Ponownie obróciłem
się z boku na bok zerkając kątem oka na zegarek. Kolejna
nieprzespana noc. . .
Mocno zacisnąłem
powieki starając się na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Ale
ilekroć zdawało mi się, że to osiągałem te myśli znowu
powracały jak bumerang. Wiedziałem, że daję z siebie absolutnie
sto procent i że teraz muszę się po prostu zdać na los widzów,
ale mimo to wciąż martwiłem się, że coś pójdzie nie tak. Że
palnę coś głupiego podczas wywiadu, że się pomylę, że nie dam
rady. . . I wiem, że to wszystko zdaje się być po prostu głupie i
bezsensowne, ale ja naprawdę chciałem dać z siebie wszystko i
chciałem pokazać Austriakom, że nie mają się czego wstydzić.
Matthias wymruczał
coś niewyraźnie obracając się w moją stronę.
-Znowu nie możesz
zasnąć?- spytał zupełnie tak, jakby wcale nie oczekiwał
odpowiedzi na swoje pytanie. I doskonale wiedział jaka ona będzie-
No chodź tu- wykonał zachęcający gest, a ja przybliżyłem się
do niego wtulając w jego klatkę piersiową. Położył rękę na
moim ramieniu zamykając mnie w żelazny uścisku, a ja miałem
wrażenie jakby nagle wszystkie troski zniknęły albo przynajmniej
przestały mieć tak wielkie znaczenie, jak miały przed chwilą.
Odgarnął kosmyk
włosów z mojego czoła po chwili składając na nich subtelny
pocałunek. A ja zorientowałem się jak bardzo zaniedbywałem go
przez te ostanie tygodnie. Skupiałem się cały czas na podróżach,
występach i wywiadach, a niemalże każdą chwilę w Wiedniu
spędzałem w studio lub w biurze. Starałem się przygotować
najlepiej jak tylko potrafię zapominając o granicy zdrowego
rozsądku. I zapominając o tym, że mam obok siebie Matta, który
również się martwi i troszczy o mnie. Który tyle razy próbował
jakoś mnie odciążyć i pozwolić, abym mógł chociaż chwilę
odpocząć. Który przychodził przytulając do siebie i całując. A
w jego wzroku dostrzec mogłem smutek, zmartwienie i tęsknotę. . .
Jak ja mogłem być aż tak ślepy i tego wszystkiego przez tak długi
czas nie zauważać?
-Matthias,
przepraszam.
-Za co?
-Za to, że ostatnio
w ogóle nie mam dla ciebie czasu, a tak być nie powinno. . .
Matt przez chwilę
milczał zupełnie jakby zastanawiał się, co ma powiedzieć. Ale on
nie musiał nic mówić, bo przecież doskonale zdawałem sobie
sprawę, że mam rację.
-Daj spokój-
powiedział w końcu całując mnie delikatnie.
Uśmiechnąłem się
pod nosem dziękując Bogu w myślach za tak wyrozumiałego chłopaka.
Bo chociaż miał święte prawo, żeby zjechać mnie od góry do
dołu za to, w jaki sposób go traktuję, a wręcz czasami nawet
ignoruję to ten nie powiedział absolutnie nic po raz kolejny
pokazując mi jak bardzo dojrzał.
-Spokojnie, przecież
będzie dobrze. . . I czemu ty się tak trzęsiesz?- spytał
spoglądając na mnie jak na wariata
-Przez ciebie. To
wszystko przez ciebie- wyszeptałem wpijając się w jego usta.
-Jesteś absolutnie
pewien, że wszystko spakowałeś? I wyłączyłeś pralkę?
-Tom . .
-. . . a gdzie są
te czarne buty, które ci przed chwilą dawałem do ręki? Znalazłeś
tą ładowarkę? Musimy chyba znaleźć większą torbę, bo do tej
to się już więcej nie zmieści. . .
-Thomas. . .
-. . . znalazłeś
te cholerne buty czy nie? Na litość boską, przecież my jeszcze
musimy to wszystko. . .- nie dał mi nawet dokończyć zamykając
usta pocałunkiem.
-Uspokój się,
skarbie.
Jak zwykle miał
rację. A przecież tak bardzo obiecywałem sobie, że nie będę się
aż tak denerwował. Ale do naszego wylotu do Kopenhagi zostało już
naprawdę niewiele, a ja byłem bliski wpadnięciu w szał. Jak na
złość nic nie mogłem znaleźć i chociaż już wcześniej
planowałem jakie ubrania spakować stawałem przed szafą i nie
miałem zielonego pojęcia, o czym wtedy myślałem. Ręce trzęsły
mi się strasznie, dzisiaj nawet wylałem kawę na ważne papiery i
Rene musiał to wszystko drukować od nowa. Tak naprawdę nie
nadawałem się kompletnie do niczego, a przecież został mi tylko
cały najbliższy tydzień na próby, a potem nadejdą chyba
najważniejsze trzy minuty w całym moim życiu. Dzięki tym trzem
minutom mogę osiągnąć więcej, niż kiedykolwiek byłbym sobie w
stanie wymarzyć i świadomość tego, że coś może nie pójść po
mojej myśli doprowadzała mnie wielkiego zdenerwowania. I
prawdopodobnie już dawno zwariowałbym zupełnie gdyby nie Matt,
który jak zwykle nad wszystkim czuwał i starał się mnie jakoś
uspokoić. Nie mam nawet słów, żeby opisać jak bardzo byłem mu
wdzięczny za wszystko, co dla mnie robił.
Cała moja rodzina
wspierała mnie z całych sił, co sprawiało, że zaczynałem
wierzyć w siebie i swoje umiejętności. Wiedziałem, że potrafię
śpiewać, wiedziałem,że piosenka jest idealnie do mnie dopasowana
i wiedziałem, że jeśli uda mi się sprawić żeby choć kilka osób
poczuło się dotkniętymi emocjami, które przekażę w piosence
będę bardzo szczęśliwy.
Ale nie mogłem
myśleć tylko o zadowoleniu swoich oczekiwań. Jadę tam
reprezentować swój kraj i wiem, że muszę zrobić wszystko,
żeby wyszło to jak najlepiej. Wiedziałem, że po dwóch latach
kiedy Austria nawet nie awansowała do finału oczekiwania są dość
duże. Nie chciałem zawieść tych, co we mnie wierzą zajmując
ostatnie miejsce w półfinale z nie daj Boże zerową liczbą
punktów, a przecież takie sytuacje Austrii zdarzyły się i to
niestety nie raz.
Muszę być
maksymalnie skupiony i dać z siebie absolutnie wszystko. A czy uda
mi się tym coś osiągnąć pokaże czas. . .
Kopenhaga już
pierwszego dnia przywitała nas promieniami słońca. Atmosfera była
niesamowita i miałem wrażenie, że każda godzina tam spędzona
mijała tak szybko jakby był to góra kwadrans. Prawie każdy
dziennikarz chciał ze mną rozmawiać, co bardzo mnie cieszyło. I
chociaż ja powstrzymałbym się od takich stwierdzeń, niektórzy z
nich twierdzili nawet, że jestem głównym faworytem do wygrania
całego konkursu. To dawało mi ogromny zastrzyk motywacji i siły.
Było zupełnie inaczej niż podczas tych ostatnich miesięcy. Nie
czułem żadnego strachu i lęku, a cały swój entuzjazm wkładałem
w przygotowania do występu. Chyba wreszcie dotarło do mnie, że
spełniam swoje wielkie marzenie.
-Conchita, prosimy
na scenę.
Poczułem jak przez
całe moje ciało przeszedł dreszcz. Powoli postawiłem pierwszy
krok na scenie. Gdy stanąłem na samym środku ujrzałem tysiące
tych pustych miejsc i na samą myśl, że już za kilka dni cała ta
hala wypełni się po brzegi poczułem jak kręci mi się w głowie.
Usłyszałem pierwsze dźwięki swojej piosenki i ponownie spojrzałem
na stojących tuż przed sceną dziennikarzy zauważając wśród
nich swój zespół. Rene stał obok Matthiasa tłumacząc mu coś, a
ten tylko kiwał głową co chwila. Obydwoje obrócili się w moją
stronę, a Matt uśmiechnął się do mnie delikatnie. Przymknąłem
oczy i zacząłem śpiewać w każdy kolejny wers wkładając całe
swoje serce. Po prostu opowiadałem swoją historię z ogromną
szczerością i emocjonalnością. Z każdą kolejną sekundą czułem
jakbym rozwijał skrzydła i wzbijał się coraz wyżej zupełnie jak
feniks w mojej piosence. Szybowałem pomimo tych wszystkich uwag i
całej krytyki. Bo choć nie spływało to po mnie zupełnie nie
zostawiając nuty goryczy to jednak nawet najbardziej gorzkie i podłe
słowa, które usłyszałem czy przeczytałem nie były w stanie
rozproszyć mnie podczas mojego występu. Mogło się dziać, co
chciało, a ja i tak za każdym razem wykonuję tą piosenkę jak
najlepiej mnie na to stać. I po prostu cieszyłem się tą chwilą,
w której mogę stać na tej scenie nawet jeśli nie ma jeszcze dużej
widowni. Na samą myśl, że jestem tutaj, że udało mi się spełnić
to wielkie marzenie i będę prezentował swój kraj w największym
konkursie piosenki na świecie czułem wielką radość i wzruszenie,
zupełnie tak jakbym wciąż bał się, że to wszystko to marzenie i
zaraz czar pryśnie, a ja znowu wrócę do swojego zwykłego życia i
małego mieszkanka w Wiedniu.
Ale sen ten wciąż
trwał i z dnia na dzień stawał się coraz piękniejszy. Wiem, że
to może zabrzmieć nieco egoistycznie, ale wtedy napawałem się tą
chwilą i tym, że jestem tutaj na konkursie Eurowizji, a przecież
nie tak dawno temu siedziałem jako małe dziecię przed telewizorem
z wypiekami na policzkach oglądając poczynania innych nawet nie
marząc o tym, że kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy to właśnie
ja będę mógł stanąć na tej wspaniałej eurowizyjnej scenie.
Zwłaszcza w Kopenhadze, mieście Małej Syrenki, od której tak
naprawdę wszystko się zaczęło. . .
Zszedłem ze sceny
ze łzami w oczach i od razu rzuciłem się w ramiona Matthiasowi.
-Brawo, jestem z
ciebie dumny. . . cholernie dumny. . .- wyszeptał wprost do ucha
wciąż tuląc mnie mocno. A ja wiedziałem, że niczego więcej mi
nie potrzeba.
Weszliśmy do pokoju
i pierwszym, co zrobiłem było niedbałe zdjęcie szpilek, rzucenie
peruki na kanapę i zamknięcie się w łazience. Zmyłem z siebie
cały ten makijaż czując ogromną ulgę i przede wszystkim lekkość.
Spojrzałem do lustra od razu zauważając coś, co jeszcze jakoś da
się ukryć pod warstwą podkładu i pudru. Ujrzałem lekko
podkrążone oczy, w których nie było już tak silnego blasku, jak
kiedyś. Patrzyłem jeszcze chwilę na ten obraz czystej rozpaczy, po
czym wzdychając lekko wyszedłem z łazienki.
Zamknąłem drzwi i
od razu usłyszałem donośny śmiech Raphaela. Dołączyłem do nich
siadając na kanapie obok Matta. Ten tylko objął mnie ramieniem
dalej słuchając z zapałem opowieści Nicole. Naprawdę próbowałem
skupić się jakoś na tym, co ona mówi, ale po prostu nie
potrafiłem. Cały czas wpatrywałem się w Matthiasa czekając na
to, aż ten to zauważy. Po dłuższym czasie obrócił się do mnie
z szerokim uśmiechem na ustach i widząc moje spojrzenie pochylił
się przelotnie całując moje usta. Jednak tuż po tym jak się ode
mnie oderwał, ja z powrotem przyciągnąłem go do siebie obdarzając
go znacznie dłuższym i bardziej namiętnym pocałunkiem wbijając
go w poduszkę. Ten natychmiast zaczął oddawać pocałunki kładąc
rękę na moich plecach i jeszcze mocniej przytulając do siebie.
-Umm. . . To może
my. . .- zaczął nieśmiało Raphael, ale żaden z nas kompletnie
nie zwrócił na niego uwagi nawet nie moment nie odrywając się od
siebie.
-My już pójdziemy.
. .gdzieś, bo musimy. . . coś zrobić- plątała zawstydzona
Nicole, jakby nie wiedząc do końca co ma w tej sytuacji zrobić. Po
chwili kompletnego braku jakiejkolwiek reakcji z naszej strony,
złapała Raphaela za rękę szybko wychodząc z pokoju.
-No i nareszcie
sami- powiedziałem odrywając się od Matthiasa, gdy usłyszałem,
że oboje wyszli już z naszego pokoju. Spojrzał na mnie przez
chwilę kompletnie zdezorientowany jakby mając nadzieję na coś
innego. . .
-To ty to wszystko
zrobiłeś po to, żeby ich wygonić?- spytał rozbity z uroczą
smutną miną
-Ależ oczywiście,
że tak, a co ty sobie myślałeś?
-Ooj, ja ci radzę
mnie w ten sposób nie prowokować. . .
-Taaak, a to czemu?-
spytałem uśmiechając się i zarzucając mu ręce na szyję.
-Bo to się może
dla ciebie baaardzo źle skończyć.
Zaśmiałem się
cicho i ponownie go pocałowałem. Wtuliłem się w niego starając
czerpać całymi garściami z tej chwili kiedy możemy się wreszcie
sobą nacieszyć i nie ma wokół nas żadnych dziennikarzy i
fotoreporterów. Gdzie jesteśmy tylko my dwoje.
-Tom, idziemy do
łóżka.
-Wiem, że zawsze
byłeś bezpośredni, ale żeby aż tak?- wymruczałem nawet nie
otwierając oczu. Byłem już tak potwornie zmęczony, że gdyby
Matthias się wtedy nie odezwał niedługo zasnąłbym chyba jak
dziecko.
-Nie wygłupiaj się,
wiesz o co mi chodzi. Przecież ty i tu zaraz zaśniesz na siedząco.
Wstawaj idziemy spać, bo jutro znowu długi i ciężki dzień, a nie
chcemy żebyś wyglądał jak jakieś chodzące zombie. . . Tom, no
wstawajże, raz, dwa. . . Na rączki trzeba cię wziąć?
-Yhym- wymruczałem
już pół przytomny, jednak nie spodziewałem się, że Matt
potraktuje to dosłownie. Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób
zaprotestować wziął mnie na ręce i położył na łóżku
delikatnie przykrywając kołdrą.
-Dobranoc- wyszeptał
nachylając się nade mną i całując mnie w policzek, a ja tylko
wymamrotałem coś niewyraźnego w odpowiedzi już po chwili
odpływając do krainy Morfeusza śniąc o przyszłym czwartku. . . I
kto wie, może mój piękny sen się ziści. . ?
Kolejny genialny rozdział.Ja po prostu wiedziałam,że on będzie cudny.Nie mam bladego pojęcia jak potrafisz to tak wszystko ładnie opisać.Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i momentu wygrania Eurowizji.To dopiero będzie rozdział! Ja wiem,że ty to genialnie opiszesz.Wiesz co mnie zastanawia ? Dlaczego przy twoich rozdziałach (przynajmniej ostatnio) słucham Behemoth'a.Pasuje mi on idealnie nie wiem dlaczego.Jestem dziwna to może dlatego.Sen Tom'a się ziści i to już niedługo.Całuje cię gorąco,przesyłam wenę i czekam na następny!
OdpowiedzUsuńZacznę od tego, ze jak zwykle z utęsknieniem czekałam na kolejny, wspaniały rozdział. ♥
OdpowiedzUsuńTo, że piszesz świetnie, zapewne już wiesz-dopowiem tylko, że jesteś moją mistrzynią. :)
Jakbyś miała jakieś wątpliwości-tu @ConchitaPoland z Twittera. :D
Rozdział przecudowny, co zapewne wiesz.... Opisy od samego początku do ostatniego słowa IDEALNE ♥
OdpowiedzUsuńPo prostu brak słów, a opiekuńczość Matta..... Aaaaaawwwwwww ♥
I ta scenka z pocałunkiem myślałam, że oni naprawdę zaraz... Hahah, to speszenie Nicole... T spryciuch :D
Cudo, cudo i jeszcze raz zajebistość.
Ot co. ♥