-Świetnie-
mruknął w jednej chwili podchodząc do Thomasa i całując go
namiętnie przyciskając do ściany.
Po raz kolejny ogarnęła go
fala dreszczy, a szybkie bicie serca znowu dało o sobie znać.
Kompletnie oddał się temu uczuciu nie przejmując się kompletnie
niczym. Podążał za głosem serca, które kazało mu walczyć o to,
co dla niego ważne. Żaden z nich nie zastanawiał się wtedy nad
tym, co dokładnie przyniesie im przyszłość, o ile w ogóle
cokolwiek przyniesie. Po prostu całowali się nie skupiając się na
niczym innym poza sobą samym. Po prostu byli. Razem.
Mijały
kolejne dni i można by rzec, że wszystko zaczynało w końcu się
układać. Z dnia na dzień Tom stawał się coraz śmielszy i nie
bał się już dotyku czy pocałunków ukochanego. Jednak wciąż to
wszystko było dla niego trudne i wiedział, że jeszcze wiele pracy
przed nim zanim dojdzie do etapu sprzed tego feralnego wydarzenia.
Wydawać by się mogło, że cała ta sytuacja jest dość
niecodzienna- Tom uczył się żyć i kochać na nowo, co wcale nie
było tak proste jakby to się mogło wydawać. I chociaż czasami
było ciężko, to wiedział, że zawsze może liczyć na Felixa.
Stwierdzenie, że go kocha to za dużo powiedziane, ale nie mógł
zaprzeczyć, że coś do niego czuje. Sam nie umiał nazwać tego
uczucia, ale miał nadzieję, że z czasem wszystko się poukłada. Z
Felixem przy jego boku.
Wtulił
się mocniej w jego bluzę chcąc poczuć jego ciepło. Wieczorami
gdy byli już tylko we dwoje wreszcie oboje mogli być sobą i nie
musieli nic przed nikim udawać. Wszystko wtedy wydawało się o
wiele prostsze i łatwiejsze. Bo mieli siebie, kochali się nawzajem
i przeszli już przez tak wiele razem, że wydawać by się mogło,
że nie ma przeszkody, która mogłaby ich zatrzymać.
Wystarczyło,
że Tom spojrzy na Felixa, tak jak teraz z najcudowniejszym uśmiechem
jaki kiedykolwiek widział i uroczymi rumieńcami na policzkach,
a wszystkie wątpliwości znikały niemalże natychmiast.
Thomas
przyciągnął go do siebie obdarzając znacznie bardziej namiętnym
pocałunkiem niż kiedykolwiek. Wiedział, że doprowadza Felixaa do
pomieszania zmysłów przez co oboje tracili głowę zatapiając się
w pocałunkach. Może dlatego żadne z nich nie słyszało, jak drzwi
do mieszkania Neuwirtha otworzyły się niespodziewanie i stanął w
nich policjant, który właśnie pełnił swoją wartę przed
budynkiem. Widok, który zastał na kanapie, z pewnością daleko
odbiegał od tego, czego młody mężczyzna mógł się spodziewać
toteż stanął jak wryty wypuszczając solidną latarkę z ręki,
która potoczyła się po panelach aż do komody. Felix natychmiast
oderwał się od chłopaka mając ogromne wyrzuty sumienia. Z chwilą
gdy chłopak wybiegł z mieszkania nawet nie zamykając za sobą
drzwi wiedział już, że niezwłocznie poinformuje o tym jego
przełożonego i czekają go bardzo poważne konsekwencje. Ale nie to
martwiło go najbardziej. Tom wstał z kanapy łapiąc się za głowę.
Felix wiedział, że za żadne skarby nie powinien dopuścić do
takiej sytuacji i nie miał absolutnie nic na swoją obronę.
-Tom,
przepraszam, wiem, że to nie tak powinno wyglądać, ja...
-Felix... co teraz będzie?
-Zapewne
stracę odznakę i czeka mnie proces i...
-Proces?
-Jako
funkcjonariusz publiczny nadużyłem swoich praw i zawiodłem
nadzieję, jakie pokładał we mnie komendant główny... A jeśli
wciąż będziemy ze sobą nie mogę im przecież wyjaśniać, że to
był jeden nic nie znaczący raz, prawda? Wszystko stracone, cholera
jasna!
Felix
nie był w stanie zapanować nad furią jaka go opanowała, zrzucił
stos gazet ze stołu krzycząc i klnąc jak jeszcze nigdy wcześniej.
Tom cofnął się w stronę ściany nie widząc już tego samego
człowieka, w którym się zakochał.
-Śmiało
idź i im to powiedz. Skoro chluba policjanta jest ważniejsza niż
ja- wyminął go z oczami pełnymi łez i zamknął się w swoim
pokoju nie chcąc już nic o nim słyszeć.
Leżał
godzinami płacząc i użalając się nad samym sobą. Nie miał już
siły udawać, że to wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia.
-Idź
sobie, powiedziałem, że nie chcę Cię znać!- nie miał już
ochoty udawać miłego po raz kolejny słysząc pukanie do drzwi.
-To
ja...- drzwi otworzyły się i stanął w nich nie kto inny jak Rene-
Dzwonił do mnie komendant,Tom co... co tutaj się stało?
Thomas
po raz kolejny wybuchnął płaczem, a kompletnie zdezorientowany i
zmartwiony Rene natychmiast podszedł do niego przytulając z całych
sił
-Boże,
gdybym tylko wiedział, że tak to się skończy...
-Rene,
ja naprawdę go kocham, rozumiesz? Naprawdę- rozpłakał się
jeszcze mocniej
-To
dlaczego... dlaczego pozwoliłeś mu odejść? Jego kariera i tak już
jest skończona, odchodząc wcale mu nie pomożesz...
-Bo on
wolał ją ratować. A zaczynałem już wierzyć, że... Że to
wszystko to coś wyjątkowego. Tak bardzo bałem się kochać, a on
tak bardzo starał się o mnie, tak bardzo walczył... Jak ja mogłem
dać się tak okropnie oszukać i wykorzystać?
Rene
spojrzał na jego pełne łez oczy zupełnie pozbawione tego blasku,
który widział od kilku dni. Teraz, gdy już znał powód tego
wyjątkowo dobrego nastroju Toma i zaczął mieć w końcu nadzieję,
że wszystko zacznie się układać jeszcze ciężej było mu znaleźć
słowa pocieszenia. Dlatego przytulił go jak najmocniej tylko
potrafił i starał się jakoś uspokoić. Głaskał go po głowie
jak małe dziecko, które rozbiło sobie kolano i zniszczyło
ulubione rolki, chociaż sprawa w rzeczywistości była o wiele
poważniejsza. W końcu chłopak zmęczony płaczem i ciągłym
rozmyślaniem nad tym, co zaszło zasnął wtulony w poduszkę. Rene
przykrył go kocem i po cichu zszedł do kuchni robiąc sobie kawę.
Doskonale wiedział, że nie może zostawić go samego dlatego
zatelefonował do małżonki informując ją, o tym, że dzisiejszej
nocy nie wróci do domu.
Traktował
Toma jak syna, może dlatego, że sam nie miał dzieci. Znał go od
kilku lat, ale przez ten czas obserwował jak bardzo się zmienia i
dojrzewa. Od początku zafascynował go ten młody chłopak mający
tak wiele pomysłów i nie bojący się niczego. Poznawał go i przy
okazji siebie samego ucząc się tak wielu rzeczy o życiu. Mógł
brać z niego przykład, bo naprawdę Tom był tego godny. Jednak ten
zawsze darzył go ogromnym szacunkiem. Cenił sobie jego zdanie i
rady i słuchał się jak rodzonego ojca. Wiedział, że może mu
zaufać i może na niego liczyć, bo w przeciwieństwie do
prawdziwych rodziców Rene nie okrzyczałby go i nie zakazał zrobić
czegoś. Jednak po tym wszystkim, co spotkało Toma Berto dłuższy
czas nie mógł sobie wybaczyć, że właśnie ten jeden raz nie
zaufał swojej intuicji i nie zabronił mu wyjść ze studia
wcześniej. Przez te dwa dni, gdy nie było nawet wiadomo, gdzie on
jest i czy w ogóle jest żywy Rene nie mógł spać, jeść, ani
nawet oddychać. Obiecywał przecież jego rodzinie, że nic mu się
nie stanie. I chociaż nie był w żaden sposób odpowiedzialny za
to, co go spotkało czuł, że było coś, co mógł zrobić, aby
temu zapobiec. Dlatego po tym okropnym wydarzeniu nie spuszczał Toma
ani na krok widząc jak z dnia na dzień staje się cieniem siebie.
Pojawienie się Felixa bardzo go zmieniło, a Rene od razu zauważył,
że chłopak cały czas się uśmiecha i chociaż nie domyślał się,
że tę dwójkę łączy coś więcej niż przyjaźń, to był
naprawdę wdzięczny za serce, które Felix wkłada w swoją pracę.
Teraz sam już nie wiedział, co ma doradzić Thomasowi.
Chłopak
powoli schodził po schodach wciąż cierpiąc po wydarzeniach
wczorajszego wieczora. Stanął niemalże jak wryty, gdy w swoim
salonie ujrzał siedzącego na kanapie Felixa- zupełnie tak jakby
nic się nie stało. Spojrzał wymownie na opartego o ścianę Rene,
lecz ten nie odezwał się ani słowem idąc w stronę korytarza.
-Sądzę,
że powinniście ze sobą szczerze i poważnie porozmawiać- odezwał
się w końcu zakładając kurtkę i wychodząc z mieszkania.
-Możesz
mi do jasnej cholery powiedzieć, co ty robisz w moim mieszkaniu?
Komendant nie przyjął bajki o jednorazowym wybryku i postanowiłeś
znaleźć sobie nagrodę pocieszenia? Uprzedzę cię- ja nią nie
będę.
-Nie,
Tom. Byłem u komendanta i powiedziałem mu wszystko, jak na
spowiedzi.
-Świetnie.
Mam ci pogratulować może jeszcze?
-Tom, ja
wiem, że zachowałem się jak idiota, ale ja też mam prawo czasami
spanikować. Bałem się, tak samo jak ty bałeś się mi zaufać.
Nigdy nie powiedziałem, że moja praca jest najważniejsza, ale
nigdy nie zaprzeczyłem też jakoby nie liczyła się dla mnie w
ogóle. I wiesz co? Komendant wylał mnie na zbity pysk, a minutę
później spytał czemu jeszcze nie biegnę o ciebie zawalczyć. I
wtedy właśnie zrozumiałem, że byłem zwykłym tchórzem. Ale
każdy ma prawo czasem się bać, prawda?
-Tak,
ale...
-Wiesz
dlaczego tutaj przyszedłem?- przerwał mu bezpardonowo- Bo kocham
cię jak idiota i mogę nawet sprzątać ulice bylebyś ty był obok
mnie. Bo liczysz się tylko ty- podszedł bliżej całując go
namiętnie jak jeszcze nigdy wcześniej.
Sam był
zaskoczony swoim zachowaniem, bo nawet jeśli jako policjant był
odważny i nie bał się niczego, to w życiu prywatnym bardzo często
nie umiał w sobie tej odwagi znaleźć. To desperackie zachowanie
jeszcze mocniej utkwiło go w przekonaniu, że na nikim w życiu nie
zależało mu tak jak właśnie na Thomasie. Doskonale czuł szybkie
bicie jego serca i dreszcze przechodzące po całym ciele. Bo mógł
sobie wmawiać co chce, jednak Felix doskonale wiedział, że żaden
człowiek nie zareagowałby w taki sposób na pocałunek kompletnie
obojętnej mu osoby. Neuwirth nie umiał już dłużej udawać przed
nim i przed samym sobą, że nic się nie dzieję. Mijały kolejne
sekundy, a żaden z nich nie przerwał tego pocałunku. Z czasem ręka
Toma błądząca po koszuli Felixa natrafiła na jego guziki
chaotycznie odpinając każdy z nich ani na sekundę nie przerywając
coraz to bardziej namiętnych pocałunków. Idealnie ze sobą
współgrali każdym, nawet najdrobniejszym ruchem. Wiele osób w
takiej sytuacji oddaje się swojemu pożądaniu nie do końca
zastanawiając się, co będzie jutro. W ich przypadku zdecydowanie
tak nie było. Chociaż wielu mogłoby to uznać za stanowczo za duży
pośpiech i za daleki krok jak na początek znajomości oni
wiedzieli, że nie jest to przygoda na jedną noc. Zdecydowanie nie
jest...
Tom
otworzył leniwie oczy wyciągając się w łóżku. Ciepła ręka
Felixa obejmowała go czule w pasie uniemożliwiając mu jakikolwiek
ruch, którego jej właściciel by nie poczuł. Tom odwrócił się w
jego stronę podpierając się na łokciu i delikatnie dotknął ręką
jego rozgrzany policzek przygryzając wargę.
-Stało
się coś?-spytał znienacka otwierając oczy w głębi duszy czując
obawę, że Tom uzna tę noc za błąd- Tom..?- powtórzył
zmartwiony długim milczeniem szatyna
-Znaczy...
Bo chcę żebyś wiedział, że ja nigdy tak nie robię. Nigdy, a
wczoraj po prostu...
-...wczoraj
stało się coś czego teraz żałujesz?- starał się jak mógł aby
jego głos brzmiał całkowicie naturalnie, ale z każdą chwilą
coraz trudniej było mu to ukrywać.
-Nie
żałuję tego, co stało się między nami. Trochę nie nadążam za
własnymi uczuciami, ale wiem, że wczorajsza noc była cudowna...
Nie chcę po prostu abyś uznał mnie za takiego, co szuka szybkiego
pocieszenia w łóżku z pierwszą lepszą osobą... Bo gdybyś był
mi obojętny to nigdy, przenigdy wczorajszy wieczór nie skończyłby
się tak, jak się skończył...
-Wiem-
powiedział cicho subtelnie całując jego lekko drżące usta.
Wiedział jak ciężkie było wypowiedzenie tych słów dla chłopaka
i jedyne czego pragnął, to uświadomić mu, że nie ma czego się
bać- Tom, ja wiem, że ciężko będzie sprawić, abyś zaczął na
nowo mi w pełni ufać i wybaczył mi tę straszną głupotę, ale...
Ja będę czekał tak długo jak będzie to konieczne...
-Na co?
-Na
ciebie- odpowiedział ani na sekundę nie odrywając się od tych
cudnych czekoladowych tęczówek, których właściciel całkowicie
namieszał w jego sercu i w całym życiu.
-Już
mnie masz... -kolejny namiętny pocałunek, którym obdarzył go
chłopak jeszcze bardziej utwierdził go w przekonaniu, że jego
słowa są jak najbardziej prawdziwe.
-Pójdę
przygotować jakieś śniadanie, dobrze skarbie?
Tom
uśmiechnął się delikatnie kiwając głową czując jak jego
policzki z każdą kolejną chwilą coraz bardziej się rumienią jak
u nastolatki przeżywającą swoją pierwszą, i jak wówczas jej się
wydaje, jedyną miłość. Chociaż może w ich przypadku właśnie
tak będzie?
KOOOOOOOONIEC♥
resztę możecie dopisać sobie sami ;)
Możecie podzielić się pomysłami w komentarzach :D