-Idę
do sklepu, coś chcesz?- spytał nawet nie spoglądając mi w oczy.
Od wczorajszego incydentu coś się zepsuło... W ogóle ze sobą nie
rozmawiamy, a za każdym razem, gdy nawet tylko przechodzę obok Matt
natychmiast odskakuje na bok, zupełnie jakby się mnie bał. A ja
nie miałem pojęcia jak mam to interpretować...
-Nie,
dzięki- rzuciłem wychodząc do swojego pokoju.
To
wszystko zaczynało mnie przerastać. Nie mogłem pojąć, jak to
możliwe, abym w przeciągu zaledwie jednego dnia zdążył się
odkochać i poczuć coś, do kogoś innego.
A
może tak naprawdę ja czułem to już od początku? Może to siedzi
we mnie od naszego pierwszego spotkania? Może to całe uczucie do
Andreasa było moim wymysłem? Może podświadomie wmawiałem sobie,
że go kocham bojąc się przed samym sobą przyznać, że zakochałem
się w najlepszym przyjacielu..?
Z
każdym kolejnym rozważaniem tej opcji stawała się ona dla mnie
coraz bardziej prawdopodobna.
Ale
dopiero potem to wszystko zaczynało się układać w całość.
Czy
mogłem być aż tak ślepy? Czy mogłem..?
Cholera.
Dopiero
teraz zaczynałem pojmować, że to wszystko było tylko przykrywką.
Już po kilku dniach miałem przeczucie, że Matthias jest dla mnie
kimś znacznie więcej, ale skutecznie odpędziłem tę myśl
zasłaniając się, że to tylko przyjaźń. Bzdura.
Dobrze
wiedziałem, że zaczynam się powoli zakochiwać i … i
przestraszyłem się.
Przestraszyłem
się, że on nie czuje tego samego. A wtedy bym go stracił. Stracił
na zawsze...
I
nagle pojawił się Adreas- idealna okazja, aby udowodnić sobie, że
nie kocham Mata. Wkręciłem się w ten „związek” kompletnie
tracąc zdrowy rozsądek, ale... Czy mogłem przewidzieć, że to się
tak skończy?
Wypierałem
to wszystko ze swojej świadomości, licząc że może jednak okaże
się to nieprawdą, że może z czasem to uczucie zacznie słabnąć.
Ale
stało się zupełnie na odwrót. Wcale nie dostrzegałem tego, że w
miarę jak poznawałem go coraz bliżej jeszcze bardziej się w nim
zakochiwałem. To uczucie zaczynało mnie przerastać i wymykać się
spod mojej kontroli.
Nie
chcę mówić, że nie czułem nic do Andreasa bo tak z pewnością
nie było.... Ale czy była to miłość?
Wtedy
chyba tak właśnie sądziłem. Tak bardzo chciałem być z kimś.
Tak bardzo chciałem Kochałem bezgranicznie będąc nie z tym, z kim
powinienem.
Zmarnowałem
kilka długich tygodni podczas których mogłem być z Mattem. Ale. .
. Czy my. . . Czy w ogóle istnieje jakieś „my”?
A
co jeśli on nie jest . .? Co jeśli nie odwzajemnia moich uczuć? Co
jak już kogoś ma?
Cholera.
Nothing goes as
planned
Everything will break
People say goodbye
In their own special way
All that you rely on
And all that you can fake
Will leave you in the morning
Come find you in the day
Everything will break
People say goodbye
In their own special way
All that you rely on
And all that you can fake
Will leave you in the morning
Come find you in the day
Oh, you’re in
my veins
And I cannot get
you out
Oh, you’re all I taste
Oh, you’re all I taste
At night inside
of my mouth
Oh, you run away
Oh, you run away
Cause I am not
what you found
Oh, you’re in my veins
Oh, you’re in my veins
And I cannot get
you out
Everything will
change
Nothing stays the same
Nobody is perfect
Oh, but everyone's to blame
All that you rely on
And all that you can save
Will leave you in the morning
Will find you in the day
Nothing stays the same
Nobody is perfect
Oh, but everyone's to blame
All that you rely on
And all that you can save
Will leave you in the morning
Will find you in the day
Oh, you’re in
my veins
And I cannot get
you out
Oh, you’re all I taste
Oh, you’re all I taste
At night inside
of my mouth
Oh, you run away
Oh, you run away
Cause I am not
what you found
Oh, you’re in my veins
Oh, you’re in my veins
And I cannot get
you out
No I cannot get you out
No I cannot get you out
Oh no, I cannot get you out
No I cannot get you...
No I cannot get you out
No I cannot get you out
Oh no, I cannot get you out
No I cannot get you...
Everything is
dark
It’s more than you can take
But you catch a glimpse of sunlight
Shining
Shining down on your face
Your face
On your face
It’s more than you can take
But you catch a glimpse of sunlight
Shining
Shining down on your face
Your face
On your face
Zaczynałem
mieć przeczucie, że mimo pocałunku nic do mnie nie czuje.
Zachowywał do mnie dystans, unikał jak ognia.
Wiedziałem,
że najlepiej będzie jak o tym zapomnę, ale... Nie mogłem.
Nie
mogłem przestać o nim myśleć, gdy zamykałem oczy jedyne co
widziałem to jego obraz.
I
chyba nawet wiem już dlaczego...
Było
mi potwornie głupio, że dopuściłem do takiej sytuacji. Przecież
normalni ludzie zwykle najpierw rozmawiają, a nie rzucają się z
całowaniem... prawda?
Właśnie,
normalni.
Szybko
otworzyłem drzwi balkonowe wychodząc na zewnątrz, gdzie wiał
silny wiatr co sprawiało, że temperatura zdawała się być jeszcze
niższa niż w rzeczywistości. Wziąłem głęboki wdech i po chwili
wypuściłem dym papierosowy z ust. Wiem, że miałem z tym
skończyć. Ale to wszystko wykańczało mnie psychicznie. Nie
potrafiłem usiedzieć w jednym miejscu ani skupić się na niczym.
Ręce trzęsły mi się jak szalone, a za każdym razem gdy
otwierałem usta nie mogłem wydobyć z siebie nawet najcichszego
dźwięku.
Wiedziałem,
że muszę się wziąć w garść i coś ze sobą zrobić. Tylko
pytanie: co..?
Kocham
go.
To
jedyne, co wtedy wiedziałem i czego byłem pewien. Jedyne.
A
im bardziej próbowałem siebie przekonać, że tak nie jest, tym
bardziej samego siebie ośmieszałem.
Dlaczego
miłość musi być tak skomplikowana? Pełna bólu, łez i
rozczarowań?
Dlaczego
nie możemy wyjść na ulicę, spotkać miłość swojego życia,
wziąć ślub i żyć długo i szczęśliwie?
Dlaczego
musimy spotykać się z odrzuceniem, oszustwami, zdradami?
Dlaczego
nie może to być proste?
Najzwyczajniej
w świecie się bałem.
Co
będzie jak teraz, kiedy to już wiem na pewno, że kocham go z
całego serca, ten tą moją miłość odrzuci? Chcący, niechcący,
ale odrzuci?
Tego
chyba bałem się najbardziej. Bo cóż miałbym wtedy zrobić? Tak
po prostu przestać go kochać? Jak..?
-Tom,
ty płaczesz?- zamyśliłem się tak bardzo, że kompletnie nie
zwracałem uwagi na film, który oglądaliśmy. Siedziałem teraz tak
blisko niego, niecałe 20 centymetrów... Mogłem spojrzeć w jego
oczy, poczuć mocne perfumy...- Przecież ona jeszcze nie umarła...
-Ja
nie płaczę przez film, Matt, tylko przez siebie... i ciebie-
dodałem bardzo cicho, ale byłem pewien, że Matthias wszystko
bardzo dobrze usłyszał.
Na
chwilę zapadła cisza. Żaden z nas nie wiedział co ma powiedzieć.
Więc trwaliśmy tak w milczeniu kilka minut dopóki film się nie
skończył.
Niepewnym
ruchem podniosłem wzrok i już miałem wstać i wyłączyć płytę.
Czułem na sobie wzrok Matthiasa, ale starałem się za żadne skarby
się nie odwracać dobrze wiedząc, że nie będę w stanie nad sobą
zapanować.
Ale
nie wytrzymałem. Spojrzałem na niego i zanim zdążyłem cokolwiek
pomyśleć ten rzucił się na mnie całując. Odpłynąłem myślami
zaplatając ręce na jego karku i oddając się jego czułym
pocałunkom.
Chciałem,
żeby ta chwila trwała wiecznie. Ale dobrze wiedziałem, że minie
znacznie szybciej, a potem znowu będziemy siebie traktować jak
obcych. Nie mogłem znieść tej myśli dlatego odepchnąłem go od
siebie szybkim krokiem wstając z kanapy. Stanąłem wpatrując się
w pustą przestrzeń ulicy widoczną z okna dobrze wiedząc, że nie
jestem w stanie spojrzeć mu w oczy...
-Nigdy
więcej tego nie rób- powiedziałem, czując jak całe moje ciało
się trzęsie- Mieszasz mi tylko w głowie...
-Ja?
Jak ktoś tutaj komuś namieszał w głowie to ty mi- odwróciłem
się zdziwiony jego słowami
-Słucham?-
tylko to zdołałem z siebie wtedy wydobyć
-Nie
rozumiesz, że ja nie mogę przestać o tobie myśleć? I nie mogę
zrobić nic, żeby powstrzymać się przed zrobieniem TEGO...
-Cze..?-zacząłem,
lecz zanim wypowiedziałem słowo Matthias udzielił mi wystarczająco
jasnej odpowiedzi składając na moich ustach słodki pocałunek.
Ponownie
poczułem ten przyjemny dreszcz na całym ciele. Podniosłem
wzrok i dostrzegłem, że kąciki ust Matta delikatnie
powędrowały do góry.
Nie minęło kilka
sekund, a tym razem to ja przyciągnąłem go do siebie obdarzając kolejnym pocałunkiem, których tego wieczora było znacznie więcej.
Nie było żadnych wyznań, obietnic, deklaracji… Wówczas było to absolutnie
niepotrzebne, a nawet zbędne. Wydaje mi się, że żaden z nas nie chciał psuć tej
chwili rozmowami o tym, co z nami będzie i jaka przyszłość nas czeka. Trwaliśmy
tak w milczeniu, a pocałunki i uśmiechy w wystarczająco oczywisty sposób
wyrażały to, co oboje czujemy…
Super co za emocje!! Ten blog o dziś jest moim nałogiem ;) Po prostu #fabulous !!!!! I Love it <3
OdpowiedzUsuńW końcu ! Nawet nie wiesz ile na niego czekałam i doczekałam się .Rozdział wyszedł genialny ! Bardzo się ciesze z zakończenia .Ostatnio siedziałam i płakałam po twoim rozdziale a teraz siedziałam z szerokim uśmiechem .Ty to potrafisz doprowadzić mnie do skrajnych emocji.Gratuluję ci bo mało kto to potrafi.Zauważyłam ,że dość często pojawiało się tu pytanie "Dlaczego ?". Miłość musi być trudna ,to oczywiste że spotykamy się z dwulicowymi ludźmi ,ale to uczy nas czegoś .Po każdym zranieniu uczymy się czegoś to pomaga .Może nawet to i lepiej a gdy wreszcie znajdziemy ją naszą prawdziwą miłość cieszymy się ,że ją mamy.Chyba zeszłam trochę z tematu ,ale to efekt David'a Bowie'go którego słucham teraz.Ja już ci mówiłam ,że masz ogromny talent ,ale będę ci to powtarzać.Bo nie każdy potrafi wywołać reakcje emocjonalną u czytelnika .Mam jeszcze nadzieję ,że następny rozdział opublikujesz szybciej.A tym umiliłaś mi jutrzejszy dzień !Całusy z Łodzi !
OdpowiedzUsuńAwwwww ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńTak pięknie ujęte, z lekko dozą dramaturgii, wzruszeń.
Te emocje Toma opisane tak bardzo... ludzko.
No, ale czegoż innego mogłam się spodziewać po Tobie, jak nie perfekcji polanej emocjami i wiśnią piękna na czubku? :)
Och, a do tego ta piękna scena końcowa... JAK z FILMU! (niebanalnego filmu!)
Tak pięknie opisałaś te skrajnie różne emocje.... A uwierz mi, wiem co mówię!
Wiem, jak to jest. gdy tak bardzo chcesz kogoś kochać, ale masz przeczucie,że to nic realnego i z jednej strony mogłabyś go całować bez końca, ale z drugiej strony wiesz, że to tylko pogorsza sprawę, a potem ból będzie jeszcze większy
Dziękuję Ci, że tak pięknie to opisałaś :)
Świetne :D
OdpowiedzUsuń