podszedłem do
stołu biorąc do ręki małą karteczkę czytając cicho to, co było
na niej napisane: „Przepraszam. Mam nadzieję, że będziesz
szczęśliwy -M.” Rozpłakałem się wtedy po raz kolejny , bo
chyba dopiero gdy to przeczytałem zdałem sobie sprawę, że to
naprawdę jest koniec. Nie wiem na co ja liczyłem, może na jakiś
cud, na to, że Matt jednak nie odejdzie, a zawalczy jakoś o mnie.
Miałem do niego żal, że nawet tego nie był w stanie powiedzieć
mi wprost, chociaż tak naprawdę nie dałem mu na to szansy.
Absurdalne wydawało mi się, że mógł napisać coś takiego, bo
przecież doskonale wiedział, że tylko z nim jestem i będę
szczęśliwy. Z czasem jednak, stopniowo i powoli, zaczynałem się
do tego wszystkiego przyzwyczajać.
-Chodzi o to, że
rozstałem się z Matthiasem- wydusiłem to w końcu z siebie
spoglądając na nich wszystkich siedzących przy stole. Jacques
niespodziewanie wybuchnął śmiechem, a ja nie potrafiłem pojąć,
o co mu chodzi. Co w tym było do jasnej cholery śmiesznego?!
-Żartowniś z
ciebie Tom.
-Uwierz mi,
chciałbym, żeby to był żart- dodałem łamiącym głosem będąc
na siebie zły, że znowu nie potrafię powstrzymać łez. Chyba
dopiero gdy zobaczyli mnie płaczącego dotarło do nich, że jestem
całkowicie poważny i to, co mówię jest smutną prawdą. Nicole
natychmiast rzuciła się przytulając mnie do siebie z całych sił,
a ja tylko rozpłakałem się jeszcze mocniej. Przez chwilę panowała
kompletna cisza, bo cóż można powiedzieć w takiej chwili?
-Ale. . . co się
stało? Przecież niedawno wszystko było w porządku. . .
-Też tak myślałem.
Tylko wtedy nie wiedziałem, że mnie zdradził. . .
-CO?!
-Zdradził mnie, a
gdy o wszystkim się dowiedziałem nawet nie próbował zrobić nic,
żeby ratować nasz związek. . . Kompletnie nic. . .
-Nie no, zabiję go,
po prostu zabiję!- poderwał się krzycząc jak szalony natychmiast
z kieszeni wyciągając telefon i wyciskając jakiś numer. Chodził
z jednego końca pokoju w drugi klnąc pod nosem i rzucając telefon
na dywan- Zajebię gnoja. . .
-Jacques- natychmiast upomniała go Nicole. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak wściekłego i wiedziałem, że gdyby Matthias był tutaj obok, najpewniej dawno leżałby już na ziemi.
-No co?! Ma mu może
to ujść płazem, jak go znajdę to chyba mu. . .- natychmiast
zamilkł widząc jak jeszcze bardziej się rozpłakałem.
-Boże, Tom. Nie
przejmuj się nim, on nie jest tego wart, rozumiesz? Jesteś cudowny,
młody, przystojny, całe życie przed tobą- przytulał mnie do
siebie głaszcząc po głowie, zupełnie tak, jakbym był małym
dzieckiem.
Tak, całe życie
przede mną. Całe życie. . . bez niego.
Chociaż wcale nie
było to proste starałem się jakoś zapomnieć o tym wszystkim
zachowując w pamięci tylko te dobre wspomnienia z Matthiasem,
których przecież było tak wiele. To on był przy mnie kiedy
pogrążałem się w depresji, to on był przy mnie kiedy
dowiedziałem się, że moje marzenia się spełniły, to on był
przy mnie, kiedy po tak długim czasie zdecydowałem się wyznać
wszystko rodzicom, to on był przy mnie gdy płakałem, to on był
przy mnie gdy wygrałem.
Więc jak mogłem od
tak o nim zapomnieć, jakby nigdy nie pojawił się w moim życiu?
Nawet jeśli nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę, to stał
się ważną częścią mojego życia. Wiedziałem jednak, że
najlepiej dla mnie będzie jeśli postaram się o nim zapomnieć i
żyć dalej swoim życiem.
I o dziwo miałem
wrażenie jakby zaczynało mi się to powoli udawać. Zaczynałem się
przyzwyczajać do tego, że budzę się sam, jem sam, wychodzę sam i
zasypiam sam. To w gruncie rzeczy nie było aż tak trudne jak
zdawało się być na początku.
Wystarczyło tylko
zrozumieć, że moje łzy, krzyki i rozpacz nic nie zmienią.
Matthiasa już ze mną nie ma, ale przecież to nie koniec świata.
Nie miałem nawet
odwagi powiedzieć o tym wszystkim rodzicom. Chociaż jak się
okazało, nie musiałem tego robić. Mama od razu wyczuła słysząc
mój głos, że coś jest nie tak. Zadzwoniła do Nicole, która
powiedziała jej wszystko, a już następnego dnia przyjechali do
mnie oboje.
Tłumaczyłem im
całą sytuację, a oni, myślę że jak wszyscy nie mogli w to
uwierzyć. Doskonale pamiętałem te kilka ostatnich dni, kiedy
byliśmy razem. Nic, absolutnie nic nie wskazywało na to, że coś
jest nie tak, że Matthias już mnie nie kocha. Przecież robił mi
śniadania do łóżka, wygłupiał się ze mną, a nawet spał. Więc
jak ja mogłem w ogóle wyobrazić sobie, że to wszystko tak szybko
i boleśnie się skończy?
Czy zatem to ja
byłem aż tak ślepy, żeby nic nie zauważyć, czy Matthias tak
idealnie to wszystko ukrywał? Nawet nie chciałem wiedzieć od kiedy
mnie zdradzał i z kim. Bałem się, że prawda o tym może jeszcze
mocniej złamać mi serce, a tego bym nie przeżył. Wolałem myśleć,
że było to tylko jednorazowe, że była to chwila słabości, ale.
. .
-Kochanie, ja wiem,
że to on cię zawiódł, ale. . .
-Nie, mamo, to nie o
to chodzi. Myślę, że z tą kobietą to jednak. . . Nie wiem, może
zakochał się w niej, może zrozumiał, że mnie nie kocha, może ma
innego. . .
-Nie spróbujesz nic
zrobić? Nie poznaję cię, Tom. Przecież byłeś w nim tak bardzo
zakochany. . .
-I nadal jestem,
mamo. . . Ja już nie wiem, co robić. . .
-Jeśli kogoś
kochasz, daj mu odejść, jeśli do ciebie wróci jest Twój, jeśli
nie nigdy nie był. . .
-Co chcesz przez to
powiedzieć?
-Że dobrze robisz
synu. I nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna- wyszeptała
przytulając mnie do siebie, a ja delikatnie uśmiechnąłem się
przez łzy.
To zadziwiające jak
wiele jest się w stanie zrobić dla ukochanej osoby, nawet
zrezygnować z własnego szczęścia. . . Bo chociaż to mnie bolało,
wiedziałem, że po prostu tak trzeba.
Trzeba wziąć to na
siebie i żyć dalej. Przecież mam tak wiele. . .
Mam
najcudowniejszych na świecie fanów, których strasznie ostatnio
zaniedbałem. Starałem się jak mogłem, ale wiedziałem, że muszę
najpierw wziąć się w garść i zrobić ze sobą porządek.
Powoli wszedłem na
scenę za wszelką cenę starając się uśmiechnąć się jak
najszczerzej. Ale na widok tych wszystkich ludzi krzyczących i
piszczących wniebogłosy uśmiech sam cisnął mi się na twarz.
Właśnie tego potrzebowałem. . .
Zacząłem śpiewać
i kompletnie zapomniałem o Matthiasie, o jego zdradzie i o naszym
rozstaniu. Po prostu cieszyłem się każdą minutą, kiedy mogę
przebywać z moimi fanami i dzielić się z nimi swoją największą
pasją. Śpiewałem jak zwykle w każdy pojedynczy wers wkładając
całe swoje serce i całą duszę zupełnie tak, jakby on stał
naprzeciwko mnie i to do niego kierowałem słowa . . .
No one could have
witnessed what you did to me. . .
Wiedziałem,
że powstanę jak feniks i stanę się jeszcze silniejszy. Potrzebuję
na to tylko czasu. . .
-Świetny
występ- Rene natychmiast mnie uściskał zaraz po tym, jak zszedłem
ze sceny.
Weszliśmy
do garderoby, a Rene natychmiast zamknął za nami drzwi.
-A
teraz powiedz mi, jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Tak,
jest coraz lepiej- uśmiechnąłem się delikatnie zdając sobie
sprawę, że po raz pierwszy mówiąc to, mówię prawdę.
-Nawet
nie wiesz jak się cieszę. . .
-Ja
też. . . I cieszę się, że w końcu mogę wrócić na scenę. . .
-A
propos, masz zaproszenie na występ jako gość honorowy na gali
charytatywnej w filharmonii, bierzesz?
-Ależ
oczywiście!
-Zatem
odpocznij sobie przez te dwa tygodnie i pamiętaj, jakby cokolwiek
się działo dzwoń, przyjeżdżaj choćby i w środku nocy, dobrze?
- spojrzał na mnie uważnie, a ja uśmiechnąłem się delikatnie w
odpowiedzi- Podwieźć cię do domu?
-Nie,
dziękuję. Wybiorę się chyba jeszcze na małe zakupy.
-Zgoda,
to do zobaczenia.
Spacerowałem
godzinami po wszystkich możliwych galeriach i butikach starając się
sobie znaleźć jakieś zajęcie. Wiedziałem, że gdybym wrócił do
domu znowu siedziałbym tam sam i znowu rozmyślał nad tym, nad tym
już nie ma sensu. Ale nawet tutaj w galerii nie mogłem odpędzić
od siebie myśli, co by było gdybym nie przeczytał tego listu,
gdyby ta kobieta go nigdy nie wysłała. Może gdyby Rene zgubił
akurat ten jeden list gdy wnosił ich całą stertę do naszego
mieszkania nigdy nie dowiedziałbym się o tej zdradzie i wciąż
bylibyśmy razem?
Ale ile warte byłoby
życie w kłamstwie? Matthias i tak prędzej czy później ze mną
zerwał, albo cały czas brnął w kolejne kłamstwa starając się,
aby jego zdrada nie wyszła na jaw. I chociaż wiedziałem, że
zadawanie sobie pytań typu: „co by było, gdyby. . .” było
tylko marnowaniem czasu i zawracaniem sobie głowy. I ponownym
zadawaniem sobie bólu.
Musiałem się
pogodzić z naszym rozstaniem, a nie dobijać myślami, że do tego
wszystkiego wcale nie musiało dochodzić. . .
-Thomas. .?
Omal mnie nie
zamurowało gdy usłyszałem tak dobrze znany mi głos. Przez chwilę
zdawało mi się, że już kompletnie zwariowałem i mam zwidy i
urojenia, ale za chwilę znowu usłyszałem swoje imię. Ale jak to w
ogóle jest możliwe? Przecież wyjechał stąd i miał już tu nigdy
nie wracać. Mieliśmy obydwoje swoje własne życie, a nasze drogi
miały się już więcej nie skrzyżować. Więc. . . Co on tu robi?
Powoli odwróciłem się nie mogąc uwierzyć własnym oczom. To on.
To naprawdę on. . .
No ja rozumiem Jacquesa sama bym go w tedy zabiła ;) teraz wiem ,że cierpliwość popłaca , oczekiwania za rozdziałami bezcenne ;* a potem te historie boskie :)
OdpowiedzUsuń~Julia M
W sumie to nie dziwię się zachowaniu Jacquesa. Jednakże chyba już zawsze pozostanę wierną fanką parringu Matta i Conchy, jak chyba zresztą każdy czytelnik tutaj. :) Wciąż próbuję doszukać kim że może być człek z Prologu, o którym była mowa. Niestety nic nie mogę wymyślić. Może to i lepiej...po co psuć sobie zabawę? :D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział. ♥
Nooo.. Trudno mi się wysłowić aż zatkało mnie.Zacznijmy może powolutku jakimiś etapami.Będzie ci to odpowiadać?Nie ważne raczej musi.Po pierwsze,ja też zgadzam się z zachowaniem Jacquesa postąpiłabym tak samo ,albo nawet i gorzej mogłabym przejść do czynów.Ja jak to oczywiście ja musiałam czytając ten rozdział (jak zresztą każdy) słuchać przy piosence która w ogóle nie pasuje do rozdziału ale chyba do tego już się przyzwyczaiłaś,co ? Zaciekawiłaś mnie ogromnie końcówką i z tego powodu mam nadzieję ,że następny rozdział pojawi się szybko.
OdpowiedzUsuń1. Jacques absolutnym bohaterem tego rozdziału, życia, wszystkieeeego. Sama z chęcią skopałabym dupę Mattowi za to, co zrobił naszej Conchy...
OdpowiedzUsuń2. Przed rozdziałem liczyłam na to, że się pogodzą, albo jakoś to się odkręci, w trakcie straciłam na to wiarę i chęć, bo najchętniej to bym zabiła Matthiasa, a końcówka wlała w me serce nadzieję... Bo to Matt, prawda..? ♥
Mam tylko nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i że nie zabijesz nas następnymi rozdziałami...
PS Piosenka wspaniała, idealna do rozdziału ♥♥♥
Mnóstwo buziaków, dużo weny i jak wszyscy czekam na środę i następny rozdział :)