środa, 1 października 2014

Rozdział siódmy



Kolejne dwa dni minęły znacznie szybciej niż poprzednie, a ja miałem wrażenie jakbym znajdował się trzy metry nad niebem…
Każdego dnia budziłem się z uśmiechem na ustach i już odliczałem minuty do spotkania z ukochanym. Czułem się trochę jak młodziak z liceum zaaferowany pierwszą szkolną miłością. Nawet czasami to wszystko wydawało mi się za piękne, aby mogło być prawdziwe i nie mogłem pojąć czym sobie zapunktowałem u Tego na górze, że to właśnie mnie spotkało coś tak cudownego…
Tak długo czekałem na szczęście i na prawdziwą miłość, a ta okazała się być bliżej niż się spodziewałem- zaledwie kilka metrów dalej.
Była dopiero ósma rano, a ja specjalnie wstałem wcześniej, aby przygotować małą niespodziankę. Dobrze wiedziałem, że Andreas kocha klasyczne brytyjskie śniadanie i dlatego postanowiłem sam mu je dzisiaj przygotować. Do całego zadania zabrałem się sumiennie przeglądając dziesiątki blogów kulinarnych. Efekt był bardzo przyjemny, w całym domu unosił się zapach smażonego bekonu i świeżo zaparzonej kawy. Starannie ułożyłem wszystko na tacce przez chwilę wahając się czy kłaść obok różę, ale ostatecznie uznałem to za idiotyzm. W końcu idę go obudzić śniadaniem do łóżka, a nie się oświadczać…
Jak najciszej potrafiłem wyszedłem starając się nie obudzić Matthiasa. Powoli zszedłem po schodach uważając, aby nie wylać ani kropelki kawy. Delikatnie nacisnąłem klamkę wchodząc po cichu do środka.
Zdziwiłem się, że Andreas o tak wczesnej jak dla niego porze już nie śpi i do tego rozmawia z kimś przez telefon. Podszedłem do framugi drzwi starając się nie zwrócić na siebie jego uwagi. Wtedy usłyszałem fragment tej rozmowy…
-Mówię ci, że go już prawie mam… Tak, łyka wszystko… Nie wiem, daj mi z tydzień, lub dwa. Nie chcę wyjść na nietaktownego- jego szyderczy śmiech odbijał się echem w mojej głowie, a ja stałem jak wryty wciąż licząc, że te słowa nie znaczą tego o czym właśnie pomyślałem…- Żartujesz? Zakład to zakład… Za dwa dni będzie mój, a ty do końca życia nie wypłacisz się mi z…- taca, którą miałem przed chwilą w ręce wylądowała z hukiem na podłodze, talerze rozbiły się w drobny mak, a świeży sok zlał się na ciemnych panelach z wrzącą kawą.
Automatycznie zasłoniłem usta ręką nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem. Tak bardzo chciałem się mylić, tak bardzo chciałem aby to okazało się być nieprawdą… Czułem się jakby ktoś właśnie brutalnie mnie spoliczkował wybudzając z bajki, która cały czas była fikcją.
Wszystko to, co dawało mi tyle radości i nadziei okazało się być tylko zwykłą grą na moich uczuciach. Wyjątkową podłą grą…
-Jak… Jak mogłeś?- wyjąkałem wciąż nie pojmując jak to możliwe. Chyba wciąż miałem resztki nadziei, że to można wytłumaczyć w jakiś inny racjonalny sposób. Ale moja podświadomość mówiła mi tylko jedno: oszukał cię…
-Boże, przestań wreszcie bujać w obłokach!- krzyknął gestykulując zamaszyście. Na jego twarzy widoczny był grymas złości… Był zupełnie innym człowiekiem niż kilka dni temu. Wtedy tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że to nie ten Andreas, którego ja znam i którego kocham. A raczej kochałem…- W dupie cię mam i te twoje sceny dramatu, rozumiesz to?! Jesteś nikim… Nikim- każde jego słowo było jak kolejny nóż wbity w moje serce. Chciałem go nienawidzić. Z całego serca chciałem. Bo zasłużył sobie na to, potraktował mnie jak zwykłą marionetkę, męską dziwkę na zawołanie… Ale nie potrafiłem. Nie mogłem znienawidzić osoby, którą tak bardzo kochałem.  Za pięknie sobie to wszystko wyobrażałem, koloryzując wszystkie niedomówienia ... i do czego to doprowadziło?- Ja… Czekaj, to nie tak!- dopiero teraz zorientował się, co tak naprawdę powiedział, ale ja już nie miałem ochoty tego słuchać. Nie mogłem tego słuchać.
Jak najszybciej wyszedłem stamtąd z całych sił starając się zachować spokój. Wbiegłem do mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi i osuwając się na wycieraczkę wybuchnąłem płaczem. Cała ta bańka mydlana prysła w jednej chwili, a ja wciąż nie mogłem w to uwierzyć.
Przecież powinienem był się cieszyć, że z dwojga złego prawda wyszła na jaw teraz, a nie kiedy nasz „związek” zacząłbym traktować jako coś na poważnie. A może ja już zacząłem go tak traktować?
Może to wszystko nie wyglądało tak, jak ja to widziałem? Może zbyt to idealizowałem zapominając o zachowaniu zdrowego rozsądku? Może za bardzo dawałem się ponieść emocjom stając się przez to ślepym na wszystko dookoła? Zatem to jestem sam sobie winny..?
Usłyszałem donośne pukanie do drzwi. Doskonale zdawałem sobie sprawę kto to i chociaż tak bardzo chciałbym pozostać na to obojętny, po prostu nie potrafiłem…
-Czego ty tu jeszcze chcesz?- spytałem najbardziej obojętnym tonem na jaki było mnie stać, co i tak nie miało najmniejszego sensu zważywszy na fakt, że wciąż nie mogłem przestać płakać.
-Tom, błagam cię… Wybacz mi… To nie tak… To wszystko co powiedziałem… Ja nie chciałem tego mówić… Naprawdę…- tłumaczył się nerwowo,  spuszczając głowę
-Daruj sobie- odpowiedziałem stanowczo- Przykro mi, ale tym razem przegrałeś. Wyjdź stąd.
-Nie… Posłuchaj mnie…- nie dawał za wygraną, podtrzymując drzwi nogą
-… Powiedziałem, wyjdź stąd- powtórzyłem z lekko drżącym głosem czując się jakby za chwilę coś miało we mnie pęknąć…
-Nie!- krzyknął przyciskając mnie do ściany.
Wtedy po raz pierwszy zacząłem się go bać… W jego oczach widziałem istny obłęd i szaleństwo. Już kompletnie nie wiedziałem, czego się mogę po nim spodziewać…
-Co ty do jasnej cholery tu robisz?!- rozdarł się Matthias, który przed chwilą wyszedł z pokoju najwidoczniej obudzony naszymi krzykami. W jednej chwili odepchnął ode mnie Andreasa, który wciąż odgrażał się, że jeszcze tu wróci po czym wyrzucił go za drzwi zamykając je na klucz.
Bezwiednie opadłem na panele wybuchając płaczem. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak okropnie jak wtedy. Wciąż nie mogłem pojąć, jak to możliwe, żeby osoba którą uważałem za jedną z najbliższych mi okazała się tak bezdusznym potworem.
Matthias był kompletnie zdezorientowany. Padł na kolana próbując dowiedzieć się ode mnie co tak naprawdę się stało i czemu, ale nie byłem w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek z jego pytań. Bez słowa wyjaśnienia przytuliłem się do niego mocno pozwalając łzom spływać po policzkach. Matt z początku zszokowany nie wiedział jak ma zareagować, ale po chwili odwzajemnił uścisk bujając się do przodu i do tyłu zupełnie tak, jakby chciał uśpić trzymane w ramionach dzieciątko…

***
I teraz to się będzie działo... ♥

Buziaki i do następnego :)
 

5 komentarzy:

  1. Boże! To chyba jedyne słowa które na tę chwilę mogę wypowiedzieć.Miałaś racje zaskoczyłaś mnie .Jak on mógł ??!!Zachował się jak świnia jak można tak kogoś oszukać .To jest okropne co najlepsze wiem jak to jest miałam kiedyś taką sytuację ,ale do rzeczy bo zeszłam z tematu.Jestem ciekawa mimo tego jak się potoczy akcja i nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Tyśko!!
    Właśnie ,,pochłonęłam" wszystkie rozdziały i...Za to opowiadanie należy Ci się Nagroda Nobla ♥
    Sam pomysł, konstrukcja zdań, kontrasty, rzucanie czytelnika w skrajne emocje- od rozczulenia nad bohaterem, aż do jego znienawidzenia, trzymanie w ciągłym napięciu (bo przecież wciąż nie do końca wiemy co zostało opisane w prologu i 6., kto jest ów chłopakiem i jak się potoczą jego losy...)... GENIUSZ ♥
    Widzę, że fabuła jest bardzo dynamiczna- ale to dobrze. Lubię jak się dużo dzieje :)
    Zwłaszcza, że nie ucierpiały na tym długie opisy (głównie przeżyć) w całym opowiadaniu (szczególnie piękne były w prologu, 6 i te piękne ,,przejścia" od tematu jesieni aż do sensu życia to istny pisemny majstersztyk na najwyższym poziomie. Czapki z głów, Tyśka. + masz u mnie szacunek za piękną dygresję pod koniec 6. rozdziału- fajnie, że główny bohater zwrócił się do czytelnika- to pozwala bardziej odczuć atmosferę :)) Cóż, muszę przyznać, że paczka chusteczek zużyta, ale jak tu nie wczuć się w emocje, jak ty to tak pięknie, cudownie, wspaniale i co chyba najważniejsze REALISTYCZNIE opisałaś? ♥ No nie da się, nie da...
    Generalnie ujmując- ciekawa i, przynajmniej jak dla mnie fajna forma przedstawienia problemu :)
    Ogólnie zastrzeżeń co do opowiadania nie mam żadnych poza jakby moimi subiektywnymi opiniami (chociaż w sumie ich też nie mam...)

    Chylę przed Tobą czoła, bo:
    1. Idealna poprawność gramatyczna, logiczna i językowa.
    2. Bawisz się słowami, opowiadanie jest lekkie mimo poważnej tematyki....
    3. Tematyka BARDZO ważna i naprawdę poruszona w piękny sposób. Jeszcze się nie spotkałam z tym, żeby heteroseksualistka tak pięknie opisywała miłość gejów (wiem, zabrzmiało jak stereotyp, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiałaś)
    4. Jesteś bardzo młoda, a piszesz lepiej od niejednego pisarza (nie, nie żartuję i nie, nie podlizuję się) i to w dodatku na TAKI temat :)
    5. Pomysł świetny (choć myślę, że to przyjdzie mi ocenić dopiero po zakończeniu tego opowiadania, bo coś czuję, że jeszcze-zresztą, jak to sama ujęłaś- wiele przed nami, czytelnikami i przed bohaterami :) )
    6. A nóż dzięki Tobie pokocham Panią Conchitę? :)

    Tak więc, gratuluję i wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że to oto cudo, nad którym spędziłam ubiegłe 2 godziny zostało stworzone przez tak młodą i utalentowaną osobę.
    Kończąc już to moje lanie wody i komplementowanie twojej przecudownej osóbki- jestem arcyciekawa co się stanie w kolejnych rozdziałach :)
    czekam z niecierpliwością, a tymczasem życzę Ci dużo natchnienia , czasu i siły, żebyś mogła dokończyć to arcydzieło ♥

    Pozdrawiam gorąco i serdecznie- Paulina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..łał.
      Paulina- baaardzo dziękuję za tak rozbudowany komentarz :)
      Dziękuję też za wszystkie miłe słowa i komplementy.

      Podkreślam i za każdym razem będę podkreślał, że w tym opowiadaniu chodzi przede wszystkim o emocje. Dlatego uwierz mi, jestem bardo szczęśliwa, że Wy- kochani Czytelnicy- możecie je poczuć, bo właśnie taki był mój początkowy zamiar :)
      Co do treści staram się to ująć w jak najrzeczywistszy sposób, bo przecież historia ta chociaż jest tylko fikcją mogła kiedyś zdarzyć się naprawdę... Niekoniecznie Thomasowi, ale jednak...

      Podsumowując- jeszcze raz bardzo dziękuję :*
      Buziaki

      Usuń
  3. Najlepsze opowiadanie ever ,błagam o więcej .NIECH TO BĘDZIE KIEDYŚ LEKTURĄ SZKOLNĄ TO KAŻDY TO PRZECZYTA!!! Tak to opisujesz że aż można poczuć te emocje.No po prostu #Fabulous

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję ♥
      I, powtórzę się, bardzo się cieszę, że moje opowiadanie wzbudza jakieś emocje :)
      Jak widać tyle godzin nie poszło na marne ♥
      Zachęcam do wytrwałości i dalszego czytania :)

      Buziaki :*

      Usuń