wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział dwudziesty

Wyszedłem na lotnisko i zobaczyłem tam setki ludzi czekających właśnie na mnie. Przyszli tutaj mimo wczesnej pory tylko po to, aby mnie zobaczyć. Wszyscy stali uśmiechnięci z przeróżnymi transparentami, flagami i domalowanymi brodami. Zaśmiałem się patrząc z jakim entuzjazmem wykrzykują moje imię, a po chwili prawie unisono zaczęli śpiewać Rise Like A Phoenix. Wszyscy byli uśmiechnięci i radośni ciesząc się tak samo jak ja z tego zwycięstwa. I wtedy ponownie zdałem sobie sprawę, że przecież wygrałem. To wydaje się być śmieszne, ale ja wciąż nie mogłem w to wszystko uwierzyć, bo wydawało mi się to zbyt piękne, aby było prawdziwe. Ale patrząc na tych wszystkich radosnych i dumnych Austriaków zaczynałem powoli zdawać sobie sprawę, że udało mi się. I oczywistym było to, że nie uda mi się dotrzeć do wszystkich tych, którzy nie rozumieją tego, co robię i wciąż myślą, że jestem jakimś wariatem, który chce zwrócić na siebie uwagę całego świata. Bo przecież tak nie jest. Może i chcę zwrócić na siebie uwagę, ale nie po to, żeby samemu stać się wielką sławą, ale żeby po prostu znaleźć sposób na przekazanie innym tego, w co wierzę całym swoim sercem. I myślę, że w dużym stopniu mi się to udało. A to już coś, prawda?
Spełniłem swoje największe marzenie i to wszystko, co działo się wokół było po prostu niesamowite. Ludzie podchodzili do mnie dziękując za wszystko, co zrobiłem. Mówili, że zmieniłem ich życie, że uratowałem ich, że pomogłem pogodzić im się z tym, kim są, a nawet, że pomogłem im uświadomić, że chłopak nie musi kochać dziewczyny, a najbliższy przyjaciel już od dawna może być kimś znacznie więcej.
Wiedziałem, że jeśli artysta potrafi sobą wywołać takie reakcje, to jest największy zaszczyt jaki może go spotkać. I naprawdę bardzo doceniam to wszystko, co mnie teraz spotyka, bo wiem, że to może minąć w ułamku sekundy. Dlatego cieszę się jak najbardziej mogę z tej małej „sławy”, którą teraz zyskałem jako Conchita, żeby jeszcze więcej mówić o potrzebie zwalczania dyskryminacji we współczesnym świecie, chociaż mamy XI wiek. I wiem, że swoim gadaniem nie zmienię sam całego świata od tak, z dnia na dzień, to może uda mi się zmienić zdanie innych i nakłonić ich do walki. A razem możemy więcej.
-Conchita, czy jest ktoś komu chciałabyś zadedykować tę wygraną?
-Moim rodzicom, rodzinie, przyjaciołom,fanom. . .Wszystkim, którzy mnie wspierają- uśmiechnąłem się do dziennikarza
-A może jest jakaś jedna specjalna osoba? Ktoś bardzo dla ciebie wyjątkowy?
-Może. . .
-Ten jeden jedyny?
-Może. . .- powtórzyłem uśmiechając się tajemniczo i wsiadając do czekającego na mnie samochodu.
-Może?- powtórzył Matthias z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wpatrywał się we mnie pytająco jakby czekał aż wyjaśnię mu moje słowa. Ale co tu było do wyjaśniania? Odwzajemniłem jego uśmiech i gdy tylko wyjechaliśmy z tłumu paparazzich pocałowałem go delikatnie.
-Ech, wy zakochańce- zaśmiał się Rene spoglądając na nas niemalże przyklejonych do siebie. Podniosłem wzrok spoglądając mu w oczy, a ten tylko uśmiechnął się delikatnie obejmując mnie ramieniem i pozwalając wtulić się w siebie. Jesteśmy razem i póki co jest nam dobrze ze sobą. Nie wiem czy tak będzie do końca życia, bo skądże miałbym to wiedzieć? Można pewne rzeczy zakładać i planować jak będzie wyglądała nasza przyszłość, ale i tak najbardziej liczy się to, co jest tu i teraz. A teraz jestem szczęśliwy z tym, jak jest i wiem, że mógłbym spędzić z nim resztę swojego życia chociaż nie jestem w stanie zaręczyć, czy tak rzeczywiście będzie.

-Kochanie, pora wstawać- wyszeptał mi wprost do ucha, a ja leniwie otworzyłem oczy spoglądając na zegarek.
-Matko Boska, już prawie siódma, czemu mnie nie obudziłeś wcześniej?!- poderwałem się nie mogąc zrozumieć jak on może stać tutaj z takim stoickim spokojem kiedy ja mam niecałe półtorej godziny, żeby wszystko przygotować! Wybiegłem z sypialni szybko nakładając na siebie pierwsze, co mi się nasunęło pod rękę. Stanąłem jak wryty, gdy zobaczyłem, że całe śniadanie jest już przygotowane łącznie z gorącą kawą w moim ulubionym kubku.
-A. . . ale. . .
-Pozwoliłem sobie przygotować małe śniadanko dla mojego zwycięzcy Eurowizji- wymruczał podchodząc do mnie i obejmując od tyłu zaplótł ręce na moim brzuchu- A peruka jest już gotowa i czeka w łazience.
Jeszcze raz spojrzałem na to wszystko orientując się, że nawet posprzątał ten bałagan, który wczoraj zrobiliśmy w salonie. Nie miałem pojęcia, o której godzinie musiał wstać, żeby to wszystko ta cudownie przygotować, ale byłem pod wielkim wrażeniem. Zwłaszcza, że wiedziałem, że Matt jest równie wielkim leniem, co ja i pobudka skoro świt z pewnością nie byłaby dla niego przyjemna.
-Matt, co ja bym bez ciebie zrobił?
-Na pewno nie robiłbyś tak wielu ciekawych rzeczy, co na przykład przedwczoraj. . .
-Jesteś okropny. . .
-I tak mnie kochasz- wyszczerzył się, a ja wywróciłem teatralnie oczami siadając do stołu słysząc w tle donośny śmiech Matthiasa. Uwielbiał się ze mną droczyć i patrzeć jak rumienię się jak jakaś panienka, gdy tylko on zacznie ten temat, co dopiero gdy zacznie wspominać, co robiłem a już nie daj Boże krzyczałem. . . I nienawidziłem go za to, bo doskonale wiedział, do jakiego stanu mnie doprowadza. Sam mnie prowokował do robienia niegrzecznych rzeczy i to wszystko jego wina. Gdy tylko sobie pomyślę, co się działo ostatniej nocy w Kopenhadze, gdy cała reszta świetnie bawiła się na imprezie końcowej to aż mnie ciarki przechodzą. . . Boże i czemu on musi tak stać półnagi oparty o tą ścianę z uśmieszkiem na ustach i wyglądać tak cholernie seksownie? Nie wytrzymam, no po prostu nie wytrzymam. . . Wstałem od stołu zagarniając torbę z kosmetykami i ruszyłem w stronę łazienki wymijając go szybko. Ten jednak w ostatniej chwili złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie odwracając i całując namiętnie. Chwilę stałem jak słup soli walcząc z samym sobą, ale po chwili zarzuciłem mu ręce na szyję wypuszczając torbę i całą jej zawartość na podłogę.
Nienawidzę go.

-Boże, ile można na was czekać!
-Przepraszam, tym razem to naprawdę nie była moja wina! To wszystko przez Matthiasa!
-A mogę wiedzieć co?
-No bo to on zaczął, a ja. . .
-Nieprawda!- nagle wtrącił się do rozmowy z oburzeniem
-A właśnie, że prawda! Było mnie tak nie całować, to. . .
Rene spojrzał zdezorientowany najpierw na mnie, a potem na Matthiasa po czym wybuchnął śmiechem zupełnie tak, jakby było się z czego śmiać.
-Świeżo upieczona zwyciężczyni Eurowizji prawie spóźniła się na najważniejszy telewizyjny wywiad dla ORFu, bo jej chłopak zaciągnął ją do łóżka?- spytał spoglądając na nas
-Nie powiedziałem, że do łóżka. . .-wymamrotał naburmuszony Matthias, a ja natychmiast walnąłem go łokciem w żebra posyłając pełne grozy spojrzenie czując jak cały się rumienię. Pewnie, kochanie, pewnie, opowiedz mu może jeszcze wszystko ze szczegółami! Rene wciąż nie przestawał się śmiać, a mój chłopak spojrzał na mnie obrażony wyginając usta w podkówkę ewidentnie próbując mnie podejść na litość. W końcu zmiłowałem się nad nim i delikatnie musnąłem jego usta, a ten od razu przyciągnął mnie do siebie wydłużając mój pocałunek.
-Jesteście niemożliwi, wiecie?
Matthias tylko wyszczerzył się dumnie wypinając pierś do przodu, a ja już nie miałem na niego siły. Jak dziecko, no jak Boga kocham, jak dziecko. . .
-Zobaczysz, za wszystko policzymy się w domu- wysyczałem mu do ucha, gdy już wychodziliśmy z windy.
-Tak jak rano, czy jeszcze lepiej?- spytał z cwanym uśmieszkiem unosząc brew do góry.
-Matthias no na miłość boską!- niemalże krzyknąłem, a Rene odwrócił się w naszą stronę spoglądając na nas jak na kompletnych wariatów.
-Tylko nie pobijcie mi się tutaj. . .
-Nie, nie, jest tyle innych ciekawych rzeczy do robienia, prawda kochanie?
Zatrzymałem się biorąc głęboki wdech i po cichu licząc w myślach do dziesięciu. Uśmiechnąłem się do niego uroczo trzepocąc rzęsami, a po chwili oboje zaczęli się śmiać. Ja z nimi zwariuję. . .

-Czyli jutro o trzynastej, tak?
-Tak, tylko błagam nie spóźnij się. . .
-Boże, Rene, teraz ty? Teraz to wyjdzie, że jestem jakimś nimfomanem- spojrzałem na niego z politowaniem
-Spokojnie, Tom, przecież nic nie mówię, niepotrzebnie się denerwujesz. Jesteście młodzi, zakochani, co w tym dziwnego, że korzystacie z życia? Przecież przede mną się nie musisz niczego wstydzić.
-Ja się nie wstydzę, tylko. . .
-Dzisiaj trochę to wyglądało jakbyś się wstydził- spojrzał na mnie, a ja westchnąłem głośno. Może coś w tym jest?- Wszystko w porządku, Tom?
-Tak, tak. Tylko po prostu. . . Sam nie wiem.
-Nie martw się niczym na zapas, dobrze?
-Dobrze- uśmiechnąłem się lekko- Dziękuję ci za wszystko- przytuliłem się do niego.
-Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć. . .-dodał delikatnie całując mnie w policzek, a ja jakby lekko się uspokoiłem zdając sobie sprawę, że naprawdę przesadzam z tym swoim zamartwianiem się tym, co jeszcze daleko przed nami. Byłem bardzo wdzięczny Rene, za to wszystko, co dla mnie robił. Po raz kolejny pokazał mi, że w zasadzie traktuje mnie jak własnego syna troszcząc się o mnie i o moje problemy. Wiedziałem, że jeśli coś będzie nie tak to zawsze mogę przyjść do niego, a on nigdy na mnie nie nakrzyczy i zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie. Byłem mu naprawdę za to bardzo wdzięczny.


Mijały tygodnie, a ja propozycje występów i zaproszenia na przeróżne festiwale wciąż napływały z całej Europy. Byłem bardzo szczęśliwy, że w końcu moje życie wygląda tak, jak zawsze chciałem, aby wyglądało, ale muszę przyznać, że trochę mnie to kosztowało. Mało spałem, mało jadłem i przede wszystkim większość czasu spędzałem poza domem. Robiłem, co mogłem, żeby Matthias nie czuł się przeze mnie zaniedbywany, ale nie wszystko było takie proste. Zawsze, gdy go za to przepraszałem, on powtarzał, że nie ma mi tego za złe, chociaż wiedziałem, że na pewno brakuje mu tych czasów, kiedy byłem tylko i wyłącznie dla niego. Jednak po upewnieniu się, że naprawdę wszystko jest w porządku odetchnąłem z ulgą wiedząc, że mogę spokojnie wrócić do swoich zajęć.
Ostatnio dużo podróżowałem po całej Europie i poznałem wielu cudownych ludzi. Gdziekolwiek się nie pojawiałem przyjmowano mnie bardzo ciepło. Zawsze czekała na mnie ogromna grupa fanów, niezależnie od pogody. Stali czasami kilka godzin na deszczu marznąc tylko po to, żeby mnie zobaczyć. Byłem naprawdę oszołomiony tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje. Od zawsze wyobrażałem sobie siebie na wielkiej scenie, mikrofon i setki ludzi zebranych dookoła. A teraz to wszystko się ziściło i wciąż trwa mimo upływu czasu. Po raz pierwszy czułem, że to, co robię naprawdę podoba się innym i również ja czerpałem z tego przyjemność. Wreszcie pojawiła się możliwość nagrania mojego pierwszego albumu i zewsząd spływały propozycje współpracy i to nie tylko na podłożu muzycznym. Dostawałem kwiaty od największych sław takich jak Elton John, czy Jean-Paul Gaultier i nadal nie mogłem uwierzyć, że takie ikony zauważyły mnie i doceniły to, co robię. Byłem ogromnie wdzięczny wszystkim tym, którzy uwierzyli we mnie i dali mi szansę udziału na Eurowizji. Bez niej to wszystko nie byłoby nigdy możliwe. Widziałem te wszystkie wpisy moich fanów na Facebooku i Twitterze, w którym dziękowali mi za wszystko, a tak naprawdę to ja powinienem im dziękować. Bo kimże jest artysta bez swoich fanów?
Mogę robić muzykę i jeździć na koncerty, ale jaki to ma sens jeśli nikt by na nie nie przychodził?
Dlatego byłem naprawdę wdzięczny widząc sale wypełnione po brzegi i tłumy czekające na zewnątrz gdziekolwiek bym się nie pojawił. Niektórzy ludzie zaczynali mnie nawet rozpoznawać jako Toma na ulicy i uśmiechali się do mnie czasami podchodząc i mówiąc coś na ucho, ale nigdy nie robili z tego powodu jakiegoś wielkiego wydarzenia i nie zaczynali krzyczeć na pół miasta „Conchita! Conchita!”. Byłem im za to naprawdę wdzięczny bo właśnie na tym mi zależało. Potrzebowałem trochę czasu kiedy znowu mogę być tym leniwym Thomasem i odpocząć chwilę od peruki, szpilek i sztucznych rzęs, chociaż takie chwile nie zdarzały się ciężko.
Z uśmiechem na ustach patrzyłem też na to, jak dobrze oni wszyscy dogadują się między sobą, nawet jeśli nigdy w życiu się nie spotkali i mieszkają setki tysięcy kilometrów od siebie. Byłem naprawdę bardzo szczęśliwy widząc, że naprawdę wszyscy tworzymy jedną wielką rodzinę. Szczególnie cieszyłem się z tych społeczności, które nawiązały się w Rosji. Gdy usłyszałem, że chcieli nawet zorganizować paradę na moją cześć oniemiałem z wrażenia. Nazywano mnie bohaterem i ikoną, chociaż tak naprawdę po prostu mówiłem to, w co wierzę. Byłem bardzo szczęśliwy, że aż tak wielu ludzi znajduje we mnie oparcie i pocieszenie i robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby ich nie zawieść. Przez ostatnie tygodnie dostałem całe mnóstwo listów od fanów z całego świata. Domyślałem się, że w wielu z nich opisane są dość delikatne sytuacje i wiele osób otworzyło się przede mną chcąc w jakiś sposób przekazać mi, co się zmieniło dzięki mnie i chciałem każdemu z nich osobiście coś odpisać ponieważ uważałem, że na to zasługują. Tyle się wycierpieli w swoim życiu i tyle ich to musiało kosztować, że naprawdę powinienem coś zrobić. Najchętniej to pojechałbym do każdego z nich i osobiście wyściskał i wycałował w podziękowaniu za to, że są, ale niestety wiedziałem, że to jest po prostu niemożliwe. Dlatego chciałem zrobić chociaż to, co mogę.
Delikatnie wziąłem pierwszy list z wielkiej sterty kątem oka zerkając na nadawcę. Otworzyłem kopertę wyciągając z niego ręcznie napisany list. Zacząłem go uważnie czytać i poczułem jak łzy napływają mi do oczu. Odłożyłem go na chwilę na bok, bo już nie widziałem nic przez własne łzy, a za chwilę ponownie wziąłem go do ręki znowu zaczynając płakać. Boże. . .

3 komentarze:

  1. Rozdział genialny.Po prostu cudo.Idealnie pasowało mi do tego" Welcome to the Jungle" nie wiem dlaczego.Uśmiałam się przy niektórych momentach.Powiem ci ,że zaciekawiłaś mnie tym rozdziałem szczególnie końcówką.Jestem niezmiernie ciekawa co będzie dalej.Jak wiesz i jak ci już to mówiłam nawet nie wiem ile razy.Piszesz bosko.Genialnie oddane emocje i przepięknie rozpisane sceny.Życzę ci ogromnie dużo weny i z niecierpliwością oczekuje następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  2. No po prostu przepięknie choć jestem pewna że te akcje z Mattem i Conchy mogłybyć jeszcze lepiej opisane ;) ale i tak kocham to<3 nie moge doczekać sie następnego rozdziału ;* ~Julia M

    OdpowiedzUsuń
  3. " -A może jest jakaś jedna specjalna osoba? Ktoś bardzo dla ciebie wyjątkowy?
    -Może. . .
    -Ten jeden jedyny?
    -Może. . .- powtórzyłem uśmiechając się tajemniczo i wsiadając do czekającego na mnie samochodu.
    -Może?- powtórzył Matthias z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wpatrywał się we mnie pytająco jakby czekał aż wyjaśnię mu moje słowa. Ale co tu było do wyjaśniania? Odwzajemniłem jego uśmiech i gdy tylko wyjechaliśmy z tłumu paparazzich pocałowałem go delikatnie."


    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA ♥♥♥
    Boskość tego rozdziału jest nie do opisania... ♥
    Uroczy Matt, prowokujący Matt i droczący się Matt... ♥♥♥
    Boże, ty nas kiedyś zabijesz, wiesz? ♥
    Umieram z ciekawości co będzie dalej... :)

    OdpowiedzUsuń