środa, 10 grudnia 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy

-O, a ty jeszcze nie śpisz?-spytał wchodząc do salonu. Pochylił się delikatnie aby mnie pocałować, ale odwróciłem twarz w bok. Jak ja mógłbym spać po tym, co przeczytałem?
-Chciałbyś coś dodać?
Rzuciłem w niego list, który cały czas kurczowo trzymałem w dłoniach. Nie odrywałem od niego wzroku wyczekując jego reakcji. Ale ten nie mówił nic, przymknął tylko powieki spuszczając w dół głowę, tak jak małe dziecko, które zostało przyłapane na gorącym uczynku.
Tak bardzo czekałem aż powie, że to wszystko kłamstwo, że to nieprawda, że to bujda na kółkach. . . Ale on cały czas milczał. Po chwili podniósł wzrok i spojrzał na mnie oczami, w których już nie dostrzegłem tego błysku co wcześniej. Widziałem tam tylko smutek. I już doskonale wiedziałem, co chce mi powiedzieć.
-Ja. . . Ja nie chciałem. Naprawdę, nie chciałem, żeby tak wyszło, ale potem ta nieszczęsna noc. . .
-. . .spałeś z nią?- Matthias nie powiedział już nic, ponownie spuszczając głowę, a ja poczułem jakby właśnie wbił mi nóż w serce. Jak. . . jak on mógł mi to zrobić?
-Ale dlaczego?- spytałem nieśmiało cichym głosem- Dlaczego to zrobiłeś? Nie kochasz mnie? Nie wystarczam ci już? Albo już znudziły ci się chłopcy, co?!- powoli czułem jak narasta we mnie furia, której w żaden sposób nie potrafiłem w sobie stłumić- Może ja ci się znudziłem, co?! Była chociaż ode mnie lepsza?! . . . No dalej, śmiało, była?! Ależ oczywiście, była najlepsza w łóżku, przecież innej byś nie wybrał!
-Tom, przestań!
-Ja mam przestać?! Ja?! To ty powinieneś przestać flirtować z tą zdzirą zanim wylądowałeś z nią w łóżku! Mam nadzieję, że bawiliście się świetnie!
-Tom! Możesz do jasnej cholery przestać tak mówić?!
Nagle miałem wrażenie jakby coś we mnie pękło. Po prostu wybuchnąłem płaczem padając na podłogę czując się już kompletnie bezsilny. Tak bardzo chciałem udawać twardziela, ale po prostu to wszystko za bardzo mnie bolało. Za bardzo go kochałem i za bardzo cierpiałem wiedząc, że mnie zdradził, że od tak po prostu przespał się z pierwszą lepszą. . . Płakałem coraz mocniej cały się trzęsąc i nie potrafiłem się w żaden sposób opanować.
-Thomas, ja. . .
-Nie dotykaj mnie, rozumiesz? Nie dotykaj mnie nawet. . .- powiedziałem łamiącym się głosem czując jak chciał położyć rękę na moim ramieniu. Miałem wrażenie jakby cały ten mój piękny i idealny świat rozpadł się w jednej chwili, a ja zostałem sam pośrodku wielkiej nicości. Kompletnie sam- załamany, oszukany, zdradzony. I to jeszcze przez osobę, którą kochałem ponad wszystko i po której nigdy nie spodziewałbym się takiego rozczarowania.
Rozczarowania, ale przede wszystkim bólu. Płakałem rzewnymi łzami cały czas powtarzając w głowie jedno: dlaczego?
Dlaczego on to zrobił? Jak on mógł to zrobić? Po tym wszystkim przez co razem przeszliśmy przez te prawie osiem miesięcy. A ja głupi już sądziłem, że znalazłem w końcu swojego księcia z bajki, tego jednego jedynego na całe swoje życie. . . Ale mój książę z bajki nigdy nie zrobiłby mi czegoś tak podłego i okrutnego.
A może. . . A może tak tylko myślałem? Może Matt wcale nie jest taki cudowny, jak sądziłem? Może dopiero teraz poznałem prawdziwego Matthiasa. .?
-Powiedz coś, Tom. . . Błagam, powiedz coś.
-Wyjdź stąd. . . Zostaw mnie.
Nawet na sekundę nie spojrzałem mu w oczy. Nie chciałem żeby widział moje łzy, chociaż może to był błąd. . . Usłyszałem jak odchodzi zamykając za sobą drzwi. Powoli podniosłem się z podłogi i usiadłem na kanapie starając się jakoś uspokoić. Ale ledwie co spojrzałem przed siebie ponownie rozpłakałem się na wspomnienie cudownej niespodzianki , którą mi przygotował na urodziny. Gdziekolwiek nie spojrzałem i czegokolwiek nie dotknąłem przypominało mi to o nim jeszcze bardziej powiększając mój ból.
Ten który tak mnie pocieszał po rozstaniu z Andreasem okazał się być wcale nie lepszy od niego. Widział jak cierpiałem, jak płakałem dniami i nocami rozpaczając nad sobą, jak staczam się na kompletne dno, a nawet jak próbuję się zabić. Widział to wszystko i powtarzał, że martwi się o mnie, że mu na mnie zależy. Właśnie pokazał jak mu zależy. . .
Leżałem wtulony w poduszkę nie mogąc przestać płakać. Zaczynałem się już powoli krztusić własnymi łzami i trząść i miałem wrażenie jakby za chwilę głowa miała mi pęknąć.
Z jednej strony wiedziałem, że przecież wciąż kocham go do szaleństwa i nie mógłbym przeżyć dnia bez niego, bo bez niego jestem nikim. Ale z drugiej. . . Tak bardzo mnie zranił, że nie byłem w stanie wyobrazić sobie jak mógłbym pocałować znowu te usta, które wcześniej całowała ona, jak mógłbym się przytulić do jego klatki piersiowej, wiedząc, że wcześniej ona też tak robiła, jak mógłbym dotykać jego ciało, które ona zapewne nie raz dotykała. Nie wiedziałem jak mógłbym wytrzymać pięć minut, kiedy go nie byłoby poza domem, jak mógłbym przestać myśleć, że on znowu jest z kimś innym. Więc jak mogłem mu uwierzyć, że to nic nie znaczyło i że kocha tylko i wyłącznie mnie? Ja też mu tak mówiłem, ale nigdy w życiu nie zrobiłbym mu czegoś takiego zwłaszcza teraz, kiedy tak bardzo go potrzebuję. Ile więc warte są jego słowa?
Niejednokrotnie widziałem setki filmów, w których ktoś kogoś zdradził i zawsze tak bardzo kibicowałem, żeby para się pogodziła. Teraz kompletnie nie rozumiem jak mogłem tak mówić. Bo teraz wiem jak bardzo to boli i jak trudno się z tym pogodzić. Bo po prostu nie mogłem się z tym pogodzić. Jakbym wciąż nie dowierzał, że on mógłby mnie w tak podły sposób zdradzić i pójść do łóżka z kimś innym. A ja głupi tak bardzo obwiniałem się za ten pocałunek z Andreasem, chociaż to wcale nie ja go pocałowałem. Rozpaczałem nienawidząc siebie za to, że tak bardzo zraniłem Matthiasa, a on. . ?
On się z nią przespał.
I wcale nie miało znaczenia, czy było to po pijaku, czy nie. Takich rzeczy się po prostu nie robi jeżeli jest się z kimś innym. Zwłaszcza, że ja sądziłem, że nasz związek to jest coś poważniejszego, może nawet do końca życia. Wylewałem kolejne łzy mając nadzieję, że jak trochę pocierpię, to potem będzie lepiej w myśl zasady „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Ale było dokładnie odwrotnie- im dłużej rozpaczałem tym bardziej zaczynało do mnie docierać, że on mnie zdradził, a ból stawał się jeszcze większy. Zdawało mi się, że żyję w bajce, ale teraz to wszystko przeradzało się powoli w koszmar. Koszmar, z którego chciałbym się jak najszybciej obudzić. Chciałem, żeby znowu tu przyszedł, przytulił, wyszeptał jak bardzo mnie kocha. Wiedziałem, że gdyby był obok nie mógłbym się oprzeć jego kolejnym kłamstwom i czułym słówkom, za którymi nic się nie kryje.
Jeszcze bardziej bolało mnie to, że on tak po prostu wyszedł, w żaden sposób nie starając się mnie jakoś odzyskać. Miałem wrażenie jakby już przestało mu na mnie zależeć, jakbym już się nie liczył.
Miałem ochotę tu i teraz wyrzucić mu to wszystko w twarz, powiedzieć bez żadnych ogródek co o nim myślę i sprawić, żeby czuł się tak samo zraniony jak ja. Chciałem żeby zwijał się w płaczu, żeby nie mógł jeść i pić, żeby na własnej skórze poczuł i cierpiał tak bardzo jak teraz ja cierpiałem przez niego.
I chociaż w tym momencie miałem wrażenie, że nienawidzę go z całego serca, to i tak wiedziałem, że tak nie jest. Nie można od tak przestać kogoś kochać i znienawidzić. Chociaż tak bardzo bym chciał przestać go kochać. . .
Bo to wszystko za bardzo mnie boli i zbyt dużo łez już wylałem. A gdybym go nie kochał to w ogóle bym się tym nie przejął. . . Wybuchnąłem jeszcze większym płaczem zdając sobie sprawę jak bardzo go kocham. Nie umiałbym z nim żyć, po tym co mi zrobił, ale nie umiałbym też żyć bez niego. Czułem się rozdarty między tym, co powinienem zrobić, a tym co chciałbym. Po prostu wiedziałem, że nie będę w stanie spojrzeć mu prosto w oczy i powiedzieć, że to koniec. Nie mógłbym mu tego zrobić po tych długich miesiącach. Za bardzo go kochałem i za bardzo nie chciałem stracić. Za wszelką cenę. . . Ale gdy tylko pomyślałem, że on po tak długim czasie mógł zrobić mi coś takiego. . .
Sądziłem, że jak się kogoś naprawdę kocha to jest się mu w stanie wybaczyć wszystko. Ale to tylko wydaje się być takie proste. Naprawdę chciałbym dać mu drugą szansę, ale nawet nie wiedziałem, czy to ma jakiś sens. Czekałem aż przyjdzie tutaj z przeogromnym bukietem róż, bombonierką, czymkolwiek. Jak rzuci się na kolana płacząc i błagając mnie o drugą szansę. Jak powie, że tamta noc nic dla niego nie znaczyła, tylko ja się dla niego liczę i tylko ze mną chce być . . Ale mijały godziny, a ja powoli przestawałem wierzyć w to, że tak się stanie. Nawet przez myśl przeszło mi, że przecież wcale ta noc nie musiała być jednorazowa. Mógł mnie już zdradzać od dłuższego czasu i kto wie, może teraz też to robi? Ale. . . ale dlaczego? Czy mogła mu dać coś więcej niż ja? Przecież oddałem mu całego siebie i całą swoją miłość. Nie było nic, co bym przed nim ukrywał i czego bym się wstydził. Nie wstydziłem się swoich łez, nie wstydziłem się swoich lęków, nie wstydziłem się swojego ciała. A on dobrze wiedział, że nie wobec wszystkich tak się zachowuje.
I chociaż nigdy nie powiedziałem mu tego wprost, myślę, że domyślił się, że był pierwszym i jedynym przed którym aż tak się otworzyłem i któremu oddałem się w całości. I nie żałowałem, że trochę z tym czekaliśmy, bo moim zdaniem na tym to właśnie polega. Nie żałowałem żadnej nocy spędzonej z nim. . . A może właśnie teraz powinienem tego żałować?
Przymknąłem oczy biorąc głęboki wdech i starając się jakoś uspokoić. Przypominałem sobie te wszystkie pocałunki i dotyk jego ciepłych dłoni kiedy kochał się ze mną. Każdą chwilę, każdy ułamek sekundy kiedy zdawało mi się, że był tylko i całkowicie mój. I na samą myśl, że zamiast mnie była ta kobieta miałem wrażenie jakby ktoś ścisnął moje serce z całych sił. Nie potrafiłem przestać płakać i nawet na chwilę nie zmrużyłem oka. Nicole dzwoniła do mnie setki razy, ale ja w tej chwili nie potrzebowałem czyjegoś pocieszania i zapewniania, że wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży. Bo dobrze wiedziałem, że tak nie będzie i nie chciałem jej litości, która w niczym mi nie pomoże.

Wstałem wiedząc, że muszę zrobić ze sobą porządek zanim Matthias wróci. O ile w ogóle wróci. . .
Nie chciałem żeby widział mnie w takim stanie i nie chciałem, żeby wiedział jak bardzo mnie zranił. Nie zasługiwał na to, żeby mieć ten zaszczyt być tym, który złamał mi serce, po prostu nie zasługiwał. Chciałem stanąć przed nim wyglądając jakbym wcale nie przepłakał całej nocy i z całkowicie obojętną miną powiedzieć mu, że to koniec i patrzeć jak odchodzi chociaż wiedziałem, że nie będę w stanie przed nim udawać, że nic dla mnie nie znaczy. I mogę wmawiać sobie ile chcę, że tak wcale nie jest, ale ja cały czas go kocham. I to moje największe przekleństwo. . . Kocham go wiedząc, że to jeszcze tylko pogarsza to wszystko i jeszcze bardziej przez to cierpię. Ale to minie. Miną dni, tygodnie, może i miesiące, ale to minie.
Stanąłem na środku salonu starając się wszystko jakoś poukładać i zastanowić się co mam mu powiedzieć. Po kilku minutach usłyszałem jak wchodzi do mieszkania. Teraz już wszystko zależy od niego. . .
Wszedł do salonu, ale natychmiast gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały spuścił wzrok. Tak bardzo czekałem, aż coś powie, aż przeprosi, aż zacznie błagać o drugą szansę. Wystarczyłoby żeby spojrzał na mnie i powiedział, że kocha mnie najmocniej na świecie, a ja od razu rzuciłbym mu się w ramiona chociaż tak nie powinienem robić. Bo mnie oszukał, zdradził, zranił i takich rzeczy nie powinno się wybaczać od tak. Ale wiedziałem, że wystarczyłoby jedno jego słowo, a przestałbym myśleć racjonalnie. . .
-. . .Długo nad tym wszystkim myślałem- zacząłem po dłuższej chwili ciszy i dopiero wtedy Matthias podniósł delikatnie wzrok nieśmiało spoglądając na mnie. Jego oczy przepełnione było ogromną pustką i nawet nie byłem w stanie nic z nich wyczytać. Wciąż czekałem na jedno jego słowo, ale z upływem czasu zdawałem sobie sprawę, że z minuty na minutę nieuchronnie zbliżamy się do tego momentu, w którym niestety będę musiał powiedzieć, że. . .
-To koniec- powiedziałem za wszelką cenę starając się powstrzymać drżenie głosu i nie wybuchnąć płaczem jak ostatni mięczak. Wiele kosztowało mnie wypowiedzenie tych słów, ale jeszcze bardziej zabolało mnie to, co chwilę później powiedział Matt.
-Dobrze.
Tak po prostu. Zgodził się na to nawet przez ułamek sekundy nie próbując mnie jakoś odzyskać. Nie zrobił nic, żeby spróbować jakoś to naprawić i po prostu przystał na to, że najlepiej jak się rozstaniemy. Po tych pieprzonych ośmiu miesiącach bycia razem nawet nie próbował o mnie zawalczyć. Nie tego się spodziewałem. . .
-Wychodzę, a jutro rano ma cię tu nie być- powiedziałem biorąc Bartiego na ręce i wymijając Matta jak najszybciej wiedząc, że za chwilę znowu się rozpłaczę. Stanąłem przed mieszkaniem i zastanawiałem się dokąd ja mam teraz pójść. Wiedziałem, że na przyjaciół mogę zawsze liczyć, ale bałem się, że będą się starali nas jakoś pogodzić, a nie chciałem ich w to wplątywać zwłaszcza, że Matthias sam przystał na nasze rozstanie.
Wsiadłem do pierwszej taksówki niewyraźnie mrucząc adres. Kierowca spojrzał w lusterko i chyba mnie rozpoznał, bo uśmiechnął się delikatnie i już otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale widząc moje łzy natychmiast się wycofał. Patrzyłem jak mijaliśmy te wszystkie ulice, po których spacerowaliśmy, restauracje do których chodziliśmy, zakamarki gdzie pod osłoną nocy Matt zaciągał mnie całując namiętnie. Wszystko, dosłownie wszystko dookoła przypominało mi o nim. A to bolało, cholernie bolało. . .
-Nie, nie, nie ma nawet mowy- zaczął, gdy chciałem mu zapłacić za kurs- Nie przyjmę nic od Królowej Austrii- zaśmiał się i nawet na mojej twarzy na chwilę pojawił się delikatny uśmiech- Widzi Pan, od razu lepiej z uśmiechem. . . Coś się stało, może mogę jakoś pomóc?
-Na złamane serce raczej nic nie pomoże- uśmiechnąłem się krzywo biorąc psa na ręce
-Oj, niestety nie. . . Tak czy siak, dziękuję za wszystko. . . I proszę mi wierzyć, że wszystko się ułoży.
-Dziękuję.
Zatrzasnąłem drzwi jeszcze chwilę patrząc jak taksówka odjeżdża. Podszedłem do furtki chwilę wahając się czy dobrze robię. Wyciągnąłem niepewnie rękę, a po chwili szybko wystukałem kod wchodząc do środka. Nie zdążyłem dojść do ganku, a Rene już otworzył drzwi z uśmiechem jednak gdy zobaczył moją minę natychmiast spoważniał.
-Tom, Jezu, co się stało?
-Czy mógłbym. . . mógłbym pobyć trochę u ciebie?- zapytałem pociągając nosem
-Tak, oczywiście, że tak! Mój dom twoim domem. . . Ale co się stało, pokłóciłeś się z Matthiasem?- spytał, a ja wybuchnąłem płaczem- Boże, biedne dziecko- natychmiast podbiegł do mnie przytulając mnie mocno do siebie, a gdy już trochę się uspokoiłem weszliśmy razem do środka.
-Kochanie, zobacz, piesek!- córeczka Rene podbiegła zaaferowana biorąc małego Bartiego na ręce nawet nie zauważając, że płaczę. Może to i dobrze.
-To powiesz mi co się stało?- spytał stawiając przede mną kubek pełen ciepłego kakao, które zawsze pomagało gdy miałem zły humor. Chociaż czy w tym przypadku cokolwiek może mi pomóc?
-Zdradził mnie- powiedziałem chowając twarz w dłonie znowu zaczynając płakać. Rene usiadł obok przytulając mnie do siebie i pozwalając abym płakał w jego koszulę. Nie mówił nic i byłem mu za to bardzo wdzięczny. Nie chciałem żeby ktoś mnie pocieszał i litował się nade mną. Potrzebowałem tylko kogoś komu mogę zaufać i wypłakać się- Przespał się z jakąś kobietą nawet nie wiem kiedy, na szczęście ta pani była tak uprzejma, że napisała do mnie list i wszystko dokładnie opowiedziała- znowu się rozpłakałem
-A rozmawiałeś z nim? Mówił coś?
-Tak, na początku jakoś tłumaczył, ale potem już nawet nie próbował nic robić. Powiedziałem mu, że to koniec, a on nawet nie próbował o mnie zawalczyć, wyszedłem, a on nie zrobił nic żeby mnie zatrzymać, rozumiesz? Nic. Tak po prostu dał mi odejść jakbym nic dla niego nie znaczył- Rene przez otworzył usta zupełnie tak jakby chciał powiedzieć „Tak mi przykro, Tom” ale na szczęście nie zrobił tego i jeszcze mocniej przytulił mnie do siebie, a ja już nie hamowałem własnych łez.
Już sam nie wiedziałem dlaczego płaczę. To narastające uczucie bólu i beznadziei mieszające się z poczuciem bycia tak naprawdę nikim i nie posiadania już niczego w życiu, co mogłoby dać mi radość dobijało mnie i powodowało, że staczałem się na dno i nie potrafiłem się przed tym obronić. . .
Jeszcze tak niedawno temu byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. A dzisiaj?
Dzisiaj straciłem wszystko, co naprawdę się dla mnie liczyło. . .

***
Wiem, złamałam Wam serce, przepraaaszam :c ♥

3 komentarze:

  1. Tak złamałaś.Powiem ci zamurowało mnie kompletnie.Nie wiem co napisać,powiedzieć,pomyśleć.Siedzę z otwartą buzią słuchają "November Rain" bo akurat to miałam włączone.Jak ty potrafisz człowieka zaskoczyć.I jak on mógł pytam się JAK ? Dlaczego on nie zareagował nie powiedział nie pobiegł cokolwiek.Przykro mi ,że Tomowi znowu jest smutno nie lubię jak się smuci i płacze.Wzbudziłaś we mnie takie emocje jak jeszcze nigdy.Czekam oczywiście na następny który mam nadzieję pojawi się już niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Złamałaś moje serce w tryliardy kawałeczków, obecnie rozpaczam nad całym rozdziałem i swoją cholerną wrażliwością, na to, co piszesz. Zaskoczyłaś mnie, przede wszystkim zachowaniem Matthiasa. Do tej pory trudno mi uwierzyć, że nie zawalczył o Toma. Motyw z Bartim był przesłodki-pozwolił mi sobie przypomnieć poprzednie rozdziały-a i Rene jak zawsze wykazał się w stosunku do Toma ojcowską wręcz troską, za co przepiękne opisanie jestem Ci dozgonnie wdzięczna. Nie wierzę, że Matt mógł coś takiego zrobić, nie wierzę, że Tom musi znowu się smucić. Ale wierzę, ze w następnych rozdziałach, wszystko się jakoś ułoży. Wierzę w Ciebie i Twój talent pisarski. Wiec, dużo weny, i do następnego rozdziału..i następnym razem oszczędź nam tego typu rzeczy...chcesz, żebyśmy przeszli załamanie całkowite? :D <333333

    OdpowiedzUsuń
  3. OKEJ, ZABIŁAŚ MNIE W KAŻDYM TEGO SŁOWA ZNACZENIU!
    Jak mogłaś nam to zrobić? JAK MOGŁAŚ ZROBIĆ TO TOMOWI?
    No nie wierzę, przecież poprzedni rozdział był taki cudowny i uroczy... No ja nie wierzę, że to koniec... :c
    Życie czasami jest bardzo zaskakujące. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić bólu jaki czuje teraz Tom...
    A ty opisałaś to wszystko tak pięknie, że czytając to łzy leciały mi ciurkiem i nie potrafię się uspokoić...
    Rene po raz kolejny pokazał iście ojcowską miłość... a ja wciąż siedzę, ryczę i w to nie wierzę.. :c
    Ale mam nadzieję, że to wszystko się ułoży. Jeśli się kochają...?
    Bo kochają się, prawda..?
    BRAK SŁÓW.
    Dziękuję za ten cudny rozdział nawet jeśli złamałaś mi nim serce... ♥
    Cudowny ♥

    OdpowiedzUsuń