niedziela, 26 października 2014

Rozdział dziesiąty



-Idę do sklepu, coś chcesz?- spytał nawet nie spoglądając mi w oczy. Od wczorajszego incydentu coś się zepsuło... W ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a za każdym razem, gdy nawet tylko przechodzę obok Matt natychmiast odskakuje na bok, zupełnie jakby się mnie bał. A ja nie miałem pojęcia jak mam to interpretować...
-Nie, dzięki- rzuciłem wychodząc do swojego pokoju.
To wszystko zaczynało mnie przerastać. Nie mogłem pojąć, jak to możliwe, abym w przeciągu zaledwie jednego dnia zdążył się odkochać i poczuć coś, do kogoś innego.
A może tak naprawdę ja czułem to już od początku? Może to siedzi we mnie od naszego pierwszego spotkania? Może to całe uczucie do Andreasa było moim wymysłem? Może podświadomie wmawiałem sobie, że go kocham bojąc się przed samym sobą przyznać, że zakochałem się w najlepszym przyjacielu..?
Z każdym kolejnym rozważaniem tej opcji stawała się ona dla mnie coraz bardziej prawdopodobna.
Ale dopiero potem to wszystko zaczynało się układać w całość.
Czy mogłem być aż tak ślepy? Czy mogłem..?
Cholera.
Dopiero teraz zaczynałem pojmować, że to wszystko było tylko przykrywką. Już po kilku dniach miałem przeczucie, że Matthias jest dla mnie kimś znacznie więcej, ale skutecznie odpędziłem tę myśl zasłaniając się, że to tylko przyjaźń. Bzdura.
Dobrze wiedziałem, że zaczynam się powoli zakochiwać i … i przestraszyłem się.
Przestraszyłem się, że on nie czuje tego samego. A wtedy bym go stracił. Stracił na zawsze...
I nagle pojawił się Adreas- idealna okazja, aby udowodnić sobie, że nie kocham Mata. Wkręciłem się w ten „związek” kompletnie tracąc zdrowy rozsądek, ale... Czy mogłem przewidzieć, że to się tak skończy?
Wypierałem to wszystko ze swojej świadomości, licząc że może jednak okaże się to nieprawdą, że może z czasem to uczucie zacznie słabnąć.
Ale stało się zupełnie na odwrót. Wcale nie dostrzegałem tego, że w miarę jak poznawałem go coraz bliżej jeszcze bardziej się w nim zakochiwałem. To uczucie zaczynało mnie przerastać i wymykać się spod mojej kontroli.
Nie chcę mówić, że nie czułem nic do Andreasa bo tak z pewnością nie było.... Ale czy była to miłość?
Wtedy chyba tak właśnie sądziłem. Tak bardzo chciałem być z kimś. Tak bardzo chciałem Kochałem bezgranicznie będąc nie z tym, z kim powinienem.
Zmarnowałem kilka długich tygodni podczas których mogłem być z Mattem. Ale. . . Czy my. . . Czy w ogóle istnieje jakieś „my”?
A co jeśli on nie jest . .? Co jeśli nie odwzajemnia moich uczuć? Co jak już kogoś ma?
Cholera.


Nothing goes as planned
Everything will break
People say goodbye
In their own special way
All that you rely on
And all that you can fake
Will leave you in the morning
Come find you in the day

Oh, you’re in my veins
And I cannot get you out
Oh, you’re all I taste
At night inside of my mouth
Oh, you run away
Cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins
And I cannot get you out
Everything will change
Nothing stays the same
Nobody is perfect
Oh, but everyone's to blame
All that you rely on
And all that you can save
Will leave you in the morning
Will find you in the day

Oh, you’re in my veins
And I cannot get you out
Oh, you’re all I taste
At night inside of my mouth
Oh, you run away
Cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins
And I cannot get you out
No I cannot get you out
No I cannot get you out
Oh no, I cannot get you out
No I cannot get you...

Everything is dark
It’s more than you can take
But you catch a glimpse of sunlight
Shining
Shining down on your face
Your face
On your face


Zaczynałem mieć przeczucie, że mimo pocałunku nic do mnie nie czuje. Zachowywał do mnie dystans, unikał jak ognia.
Wiedziałem, że najlepiej będzie jak o tym zapomnę, ale... Nie mogłem.
Nie mogłem przestać o nim myśleć, gdy zamykałem oczy jedyne co widziałem to jego obraz.
I chyba nawet wiem już dlaczego...
Było mi potwornie głupio, że dopuściłem do takiej sytuacji. Przecież normalni ludzie zwykle najpierw rozmawiają, a nie rzucają się z całowaniem... prawda?
Właśnie, normalni.
Szybko otworzyłem drzwi balkonowe wychodząc na zewnątrz, gdzie wiał silny wiatr co sprawiało, że temperatura zdawała się być jeszcze niższa niż w rzeczywistości. Wziąłem głęboki wdech i po chwili wypuściłem dym papierosowy z ust. Wiem, że miałem z tym skończyć. Ale to wszystko wykańczało mnie psychicznie. Nie potrafiłem usiedzieć w jednym miejscu ani skupić się na niczym. Ręce trzęsły mi się jak szalone, a za każdym razem gdy otwierałem usta nie mogłem wydobyć z siebie nawet najcichszego dźwięku.
Wiedziałem, że muszę się wziąć w garść i coś ze sobą zrobić. Tylko pytanie: co..?
Kocham go.
To jedyne, co wtedy wiedziałem i czego byłem pewien. Jedyne.
A im bardziej próbowałem siebie przekonać, że tak nie jest, tym bardziej samego siebie ośmieszałem.
Dlaczego miłość musi być tak skomplikowana? Pełna bólu, łez i rozczarowań?
Dlaczego nie możemy wyjść na ulicę, spotkać miłość swojego życia, wziąć ślub i żyć długo i szczęśliwie?
Dlaczego musimy spotykać się z odrzuceniem, oszustwami, zdradami?
Dlaczego nie może to być proste?
Najzwyczajniej w świecie się bałem.
Co będzie jak teraz, kiedy to już wiem na pewno, że kocham go z całego serca, ten tą moją miłość odrzuci? Chcący, niechcący, ale odrzuci?
Tego chyba bałem się najbardziej. Bo cóż miałbym wtedy zrobić? Tak po prostu przestać go kochać? Jak..?
-Tom, ty płaczesz?- zamyśliłem się tak bardzo, że kompletnie nie zwracałem uwagi na film, który oglądaliśmy. Siedziałem teraz tak blisko niego, niecałe 20 centymetrów... Mogłem spojrzeć w jego oczy, poczuć mocne perfumy...- Przecież ona jeszcze nie umarła...
-Ja nie płaczę przez film, Matt, tylko przez siebie... i ciebie- dodałem bardzo cicho, ale byłem pewien, że Matthias wszystko bardzo dobrze usłyszał.
Na chwilę zapadła cisza. Żaden z nas nie wiedział co ma powiedzieć. Więc trwaliśmy tak w milczeniu kilka minut dopóki film się nie skończył.
Niepewnym ruchem podniosłem wzrok i już miałem wstać i wyłączyć płytę. Czułem na sobie wzrok Matthiasa, ale starałem się za żadne skarby się nie odwracać dobrze wiedząc, że nie będę w stanie nad sobą zapanować.
Ale nie wytrzymałem. Spojrzałem na niego i zanim zdążyłem cokolwiek pomyśleć ten rzucił się na mnie całując. Odpłynąłem myślami zaplatając ręce na jego karku i oddając się jego czułym pocałunkom.
Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie. Ale dobrze wiedziałem, że minie znacznie szybciej, a potem znowu będziemy siebie traktować jak obcych. Nie mogłem znieść tej myśli dlatego odepchnąłem go od siebie szybkim krokiem wstając z kanapy. Stanąłem wpatrując się w pustą przestrzeń ulicy widoczną z okna dobrze wiedząc, że nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy...
-Nigdy więcej tego nie rób- powiedziałem, czując jak całe moje ciało się trzęsie- Mieszasz mi tylko w głowie...
-Ja? Jak ktoś tutaj komuś namieszał w głowie to ty mi- odwróciłem się zdziwiony jego słowami
-Słucham?- tylko to zdołałem z siebie wtedy wydobyć
-Nie rozumiesz, że ja nie mogę przestać o tobie myśleć? I nie mogę zrobić nic, żeby powstrzymać się przed zrobieniem TEGO...
-Cze..?-zacząłem, lecz zanim wypowiedziałem słowo Matthias udzielił mi wystarczająco jasnej odpowiedzi składając na moich ustach słodki pocałunek.
Ponownie poczułem ten przyjemny dreszcz na całym ciele. Podniosłem wzrok i dostrzegłem, że kąciki ust Matta delikatnie powędrowały do góry.
Nie minęło kilka sekund, a tym razem to ja przyciągnąłem go do siebie obdarzając kolejnym pocałunkiem, których tego wieczora było znacznie więcej. 
Nie było żadnych wyznań, obietnic, deklaracji… Wówczas było to absolutnie niepotrzebne, a nawet zbędne. Wydaje mi się, że żaden z nas nie chciał psuć tej chwili rozmowami o tym, co z nami będzie i jaka przyszłość nas czeka. Trwaliśmy tak w milczeniu, a pocałunki i uśmiechy w wystarczająco oczywisty sposób wyrażały to, co oboje czujemy…

4 komentarze:

  1. Super co za emocje!! Ten blog o dziś jest moim nałogiem ;) Po prostu #fabulous !!!!! I Love it <3

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu ! Nawet nie wiesz ile na niego czekałam i doczekałam się .Rozdział wyszedł genialny ! Bardzo się ciesze z zakończenia .Ostatnio siedziałam i płakałam po twoim rozdziale a teraz siedziałam z szerokim uśmiechem .Ty to potrafisz doprowadzić mnie do skrajnych emocji.Gratuluję ci bo mało kto to potrafi.Zauważyłam ,że dość często pojawiało się tu pytanie "Dlaczego ?". Miłość musi być trudna ,to oczywiste że spotykamy się z dwulicowymi ludźmi ,ale to uczy nas czegoś .Po każdym zranieniu uczymy się czegoś to pomaga .Może nawet to i lepiej a gdy wreszcie znajdziemy ją naszą prawdziwą miłość cieszymy się ,że ją mamy.Chyba zeszłam trochę z tematu ,ale to efekt David'a Bowie'go którego słucham teraz.Ja już ci mówiłam ,że masz ogromny talent ,ale będę ci to powtarzać.Bo nie każdy potrafi wywołać reakcje emocjonalną u czytelnika .Mam jeszcze nadzieję ,że następny rozdział opublikujesz szybciej.A tym umiliłaś mi jutrzejszy dzień !Całusy z Łodzi !

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwwww ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    Tak pięknie ujęte, z lekko dozą dramaturgii, wzruszeń.
    Te emocje Toma opisane tak bardzo... ludzko.
    No, ale czegoż innego mogłam się spodziewać po Tobie, jak nie perfekcji polanej emocjami i wiśnią piękna na czubku? :)
    Och, a do tego ta piękna scena końcowa... JAK z FILMU! (niebanalnego filmu!)
    Tak pięknie opisałaś te skrajnie różne emocje.... A uwierz mi, wiem co mówię!
    Wiem, jak to jest. gdy tak bardzo chcesz kogoś kochać, ale masz przeczucie,że to nic realnego i z jednej strony mogłabyś go całować bez końca, ale z drugiej strony wiesz, że to tylko pogorsza sprawę, a potem ból będzie jeszcze większy
    Dziękuję Ci, że tak pięknie to opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń