sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział dwudziesty drugi


Pamiętałem jak pierwszy raz po powrocie od Rene przekroczyłem próg mieszkania. Wszędzie dookoła panowała pustka, a Matthias zgodnie z moją prośbą spakował wszystkie swoje rzeczy i zniknął. Podszedłem do stołu biorąc do ręki małą karteczkę czytając cicho to, co było na niej napisane: „Przepraszam. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy -M.” Rozpłakałem się wtedy po raz kolejny , bo chyba dopiero gdy to przeczytałem zdałem sobie sprawę, że to naprawdę jest koniec. Nie wiem na co ja liczyłem, może na jakiś cud, na to, że Matt jednak nie odejdzie, a zawalczy jakoś o mnie. Miałem do niego żal, że nawet tego nie był w stanie powiedzieć mi wprost, chociaż tak naprawdę nie dałem mu na to szansy. Absurdalne wydawało mi się, że mógł napisać coś takiego, bo przecież doskonale wiedział, że tylko z nim jestem i będę szczęśliwy. Z czasem jednak, stopniowo i powoli, zaczynałem się do tego wszystkiego przyzwyczajać.

-Chodzi o to, że rozstałem się z Matthiasem- wydusiłem to w końcu z siebie spoglądając na nich wszystkich siedzących przy stole. Jacques niespodziewanie wybuchnął śmiechem, a ja nie potrafiłem pojąć, o co mu chodzi. Co w tym było do jasnej cholery śmiesznego?!
-Żartowniś z ciebie Tom.
-Uwierz mi, chciałbym, żeby to był żart- dodałem łamiącym głosem będąc na siebie zły, że znowu nie potrafię powstrzymać łez. Chyba dopiero gdy zobaczyli mnie płaczącego dotarło do nich, że jestem całkowicie poważny i to, co mówię jest smutną prawdą. Nicole natychmiast rzuciła się przytulając mnie do siebie z całych sił, a ja tylko rozpłakałem się jeszcze mocniej. Przez chwilę panowała kompletna cisza, bo cóż można powiedzieć w takiej chwili?
-Ale. . . co się stało? Przecież niedawno wszystko było w porządku. . .
-Też tak myślałem. Tylko wtedy nie wiedziałem, że mnie zdradził. . .
-CO?!
-Zdradził mnie, a gdy o wszystkim się dowiedziałem nawet nie próbował zrobić nic, żeby ratować nasz związek. . . Kompletnie nic. . .
-Nie no, zabiję go, po prostu zabiję!- poderwał się krzycząc jak szalony natychmiast z kieszeni wyciągając telefon i wyciskając jakiś numer. Chodził z jednego końca pokoju w drugi klnąc pod nosem i rzucając telefon na dywan- Zajebię gnoja. . .
-Jacques- natychmiast upomniała go Nicole. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak wściekłego i wiedziałem, że gdyby Matthias był tutaj obok, najpewniej dawno leżałby już na ziemi. 
-No co?! Ma mu może to ujść płazem, jak go znajdę to chyba mu. . .- natychmiast zamilkł widząc jak jeszcze bardziej się rozpłakałem.
-Boże, Tom. Nie przejmuj się nim, on nie jest tego wart, rozumiesz? Jesteś cudowny, młody, przystojny, całe życie przed tobą- przytulał mnie do siebie głaszcząc po głowie, zupełnie tak, jakbym był małym dzieckiem.
Tak, całe życie przede mną. Całe życie. . . bez niego.
Chociaż wcale nie było to proste starałem się jakoś zapomnieć o tym wszystkim zachowując w pamięci tylko te dobre wspomnienia z Matthiasem, których przecież było tak wiele. To on był przy mnie kiedy pogrążałem się w depresji, to on był przy mnie kiedy dowiedziałem się, że moje marzenia się spełniły, to on był przy mnie, kiedy po tak długim czasie zdecydowałem się wyznać wszystko rodzicom, to on był przy mnie gdy płakałem, to on był przy mnie gdy wygrałem.
Więc jak mogłem od tak o nim zapomnieć, jakby nigdy nie pojawił się w moim życiu? Nawet jeśli nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę, to stał się ważną częścią mojego życia. Wiedziałem jednak, że najlepiej dla mnie będzie jeśli postaram się o nim zapomnieć i żyć dalej swoim życiem.
I o dziwo miałem wrażenie jakby zaczynało mi się to powoli udawać. Zaczynałem się przyzwyczajać do tego, że budzę się sam, jem sam, wychodzę sam i zasypiam sam. To w gruncie rzeczy nie było aż tak trudne jak zdawało się być na początku.
Wystarczyło tylko zrozumieć, że moje łzy, krzyki i rozpacz nic nie zmienią. Matthiasa już ze mną nie ma, ale przecież to nie koniec świata.
Nie miałem nawet odwagi powiedzieć o tym wszystkim rodzicom. Chociaż jak się okazało, nie musiałem tego robić. Mama od razu wyczuła słysząc mój głos, że coś jest nie tak. Zadzwoniła do Nicole, która powiedziała jej wszystko, a już następnego dnia przyjechali do mnie oboje.
Tłumaczyłem im całą sytuację, a oni, myślę że jak wszyscy nie mogli w to uwierzyć. Doskonale pamiętałem te kilka ostatnich dni, kiedy byliśmy razem. Nic, absolutnie nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak, że Matthias już mnie nie kocha. Przecież robił mi śniadania do łóżka, wygłupiał się ze mną, a nawet spał. Więc jak ja mogłem w ogóle wyobrazić sobie, że to wszystko tak szybko i boleśnie się skończy?
Czy zatem to ja byłem aż tak ślepy, żeby nic nie zauważyć, czy Matthias tak idealnie to wszystko ukrywał? Nawet nie chciałem wiedzieć od kiedy mnie zdradzał i z kim. Bałem się, że prawda o tym może jeszcze mocniej złamać mi serce, a tego bym nie przeżył. Wolałem myśleć, że było to tylko jednorazowe, że była to chwila słabości, ale. . .
-Kochanie, ja wiem, że to on cię zawiódł, ale. . .
-Nie, mamo, to nie o to chodzi. Myślę, że z tą kobietą to jednak. . . Nie wiem, może zakochał się w niej, może zrozumiał, że mnie nie kocha, może ma innego. . .
-Nie spróbujesz nic zrobić? Nie poznaję cię, Tom. Przecież byłeś w nim tak bardzo zakochany. . .
-I nadal jestem, mamo. . . Ja już nie wiem, co robić. . .
-Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść, jeśli do ciebie wróci jest Twój, jeśli nie nigdy nie był. . .
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Że dobrze robisz synu. I nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna- wyszeptała przytulając mnie do siebie, a ja delikatnie uśmiechnąłem się przez łzy.
To zadziwiające jak wiele jest się w stanie zrobić dla ukochanej osoby, nawet zrezygnować z własnego szczęścia. . . Bo chociaż to mnie bolało, wiedziałem, że po prostu tak trzeba.
Trzeba wziąć to na siebie i żyć dalej. Przecież mam tak wiele. . .
Mam najcudowniejszych na świecie fanów, których strasznie ostatnio zaniedbałem. Starałem się jak mogłem, ale wiedziałem, że muszę najpierw wziąć się w garść i zrobić ze sobą porządek.
Powoli wszedłem na scenę za wszelką cenę starając się uśmiechnąć się jak najszczerzej. Ale na widok tych wszystkich ludzi krzyczących i piszczących wniebogłosy uśmiech sam cisnął mi się na twarz. Właśnie tego potrzebowałem. . .
Zacząłem śpiewać i kompletnie zapomniałem o Matthiasie, o jego zdradzie i o naszym rozstaniu. Po prostu cieszyłem się każdą minutą, kiedy mogę przebywać z moimi fanami i dzielić się z nimi swoją największą pasją. Śpiewałem jak zwykle w każdy pojedynczy wers wkładając całe swoje serce i całą duszę zupełnie tak, jakby on stał naprzeciwko mnie i to do niego kierowałem słowa . . .

No one could have witnessed what you did to me. . .

Wiedziałem, że powstanę jak feniks i stanę się jeszcze silniejszy. Potrzebuję na to tylko czasu. . .
-Świetny występ- Rene natychmiast mnie uściskał zaraz po tym, jak zszedłem ze sceny.
Weszliśmy do garderoby, a Rene natychmiast zamknął za nami drzwi.
-A teraz powiedz mi, jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Tak, jest coraz lepiej- uśmiechnąłem się delikatnie zdając sobie sprawę, że po raz pierwszy mówiąc to, mówię prawdę.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę. . .
-Ja też. . . I cieszę się, że w końcu mogę wrócić na scenę. . .
-A propos, masz zaproszenie na występ jako gość honorowy na gali charytatywnej w filharmonii, bierzesz?
-Ależ oczywiście!
-Zatem odpocznij sobie przez te dwa tygodnie i pamiętaj, jakby cokolwiek się działo dzwoń, przyjeżdżaj choćby i w środku nocy, dobrze? - spojrzał na mnie uważnie, a ja uśmiechnąłem się delikatnie w odpowiedzi- Podwieźć cię do domu?
-Nie, dziękuję. Wybiorę się chyba jeszcze na małe zakupy.
-Zgoda, to do zobaczenia.

Spacerowałem godzinami po wszystkich możliwych galeriach i butikach starając się sobie znaleźć jakieś zajęcie. Wiedziałem, że gdybym wrócił do domu znowu siedziałbym tam sam i znowu rozmyślał nad tym, nad tym już nie ma sensu. Ale nawet tutaj w galerii nie mogłem odpędzić od siebie myśli, co by było gdybym nie przeczytał tego listu, gdyby ta kobieta go nigdy nie wysłała. Może gdyby Rene zgubił akurat ten jeden list gdy wnosił ich całą stertę do naszego mieszkania nigdy nie dowiedziałbym się o tej zdradzie i wciąż bylibyśmy razem?
Ale ile warte byłoby życie w kłamstwie? Matthias i tak prędzej czy później ze mną zerwał, albo cały czas brnął w kolejne kłamstwa starając się, aby jego zdrada nie wyszła na jaw. I chociaż wiedziałem, że zadawanie sobie pytań typu: „co by było, gdyby. . .” było tylko marnowaniem czasu i zawracaniem sobie głowy. I ponownym zadawaniem sobie bólu.
Musiałem się pogodzić z naszym rozstaniem, a nie dobijać myślami, że do tego wszystkiego wcale nie musiało dochodzić. . .
-Thomas. .?
Omal mnie nie zamurowało gdy usłyszałem tak dobrze znany mi głos. Przez chwilę zdawało mi się, że już kompletnie zwariowałem i mam zwidy i urojenia, ale za chwilę znowu usłyszałem swoje imię. Ale jak to w ogóle jest możliwe? Przecież wyjechał stąd i miał już tu nigdy nie wracać. Mieliśmy obydwoje swoje własne życie, a nasze drogi miały się już więcej nie skrzyżować. Więc. . . Co on tu robi? Powoli odwróciłem się nie mogąc uwierzyć własnym oczom. To on. To naprawdę on. . .

4 komentarze:

  1. No ja rozumiem Jacquesa sama bym go w tedy zabiła ;) teraz wiem ,że cierpliwość popłaca , oczekiwania za rozdziałami bezcenne ;* a potem te historie boskie :)
    ~Julia M

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie to nie dziwię się zachowaniu Jacquesa. Jednakże chyba już zawsze pozostanę wierną fanką parringu Matta i Conchy, jak chyba zresztą każdy czytelnik tutaj. :) Wciąż próbuję doszukać kim że może być człek z Prologu, o którym była mowa. Niestety nic nie mogę wymyślić. Może to i lepiej...po co psuć sobie zabawę? :D
    Czekam na kolejny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo.. Trudno mi się wysłowić aż zatkało mnie.Zacznijmy może powolutku jakimiś etapami.Będzie ci to odpowiadać?Nie ważne raczej musi.Po pierwsze,ja też zgadzam się z zachowaniem Jacquesa postąpiłabym tak samo ,albo nawet i gorzej mogłabym przejść do czynów.Ja jak to oczywiście ja musiałam czytając ten rozdział (jak zresztą każdy) słuchać przy piosence która w ogóle nie pasuje do rozdziału ale chyba do tego już się przyzwyczaiłaś,co ? Zaciekawiłaś mnie ogromnie końcówką i z tego powodu mam nadzieję ,że następny rozdział pojawi się szybko.

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. Jacques absolutnym bohaterem tego rozdziału, życia, wszystkieeeego. Sama z chęcią skopałabym dupę Mattowi za to, co zrobił naszej Conchy...
    2. Przed rozdziałem liczyłam na to, że się pogodzą, albo jakoś to się odkręci, w trakcie straciłam na to wiarę i chęć, bo najchętniej to bym zabiła Matthiasa, a końcówka wlała w me serce nadzieję... Bo to Matt, prawda..? ♥
    Mam tylko nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i że nie zabijesz nas następnymi rozdziałami...

    PS Piosenka wspaniała, idealna do rozdziału ♥♥♥

    Mnóstwo buziaków, dużo weny i jak wszyscy czekam na środę i następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń