Obudził mnie
dopiero telefon zdenerwowanego Rene, któremu przecież obiecałem,
że dzisiaj rano przyjadę wcześniej. Na śmierć zapomniałem o tej
obietnicy i o dzisiejszej gali.
Złapałem się za
pulsującą głowę. Spojrzałem na puste miejsce obok i wtedy tak
naprawdę zdałem sobie sprawę, co ja wczoraj zrobiłem. Było mi
okropnie wstyd, bo nie pamiętałem prawie nic i stanowczo przegiąłem
z alkoholem. No ale, co się stało już się nie odstanie, prawda?
Miałem świadomość,
że to zmienia wszystko. Czeka nas bardzo długa i poważna rozmowa,
bo musimy sobie to wszystko wyjaśnić. I musimy zdecydować, co
teraz z nami będzie: czy dajemy sobie drugą szansę, czy po prostu
zapominamy o tej nocy.
-Bardzo przepraszam
Rene, to się już naprawdę nigdy nie powtórzy- powiedziałem
wbiegając do biura szybko poprawiając swoje włosy.
-Ehhh, Tom, co ja z
tobą mam?
Rene był tak bardzo
zajęty i zapracowany, że nawet nie zauważył moje zdenerwowania.
Starałem się zachowywać jak najbardziej profesjonalnie i chociaż
przez te kilka godzin gali nie myśleć o wczorajszej nocy. Ale chyba
za bardzo bałem się naszej rozmowy i tego, co z niej wyniknie. . .
Wyszedłem z
garderoby jeszcze raz spoglądając w lustro i poprawiając sukienkę.
Nie miałem nawet siły zastanawiać się nad wyborem ubioru, więc
wziąłem pierwszą lepszą. Ostatecznie, długa elegancka krwisto
czerwień nie była złym wyborem.
Wyszedłem na scenę
siląc się na szeroki uśmiech. Na sali zebranych było wiele
niepełnosprawnych dzieci więc starałem się dla nich jak mogłem,
aby chociaż na chwilę i na ich twarzy pojawił się uśmiech.
Zawsze byłem pełen podziwu dla tych dzieci, poniekąd rozumiejąc
jak ciężko musi im być czasami. Wiem, jak to jest, gdy ludzie
oglądają się za tobą szepcąc między sobą coś na ucho. Wiem,
jakie to uczucie gdy idąc szkolnym korytarzem i słysząc śmiech
masz wrażenie, że wszyscy śmieją się z ciebie. Te małe dzieci,
chociaż są jeszcze tak młode wiele już w życiu doświadczyły.
Niejeden dorosły mógłby brać z nich przykład. Narzekamy stale na
to, że za mało nam płacą, że nasze mieszkanie nie jest tak
wielkie jakbyśmy sobie tego życzyli, że wszystkiego mamy za mało.
. . A te dzieci? One cieszą się każdym dniem i doceniają każdą,
nawet najmniejszą drobnostkę. Cieszą się, że mogą po prostu żyć
i dorośli naprawdę powinni się od nich tego nauczyć. . . Widząc
jak mała dziewczynka na wózku energicznie do mnie macha niemalże
płacząc sam poczułem się tak wzruszony, że ze łzami w oczach
zszedłem ze sceny podchodząc do niej i całując ją w oba
policzki. Cieszyłem się widząc szczęście i radość na ich
twarzy, gdy podawałem im rękę i przytulałem się do nich. Był to
zwykły gest i naprawdę nie robiłem tego, na pokaz czy dla lepszej
sławy, chociaż jutrzejsze tabloidy zapewne tak właśnie stwierdzą.
Ale nie obchodziło mnie to, co powiedzą o mnie inni.
Z wielkim uśmiechem
na ustach pomachałem im jeszcze raz tłumacząc, że muszę wrócić
na scenę i za chwilę zaśpiewam piosenkę specjalnie dla nich.
Stanąłem na samym
środku wielkiej sceny biorąc mikrofon do ręki. Spoglądałem na
dzieci cały czas uśmiechając się do nich i może właśnie
dlatego nie zauważyłem tego, co działo się w drugim końcu sali.
. . Nagle usłyszałem strzał i poczułem jak ktoś rzuca się na
mnie powalając na podłogę po chwili zwijając się w pół. Ludzie
zaczęli krzyczeć i piszczeć, a niektórzy nawet uciekali w
popłochu taranując siebie nawzajem. Kompletnie ignorując wszystko,
co działo się dookoła mnie rzuciłem się na podłogę obok niego
delikatnie dotykając dłonią jego rozgrzany policzek. Z wyraźnym
grymasem bólu na twarzy powoli podniósł się wyciągając rękę w
moją stronę i widząc jak nagle stracił siły szybko objąłem go
ramieniem nie pozwalając mu upaść. Delikatnie przybliżyłem go do
swojej sukni, która niemalże idealnie wtapiała się czerwienią w
powiększającą się kałużę krwi. Spojrzał na mnie przez chwilę
wyglądając jakby chciał coś powiedzieć. Syknął głośno łapiąc
się za brzuch i próbując jakoś złapać oddech. Rozpłakałem się
jeszcze mocniej widząc jak bardzo cierpi. Z początku nie docierało
do mnie, co tak naprawdę się stało. Złapałem go za zakrwawioną
rękę czując jakby za chwilę serce mi miało pęknąć. Nie mogłem
pojąć jak przez tyle miesięcy mogłem się oszukiwać wmawiając
sobie, że nic do niego nie czuję, że nic dla mnie nie znaczy i że
doskonale poradzę sobie bez niego. A nic z tego nie było prawdą.
Bo ani na chwilę nie przestałem go kochać i tęskniłem każdego
dnia coraz mocniej.
-Kocham cię, Tom...
i nigdy... nie przestałem.... kocham cię...-wymawiał pojedyncze
słowa z ogromnym trudem, a jego twarz z każdą minutą stawała się
bledsza, a w oczach nie było już tego samego blasku.
Doskonale
wiedziałem, że mnie kocha i przeklinałem samego siebie w duchu, że
mogłem kiedyś w to zwątpić. Przecież leżał tutaj w moich
objęciach w powiększającej się kałuży krwi. Uratował mi życie
poświęcając swoje własne dając mi największy dowód miłości,
chociaż nigdy go o to nie prosiłem. Klęczałem tam patrząc jak
miłość mojego życia powoli się wykrwawia i nie mogłem nic
zrobić, żeby go uratować. . .
-Błagam, nie
zostawiaj mnie Matt... kocham cię...tak bardzo cię kocham....-
powtarzałem w kółko jak w amoku ani na chwilę nie odrywając od
niego wzroku.
Miałem świadomość,
że to mogą być nasze ostatnie minuty i wiedziałem, że jest coś,
co po prostu muszę zrobić. Delikatnie odgarnąłem kosmyk jego
włosów z twarz po czym pochyliłem się po raz kolejny szepcząc
jak bardzo go kocham i pocałowałem go jak najdelikatniej nie chcąc
w żaden sposób sprawić mu bólu, jednak Matthias natychmiast
przyciągnął mnie z powrotem całując namiętnie. Zdałem sobie
sprawę, że ani przez chwilę nie przestałem go kochać, a z każdym
kolejnym dniem, kiedy wmawiałem sobie, że jest inaczej coraz
bardziej się ośmieszałem. Jak można by było tak z dnia na dzień
przestać kogoś kochać? Chociaż zranił mnie moja miłość do
niego wciąż była silniejsza niż ból, który mi zadał. I
wiedziałem, że jeśli coś mu się teraz stanie, jeśli nie daj
Boże umrze to do końca życia nie wybaczę sobie, że zmarnowaliśmy
tak wiele tygodni. Szkoda tylko, że zrozumiałem to tak późno...
Poczułem jak ktoś
odciąga mnie na bok sprawdzając czy aby na pewno nic mi nie jest.
Jeden z lekarzy zaczął krzyczeć przywołując do siebie kolejnych
i natychmiast przystąpił do reanimacji. -Nie, Matthias nie!-
krzyczałem jak opętany widząc jak lekarze bezskutecznie próbują
przywrócić bicie jego serca.
Rene przyciągnął
mnie do siebie starając się jakoś uspokoić ale ja rozpłakałem
się jeszcze mocniej w końcu zaczynając zdawać sobie sprawę, że
tracę ukochanego. Szarpałem się rozpaczliwie krzycząc i płacząc
w końcu zaplątując się we własną suknię i upadając na kolana.
Wybuchnąłem jeszcze większym płaczem widząc tych wszystkich
lekarzy i ratowników całych we krwi biegając i schylających się
nad nieprzytomnym już Mattem. Rene natychmiast przytulił mnie do
siebie nie pozwalając się ruszyć ani na milimetr. Próbowałem się
mu jakoś wyrwać waląc w niego pięściami, ale on znosił to
wszystko jeszcze mocniej przyciągając do siebie. Zachowywałem się
kompletnie irracjonalnie, ale w tamtej chwili myślałem tylko o nim.
Tak bardzo nie chciałem go tracić. Był dla mnie wszystkim- był
każdym oddechem, każdym uśmiechem, każdą łzą, był całym moim
światem, bez którego nic już nie cieszy i nic nie ma sensu.
Kochałem go ponad życie i myśl, że miałbym spędzić resztę
życia bez niego po prostu mnie zabijała. Tak bardzo chciałem leżeć
tam i umierać razem z nim. I chociaż nie byłem na jego miejscu
cierpiałem z każdą sekundą coraz bardziej. Matt jest tak młody...
Przecież on nie może umrzeć. Nie może mnie zostawić samego, po
prostu nie może. To wszystko nie tak miało wyglądać. Przecież
mieliśmy tak wiele wspólnych planów na przyszłość. Ale....
czymże są teraz nasze plany skoro on praktycznie umiera?
Wybiegłem z
taksówki kompletnie ignorując krzyk Jacquesa za sobą. Wbiegłem do
budynku szpitalnego i natychmiast wszyscy zebrani w pomieszczeniu
odwrócili się w moją stronę szepcąc coś między sobą i
wskazując na coś za mną. Odwróciłem głowę dostrzegając wielki
telewizor zawieszony nad recepcją. Telewizja przerwała swój
planowy program podając doniesienia na żywo z tego, co dzisiaj
wieczorem się wydarzyło. Ujrzałem na ekranie siebie całującego
Matthiasa i ponownie rozpłakałem się. Jacques wbiegł do środka
natychmiast przytulając mnie do siebie i pozwalając abym wypłakiwał
się w jego białą koszulę, która i tak była już cała ubrudzona
przeze mnie cieniami, pudrem i rozmazanym tuszem. Nie traciłem
nadziei na to, że on z tego wyjdzie chociaż z każdą kolejną
godziną szanse na to malały.
-Dlaczego to tak
długo trwa?- spytałem cichym głosem podnosząc wzrok i delikatnie
przetarłem mokre od łez policzki.
Jacques przytulił
mnie do siebie jeszcze mocniej, a ja wciąż płakałem wtulony w
jego ramiona. Spojrzał na mnie pochylając się i delikatnie całując
mnie w czoło zupełnie jakby to mogło w jakikolwiek sposób
odpowiedzieć na moje pytanie. Jednak nie mogłem mieć o to
pretensji, bo sam nie wiem, co powiedziałbym mu, gdyby był w mojej
sytuacji. Byłem mu bardzo wdzięczny za to, że po prostu przy mnie
był. Nie chciałem zostawać teraz sam. Potrzebowałem teraz kogoś,
kto po prostu wspierałby mnie. Czułem, że mimo tych okropnych
wydarzeń nie jestem z tym wszystkim sam i jest ktoś, kto podziela
mój ból. Chociaż wątpię, że ktokolwiek z nich cierpiał tak
bardzo jak ja.
-Ty pewnie musisz
być Thomas. . . prawda?- spojrzałem do góry poznając tego samego
chłopaka, który prawie rok temu zaprowadził mnie do domu
Matthiasa.
-Tak, to ja. . .
-Teraz nie mogę
sobie wybaczyć, że posłuchałem się Matta i nie zadzwoniłem do
ciebie. . . On tak bardzo rozpaczał, że musiał od ciebie odejść.
. . Płakał dniami i nocami cały czas powtarzając, że to dla
twojego dobra. Ale ja wiedziałem, że źle robi ukrywając to przed
tobą.
-O czym ty mówisz?-
spytałem słabym głosem, ale zanim on zdążył cokolwiek
odpowiedzieć podeszła do mnie niska pielęgniarka z kopertą w
ręku.
-Przepraszam, to
chyba dla pana...
Podała mi ją
tłumacząc szybko, że znaleziono ją w kurtce Matta i zniknęła
równie szybko jak się pojawiła. Spojrzałem zdziwiony na napisane
na niej moje imię nazwisko. Otworzyłem ją i zacząłem czytać
list, który wszystko mi wyjaśnił i wreszcie zrozumiałem słowa
przyjaciela Matthiasa. . .
Kochany Thomasie!
Chcę, abyś
wiedział, że kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś
najważniejszą osobą w moim życiu, dlatego nie mogę już znieść
myśli, że tak podle Cię oszukałem. Chociaż ani przez chwilę nie
chciałem Cię zranić. . .
Tak naprawdę
nigdy Cię nie zdradziłem. Cała ta historia została po prostu
przeze mnie zmyślona, a list który przeczytałeś był tylko
częścią tego planu. Uwierz mi, zrobiłem to po to, aby Cię
chronić.
Jestem chory,
Tom. Poważnie chory. I nie wiem nawet czy gdy będziesz czytał ten
list będę jeszcze na tym świecie. Dlatego piszę do Ciebie, bo
zasługujesz, żeby w końcu dowiedzieć się prawdy. Dowiedziałem
się o chorobie wkrótce po Eurowizji. Wiedziałem, że to złamałoby
Ci serce i nie chciałem abyś przeze mnie rezygnował z
czegokolwiek. Widziałem jak bardzo zabolała Cię moja ,,zdrada",
ale robiłem to żebym mógł zniknąć z Twojego życia pozwalając
Ci na szczęście. Jesteś jeszcze tak młody, nie chcę żeby moja
śmierć zniszczyła Ci karierę.
Wybacz mi, że
tak postąpiłem, ale przynajmniej wtedy wydawało się, że to
najlepsze wyjście. I nie zrozum mnie źle, odejście od Ciebie nie
było ani łatwe, ani bezbolesne. Ale uznałem, że jeśli odejdę w
taki sposób szybko o mnie zapomnisz, a może nawet i znienawidzisz,
i ułożysz sobie życie na nowo. Bo jeśli zapomniałbyś o mnie,
nie rozpaczałbyś po mojej śmierci, prawda?
Wiem, że te
słowa mogą sprawiać Ci ogromny ból, za co jeszcze raz
przepraszam. Proszę Cię tylko, abyś zrozumiał mnie i nie gniewał
się na mnie za to, co zrobiłem nawet jeśli Cię tym zraniłem.
Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Ze wszystkich ludzi
na świecie pokochałeś akurat mnie i nawet nie wiesz jak wiele
znaczy dla mnie Twoja miłość. Dzięki Tobie nie wstydzę ani nie
boję się tego, kim jestem. Będąc przy Tobie spędziłem
najpiękniejsze miesiące swojego życia.
Gdy usłyszałem
swój ,,wyrok" z początku miałem żal do Boga, że teraz gdy
jestem naprawdę szczęśliwy z Tobą spotkało mnie coś takiego.
Teraz zrozumiałem, że tak naprawdę powinienem mu dziękować, za
to, że w ogóle Cię spotkałem. Dlatego dziękuję Ci za każdą
minutę. Nie mam już żadnych wątpliwości, że jesteś miłością
mojego życia. I jedyne czego pragnę, to Twojego szczęścia. Bo
zasługujesz na cudowne i piękne życie, którego ja Ci nie mogę
dać. . .
Przepraszam, że
nie mogę już być przy Tobie. . .
Na
zawsze Twój,
Matthias
Płakałem cały czas siedząc i wpatrując się w ten list, nie
mogąc uwierzyć, że Matthias mógł tak postąpić i poświęcić
się dla mnie. Wstałem wprost wybiegając z korytarza mimo krzyków
innych. Rozpłakałem się jeszcze mocniej siadając na zimnym
betonie przed budynkiem nie mogąc uwierzyć w to, co przeczytałem.
Miałem do siebie ogromny żal, że nic nie zauważyłem. Ile razy
bolała go głowa, brzuch, a ja to wszystko ignorowałem. Po części
on sam przekonywał mnie, że absolutnie nic mu nie jest, ale to w
żaden sposób mnie nie usprawiedliwia.
Bardzo chciałem zrozumieć dlaczego tak postąpił, ale po prostu
nie potrafiłem. Skoro byliśmy razem, to powinniśmy mówić sobie o
wszystkim i wspierać się wzajemnie, prawda? Przecież mógł mi
powiedzieć o wszystkim, pomógłbym mu jakoś, wspierał go, był
przy nim dzień i noc. . . Dlaczego odszedł sądząc, że byłby dla
mnie tylko ciężarem i bez niego byłbym szczęśliwszy? Bez niego
jestem nikim. . .
Byłem potwornie zły i rozczarowany. Dlaczego takie coś musiało
spotkać akurat Matthiasa? Czymże sobie zasłużył na taką okrutną
karę? Dlaczego spośród tych milionów przydarzyło się to akurat
jemu?
-Tom!- usłyszałem krzyk Andreasa stojącego po drugiej stronie
ulicy, a po chwili przebiegł przez środek jezdni kompletni
ignorując jeżdżące auta i przytulił mnie z całych sił-
Przyjechałem najszybciej jak się dało, nie chcieli nas wypuścić.
. . Coś się stało?- spytał widząc, że cały czas płaczę
-On mnie nigdy nie zdradził, rozumiesz? Cały ten czas mnie kochał-
wyszeptałem podając mu lekko pognieciony już list i rozpłakałem
się jeszcze bardziej.
-Tom, tak mi przykro. . .- wtulił się we mnie głaszcząc po głowie, a ja nie mogłem złapać tchu cały się trzęsąc z płaczu. W końcu uspokoiłem się i wycierając policzki spojrzałem Andreasowi w oczy.
- Ja przepraszam za wczoraj, nie powinniśmy byli tego robić. . . Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło, przepraszam Andreas. . .
-Tom, tak mi przykro. . .- wtulił się we mnie głaszcząc po głowie, a ja nie mogłem złapać tchu cały się trzęsąc z płaczu. W końcu uspokoiłem się i wycierając policzki spojrzałem Andreasowi w oczy.
- Ja przepraszam za wczoraj, nie powinniśmy byli tego robić. . . Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło, przepraszam Andreas. . .
-Spokojnie, Tom, do niczego więcej poza pocałunkiem między nami
nie doszło.
-Jak to?- spojrzałem na niego zdziwiony. Przecież doskonale
pamiętam jak wchodziliśmy do sypialni, jak zacząłem się
rozbierać. Byłem tak pijany, że naprawdę nie wiem, czy
potrafiłbym się opanować. . .
-Kiedy zorientowałem się, co by wyprawiamy natychmiast się od
ciebie oderwałem i kazałem ci bez dyskusji położyć się do
łóżka. Fakt, odebrałeś to z początku trochę inaczej, bo
mruczałeś coś pod nosem i nawet zacząłeś się rozbierać, ale
koniec końców położyłeś się i zasnąłeś jak małe dziecko. .
. Przecież ja widziałem w jakim ty byłeś stanie i wiedziałem, że
wciąż go kochasz. . . I nie myliłem się. . .- spojrzał na mnie
niepewnie
-Przepraszam, nie powinienem dawać ci nadziei. . .
-Ale spokojnie, Tom. Ja wcale nie czuję się jakbyś złamał mi
serce. . .
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Że chyba nie jestem wcale tak szalenie w tobie zakochany, jak
sądziłem, że jestem- uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Czyli co. . . przyjaciele?
-Przyjaciele- przytaknął przytulając mnie mocno do siebie
Poczułem jakby kamień spadł mi z serca na wiadomość, że między
mną, a Andreasem do niczego nie doszło. Strasznie źle czułem się
z myślą, że Matthias tak bardzo się dla mnie poświęcił, a ja
szybko znalazłem sobie pocieszenie i to jeszcze w osobie Andreasa,
która, mówiąc szczerze, wiele w moim życiu namieszała.
Ale nawet ta ulga nie potrafiła odpędzić nawet na sekundę moich
myśli od ukochanego. Jego operacja ciągnęła się już prawie pół
nocy, a za każdym razem, gdy ktoś wybiegał z sali operacyjnej nie
był w stanie udzielić mi żadnej konkretnej odpowiedzi. Siedziałem
tak cały czas płacząc razem z przyjaciółmi, rodzicami i matką
Matthiasa. Miała ona ogromny żal do siebie za tą nieszczęsną
kolację wigilijną i za to, że nie stanęła w naszej obronie. Cały
czas płakała powtarzając jak bardzo jej przykro, że nie była w
stanie nas wtedy zrozumieć.
Całe to zamieszanie uświadomiło jej jak bardzo się kochamy. Nie
mogłem mieć jej za złe tego, co stało się w przeszłości
zwłaszcza, że oboje umieraliśmy ze strachu o Matthiasa i o jego
życie.
Teraz, gdy już znałem całą prawdę jeszcze bardziej boję się o
to, co z nami będzie.
Boję się, że nawet jeśli Matthiasowi uda się wyjść cało z
tego postrzału to dalej będzie się upierał, że nie chce, abym
patrzył na jego cierpienie. Nie wiem nawet ile dni czy miesięcy mu
jeszcze pozostało. . .
Boję się, że nawet jeśli Matt wróci do mnie do Wiednia nie
będziemy mogli się sobą długo nacieszyć. Tak bardzo nie
chciałem, żeby umierał tak wcześnie. Bo nie zasługuje na to.
Myśl o tym, że najbliższa ci osoba w życiu, Ten Jeden Jedyny może
umrzeć była naprawdę straszna i okropna. Nigdy w życiu nie
spodziewałbym się, że takie coś może mnie spotkać. I to właśnie
był błąd. Tak bardzo żałowałem, że nie pojechałem do niego do
Graz, że nie spróbowałem o niego zawalczyć. Może gdybym do niego
pojechał dowiedziałbym się o jego chorobie wcześniej i wszystko
potoczyłoby się inaczej?
Przecież on nie może umrzeć. . . Jest młody, zdolny i przede
wszystkim kocham go tak mocno, że zwariowałbym, gdybym resztę
życia musiał żyć bez niego. Ale. . . czy tutaj cokolwiek zależy
jeszcze ode mnie?
***
dop. Czyli powrót do prologu. . .
***
dop. Czyli powrót do prologu. . .
Nie wiem co mogę napisać.Trochę mi się smutno zrobiło.Mam nadzieję,że on nie umrze jednak(Wiem jestem idiotką,ale jakoś tak po prostu chcę żeby przeżył.).
OdpowiedzUsuńO nie co to za debil strzelił no ja zaraz bym go zastrzeliła !!!! Masakra :'( jakie to smutne mam nadzieje ,że Matt przeżyje. Taka piękna z nich para była kurde a choroba! Uhhhrr! Błagam powiec ,że on przeżyje!
OdpowiedzUsuń~JuliaM