czwartek, 30 października 2014

Rozdział jedenasty


-Dzień dobry-wymamrotał zaspanym głosem całując mnie przelotnie
-Bardzo dzień dobry- uśmiechnąłem się do niego obdarzając kolejnym pocałunkiem, który szybko został przerwany, a winowajca całej tej sytuacji szybko podszedł do kuchennego blatu nalewając sobie kawy jak gdyby nigdy nic.
Jego zachowanie zaczęło mnie trochę martwić. Z początku myślałem, że to mu przejdzie, że musi się do mnie.. „przyzwyczaić”. Ale minął już prawie tydzień od kiedy jesteśmy...
Właśnie, czy my w ogóle jesteśmy razem? Czy można to nazwać byciem razem?
Matthias sprawiał wrażenie jakby się mnie wstydził. Nawet w domu zachowywał się dziwnie. Ile razy próbowałem go pocałować, a ten uciekał pod byle jakim pretekstem. Wiedziałem, że musimy w końcu poważnie porozmawiać, ale... Ale odwlekałem tę rozmowę jak najbardziej mogłem.
Zachowywałem się żałośnie. Oboje się zachowywaliśmy. Zupełnie jakbyśmy byli dziećmi, które do wszystkiego w życiu podchodzą z infantylnym nastawieniem zupełnie jakby była to jakaś błahostka...
A przecież tak nie jest. Między nami się dzieje. Dużo. I co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Czasem nawet mam wrażenie, że za szybko to wszystko się stało. Może najpierw powinniśmy poważnie i szczerze porozmawiać? Wyznać jakie są nasze uczucia? Powiedzieć, prosto z mostu, jakie są nasze odczucia i oczekiwania?
Chyba za szybko uznałem, że wreszcie wszystko poukładałem. Przez te kilka dni gdy coraz mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że rzeczywiście jestem w nim zakochany zacząłem dostrzegać, że o ile ja nie mam żadnych zahamowań aby okazać swoje uczucia to Matthias zdaje się być zawstydzony...
Pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy, było to, że on jednak się pomylił co do tego, co do mnie czuje i wcale nie odwzajemnia mojej miłości. Ale każdy jego czuły pocałunek jakim mnie obdarzał gdy byliśmy już tylko we dwoje skutecznie odpędzał tę tezę.
Tak więc, w czym tkwi problem? Rozmyślałem nad tym kolejną już godzinę, a żaden racjonalny i realny powód nie przychodził mi do głowy. O ile mogłem zrozumieć, że boi się mnie pocałować, czy nawet złapać za rękę, gdy jesteśmy w miejscu publicznym, gdzie wszyscy nas widzą, to tego, co go przed tym powstrzymywało gdy byliśmy tylko we dwoje pojąć już nie potrafiłem.
Już sięgałem do kieszeni chcąc skorzystać z opcji ratunkowej zwanej „telefon do przyjaciela”, po czym zorientowałem się, że nikomu nie przyznałem się do mojego... związku. I tu nawet nie chodzi o to, że nie chcę, że się boję, że nie wiem jak... Ja po prostu nie wiedziałem czy de facto jesteśmy razem. I jeśli mam być szczery, dalej nie wiem. Cholera.
-Tom, ta jajecznica zaraz ci zacznie zamarzać- tak bardzo skupiony i przejęty byłem tym, co jest między nami, że nawet nie zauważyłem kiedy ta jajecznica się znalazła na talerzu leżącym przede mną. Zaraz, był jakiś talerz..?
-Matt, usiądź, musimy porozmawiać- w końcu to powiedziałem. W końcu zebrałem się na odwagę, żeby to zrobić. Matthias z początku wyglądał na nieco zdziwionego, ale myślę, że i on dobrze wiedział, że będziemy musieli odbyć tą rozmowę, prędzej czy później...- Między nami ostatnio dużo się dzieję i to chyba było wszystko za szybko, żeby to jakoś.... ogarnąć umysłem. No ale nie możemy tak dalej.
-Możesz rozwinąć..?- spytał niepewnie jakby w obawie, co za chwilę usłyszy
-Chodzi mi o to, że musimy coś ustalić... Czy w ogóle jest jakieś „my”?- spytałem nie owijając w bawełnę oczekując równie prostej i treściwej odpowiedzi.
-Tak, oczywiście- odpowiedział automatycznie nawet nie zastanawiając się nad tym- Znaczy, myślę, że tak..?- dodał jakby w obawie, że uważam inaczej, zupełnie niepotrzebnie...
-Po prostu chcę, żeby wszystko między nami było jasne skoro jesteśmy... parą- mimowolnie uśmiechnąłem się delikatnie wciąż nie do końca dowierzając we własne szczęście...- Czego ty się boisz?- spytałem po prostu, bez żadnego żalu czy złości. Podniosłem wzrok licząc na chociażby jedno spojrzenie, w którym znajdę jakąś odpowiedź. Ale Matthias siedział wciąż milcząc ze wzrokiem utkwionym gdzieś w podłodze.
-Może tego wszystkiego jest za dużo, może nie jestem w stanie tego udźwignąć?- w końcu spojrzał mi prosto w oczy
-Więc chcesz z tego... zrezygnować?- zapytałem drżącym głosem nie wiedząc jak to ująć w słowa
-Nie, za żadne skarby. To.. to co teraz czuję... twoja obecność... sprawia, że czuję się szczęśliwy. Ale... Nie do końca umiem się z tym pogodzić... z tym, co czuję- dokończył, a ja już doskonale wiedziałem co było przyczyną tych dziwnych zachowań. Nie mogłem pojąć, dlaczego nie domyśliłem się tego wcześniej? Dlaczego na to nie wpadłem?
-Wiem jak się czujesz... Każdy z nas kiedyś przez to przechodził. Ja nie mogę ci obiecać, że to będzie łatwe i przyjemne... Ale obiecuję, że zawsze będę cię wspierał i zawsze możesz na mnie polegać. Nie ważne czy to błahostka, czy nie, ja zawsze jestem przy Tobie. Zawsze- powtórzyłem podkreślając ostatnie słowo
-Tylko ja sam nie wiem, co mam robić. Z jednej strony chcę być z Tobą, bez przerwy całować, czuć twoją obecność obok, a z drugiej... Z drugiej nie wiem... Nie jestem pewien czy to, czy to ma jakiś sens... Jezu, przepraszam, nie powinienem był Ci tego mówić... Przepraszam
-Nie przepraszaj mnie Matt. Przecież ja doskonale znam to uczucie. Wiem jak bardzo jest to ciężkie, ale... Ale musisz zrozumieć i zaakceptować samego siebie. Każdy poczuł to na własnej skórze, więc niezbyt wiem czy mogę ci jakoś pomóc.... Musisz po prostu odpowiedzieć sobie na pytanie czego tak naprawdę, w głębi duszy, chcesz...
-Ciebie- wyszeptał cicho w odpowiedzi przybliżając swoją twarz i całując mnie subtelnie, a ja wiedziałem, że to jest dopiero początek czego wyjątkowego...

My heart's against your chest (Moje serce naprzeciw Twojej piersi)
Your lips pressed to my neck (Twoje usta przyciśnięte do mojej szyi)
I'm falling for your eyes (Zakochuję się w Twoich oczach)
But they don't know me yet (Ale one mnie jeszcze nie znają)
And with this feeling I'll forget, I'm in love now (I z tym uczuciem zapomnę, jestem teraz zakochany)

Kiss me like you wanna be loved (Pocałuj mnie tak jakbyś chciał być kochany)
You wanna be loved (Chciał być kochany)
You wanna be loved (Chciał być kochany)
This feels like falling in love (Wydaje mi się, że zakochujemy się)
Falling in love (Zakochujemy się)
We're falling in love... (Zakochujemy się w sobie...)


Obudziłem się w środku nocy. Próbowałem jakoś zasnąć wiercąc się nieustanne z boku na bok. Miałem wrażenie, jakby to dziwne przeczucie, siedzące gdzieś we mnie nie pozwalało mi na sen. Niepewnie wstałem z łóżka, cichymi krokami wychodząc z pokoju. Usłyszałem trzask w kuchni. Najdyskretniej, jak tylko się dało, podszedłem bliżej ściany szybko zapalając światło.
Zdziwiłem się widząc, że ani w salonie, ani w kuchni nic nie ma. Zrobiłem krok na przód, aby to sprawdzić, ale wtedy poczułem, że brnę w coś mokrego i lepkiego. Nerwowo spojrzałem w dół i wtedy... Poderwałem się przerażony z krzykiem panicznie rozglądając się dookoła. Byłem w swoim pokoju, w swoim łóżku, a na podłodze jest jedynie dywan...
-To tylko sen, tylko sen- powtarzałem jak w amoku zupełnie jakbym chciał przekonać do tego samego siebie. Cały drżałem, serce biło mi jak oszalałe, a ja nie mogłem złapać tchu. To, co przed chwilą zobaczyłem było najokropniejszym snem, jaki kiedykolwiek w swoim życiu miałem...
-Wszystko w porządku?- dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że swoimi głośnymi krzykami obudziłem Matthiasa. Ten podszedł siadając na łóżku obok mnie.
W sypialni panowała ciemność i jedynie mała lampka nocna nieco rozświetlając czerń pozwalała dojrzeć jego twarz. Spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem i przyłożył rękę do policzka, powodując dreszcze.
-Miałem okropny sen...- powiedziałem nie chcąc się zagłębiać w szczegóły. Matt najwyraźniej bez słów zrozumiał, o co mi chodziło, bo nie pytał już o nic więcej- Obiecaj mi.... Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz...
-Tom, oczywiście- delikatnie się pochylił i musnął moje usta- Jest już środek nocy, idź spać...- dodał głaskając mnie po głowie, po czym pocałował mnie jeszcze raz i wstał udając się w stronę drzwi.
-Matt- zawołałem niepewnie, na co ten odwrócił się w moją stronę oparty o framugę drzwi- Czy mógłbyś... Mógłbyś ze mną dzisiaj zostać? Nie chcę być sam...- dodałem, ale nie musiałem tego robić, gdyż zanim skończyłem zdanie Matthias już leżał obok mnie.
Bez słowa wtuliłem się w niego. Właśnie tego mi było trzeba. Jego blisko mnie dającego mi poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy od dzisiejszego.
-Dlaczego ja?- spojrzałem na niego zdziwiony nie mając bladego pojęcia, o czym mówi- Dlaczego ze wszystkich facetów na Ziemi wybrałeś akurat mnie? Najmniej pewnego, najmniej odważnego?
W czym ja jestem lepszy od nich wszystkich? Dlaczego właśnie ja?- ponowił pytanie spoglądając na mnie, uśmiechnąłem się delikatnie dobrze znając odpowiedź na te pytanie
-Bo kocham cię. Z pośród tych wszystkich ludzi na świecie kocham właśnie ciebie. I tylko ciebie- bez chwili zawahania przylgnąłem do niego całym ciałem całując namiętnie.
Tak bardzo byłem wdzięczny, że bez słowa położył się obok mnie pozwalając, abym wtulił się w niego. Nie zadawał żadnych pytań, nie sprawiał wrażenia niezdecydowanego. Po prostu nie wahając się ani sekundy przyszedł. A to chyba o czymś świadczy..?
Może nasze początki nie były idealne jak na zakochaną parę, ale... Przecież ważniejsze od tego jak zaczynasz, jest to jak kończysz, prawda? A ja wróżyłem nam szczęśliwe zakończenie. Nie bez kłopotów, nie bez kłótni, nie bez codziennych sprzeczek o bzdury, ale szczęśliwe. I wtedy naprawdę byłem o tym przekonany...
-Dobranoc, kochanie- wyszeptał po raz kolejny składając na moich ustach subtelny pocałunek, a ja zaskoczony z początku nawet nie zwróciłem uwagi na to, jak mnie nazwał.
-Dobranoc- powiedziałem ledwo słyszalnie uśmiechając się i wtuliłem się w jego klatkę piersiową po raz kolejny szepcąc te dwa, najpiękniejsze na świecie słowa. Miałem go wtedy obok siebie bliżej niż kiedykolwiek wcześniej i napawałem się tą chwilą jak tylko mogłem. Przymknąłem oczy odpływając myślami gdzieś to idealnej krainy, gdzie liczymy się tylko my. Gdzie nikt nas nie obraża, nie wyzywa, nie wyśmiewa się z nas. Gdzie nikt nie oskarża nas o wynaturzenie, o deprawowanie dzieci i młodzieży, o zniewagę boską.
Gdzie ludzi się ocenia po ich charakterze i dobroci, a nie po tym, kogo kochają. Gdzie nie musisz się przyznawać do swojej orientacji, bo ludzie nikogo nie dzielą na „lepszych i gorszych”. Gdzie wszyscy mamy równe prawa wobec siebie i gdzie wszyscy żyjemy w pokoju i harmonii, bez wojen, bez przemocy, bez smutku...
Tam, gdzie wszyscy są wolni i szczęśliwi...

3 komentarze:

  1. Znowu mnie powaliłaś swoim rozdziałem i rozstroiłaś emocjonalnie .Końcówka jest genialna ,też chciałabym znaleźć się w tej krainie było by naprawdę cudnie świat bez dyskryminacji ,bez oceniania ,bez wojen i smutku było by cudnie naprawdę anielsko .Już się pewnie przyzwyczaiłaś do tego ,że doprowadzasz mnie do płaczu i śmiechu w jednym rozdziale co jest niesamowite. Nie rozumiem jak można tak operować emocjami ,że wywołuje się takie reakcje u czytelnika ( w tym przypadku mnie ). Mam nadzieję ,że wszystko się jakoś tam szczęśliwie zakończy wiem ,że do zakończenia jeszcze trochę czasu.Już ci to pisałam twój blog+ niektóre piosenki Bowie'go wywołują u mnie jeszcze większe rozstrojenie emocjonalne niż zwykle chyba nie powinnam go słuchać czytając twoje rozdziały chyba tak następnym razem zrobię .Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Życzę ci dużo weny i przesyłam całusy z Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. DZIĘKUJĘ!!!!!
    dziękuję za to, że w tak piękny i niebanalny sposób pokazujesz,że miłość gejów niczym nie różni się od innej!
    CUDOWNE opowiadanie, a talent masz NA PRAWDĘ ogromny!
    16 lat?! I taka dojrzałość?
    Eh, nic tylko pozazdrościć!
    CUDO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!Super i jeszcze raz super. Uwielbiam czytać tego bloga te emocje te namiętności to powinno być lekturą przynajmniej ktoś by ją przeczytał. :)

    OdpowiedzUsuń