wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział szesnasty

Zgadzając się na propozycję Matthiasa nie miałem pojęcia, że ów wizyta odbędzie się akurat w dzień Wigilii Bożego Narodzenia. Poznanie rodziców swojego partnera to już wielkie wydarzenie. A co dopiero spędzenie z nimi świąt...
Widziałem jak bardzo on przejmował się tym wszystkim. Biegał po sklepach za jakimiś upominkami, nawet próbował przygotować niektóre dania świąteczne. Zupełnie tak, jakby miał tym „wykupić” łaskę i błogosławieństwo swoich rodziców. Mimo wszystko myślę, że panikował, bo przecież chce im tylko przedstawić swojego chłopaka, a nie męża i ojca własnych dzieci. Znaczy. . . Dobra, to ostatnie można pominąć. . .
Myślę, że nie byłby aż tak przestraszony i zmartwiony, gdyby wcześniej wyznał swoim rodzicom prawdę. I nawet jeśli w przypadku moich rodziców oni od razu domyślili się wszystkiego sądzę, że chociaż w tym przypadku mogą to zauważyć równie szybko, to na wybuch euforii raczej nie należałoby liczyć.
I wiem, że w tym momencie zakładałem coś z góry, tak naprawdę nie znając jego rodziców, ale. . . Już po pierwszym spotkaniu i opowieści o studiach prawniczych wiedziałem, że to nie są rodzice tak wspierający jak moi. Dodatkowo jego ojciec ma bardzo wybuchowy charakter, boję się, że może powiedzieć zbyt dużo i zbyt głośno. . . Ale najbardziej martwię się o Matthiasa. Bo chociaż wiem, że stara się mi udowodnić jak tylko może, że jest samodzielny i pewny tego, co robi, to jednak ja wciąż nie mam pewności, czy zniósłby odrzucenie rodziców. . .
I nie mogę mieć mu za złe tego strachu przed tym, co będzie, bo sam nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak ja zareagowałbym na coś takiego.
Po prostu nie mogłem patrzeć na te jego trzęsące się ręce i zagubienie w oczach. Doskonale pamiętam, że przed wizytą u moich rodziców też się denerwował. Więc może. . . on po prostu musi wszystko bardzo przeżywać? Niby widzę przez to, że mu bardzo zależy na tym wszystkim i wiem, że chciałby żeby wszystko było idealnie, ale. . . Oboje wiemy, że nie wszystko takie będzie. I nie chodzi tutaj o to, żeby z góry skazywać nas na porażkę, tylko po prostu należy się przygotować na każdą ewentualność. . . Jeśli mnie polubią i zaakceptują nasz związek to świetnie! A jeśli nie, to przecież nie będzie koniec świata. Chociaż dla Matta na pewno byłoby to bolesnym doświadczeniem.
Gdyby tylko było coś, co mógłbym zrobić. . . Wiedziałem, że widząc go cierpiącego również nie mógłbym cieszyć się z niczego. Ale, co ja tak naprawdę mogę?
Jedyne co mogę, a nawet muszę zrobić, to pokazać się jego rodzicom z jak najlepszej strony. Nie chodzi, żeby udawać idealnego, ale nie trzeba od razu pokazywać wszystkich swoich wad. Bynajmniej, nie wypada jeśli się chce zrobić dobre wrażenie. A ponoć to pierwsze zostaje w naszej podświadomości na długo. . .
I znowu dopadły mnie myśli, jak rozwiązać sprawę z Conchitą. Powinienem im mówić tak od razu, na pierwszym spotkaniu? Co jeśli uznają mnie za jakiegoś czubka? Powiedzą, że kompletnie zwariowałem i mam zły wpływ na ich syna. Nie, tego nie chcę. . .
A z kolei jeśli zacznę ukrywać przed nimi ten fakt to przecież nie mogę tego robić w nieskończoność. Prędzej czy później dowiedzą się prawdy, a wtedy mogą się poczuć urażeni, że nie poinformowałem ich o tym wcześniej. Albo uznają mnie za czubka.
I nie wiem, która z tych opcji jest gorsza. . . Bardzo nie chciałbym zawieść Matthiasa. Ale czy w ogóle mam na to jakikolwiek wpływ. . ?
-Boże, człowieku, na co ci tyle tych toreb?
Widok Matthiasa obładowanego prostokątnymi torbami był dość uroczy i zabawny, nie powiem. Wyglądał jakby się gdzieś wybierał na co najmniej miesiąc. Chryste, nawet ja tyle nie biorę jak wylatuję służbowo na dzień. . . Dobra, na dwa. Zaraz. . . to jest kaczka? Na miłość boską, po co mu na Wigilię KACZKA?
-Matt, ja nie chcę Cię martwić, ale to jest Wigilia, a nie Święto Dziękczynienia dla Ubogich. . .
-Wiem, że to Wigilia, skarbie- zaakcentował ostatnie słowo z ironicznym uśmiechem na twarzy. Bardzo śmieszne, kotku, baaardzo.
-Więc możesz mi wyjaśnić po co ci do cholery kaczka?
-No, żeby zrobić pieczeń na kolację Wigilijną? Tom, ja wiem, że w tych okolicach króluje karp, ale uwierz mi- nie ma nikogo w Graz u kogo na dwudziestego czwartego grudnia na stole nie pojawiłaby się tradycyjna pieczeń z kaczki. . .Poza tym, wziąłem jeszcze parę innych drobiazgów. . .
Czy on właśnie nazwał cztery torby wypchane niemalże po brzegi „paroma drobiazgami”? Muszę to sobie koniecznie gdzieś zapisać, na wypadek jakby kiedyś znowu zaczął marudzić na wszystkie moje ubrania, peruki i inne „niezbędne kobiece akcesoria”, którymi jest zawalona połowa naszej sypialni.
-To co, jedziemy?
-Jedziemy. . .
A mieliśmy jakieś wyjście?

Jeżeli wcześniej myślałem, że nie będę w ogóle zestresowany to byłem w błędzie. I to ogromnym błędzie. . . Z każdym kolejnym przejechanym kilometrem serce biło mi coraz szybciej, a przez głowę przechodziły chyba najgorsze scenariusze z możliwych. Niech żyje zawsze niezawodna siła pozytywnego myślenia!
Tak bardzo chciałem wypaść dobrze przed jego rodzicami. I nie tyle dla siebie, co po prostu dla niego. Nie chciałem go zawieść. Nie mogłem go zawieść ponownie. . .
Spojrzałem na wielki dom z ogrodem pod nosem uśmiechając się na wspomnienie tego czerwcowego wieczora. . .
-Wiesz. . . Gdy się poznaliśmy w ogóle nie sądziłem, że zaledwie pół roku później powrócę tutaj jako twój chłopak.
-Uwierz mi, ja tym bardziej- jego niebieskie oczy wpatrzone były we mnie, a ja miałem wrażenie jakbym zaczął w nich tonąć. Powoli przybliżył swoją twarz do mojej kładąc ciepłą rękę na moim policzku.
-Matt, zauważą- wyszeptałem w obawie. Jednak on zdawał się kompletnie nie przejąć tym faktem, bo odpowiedział tylko „To niech zauważą” po czym pocałował mnie tak, że na chwilę kompletnie zapomniałem o bożym świecie.
Szybko oderwał się ode mnie wychodząc z samochodu. Podszedłem do bagażnika wyjmując część znajdujących się ta toreb i dopiero wtedy do mnie dotarło, że już nie ma odwrotu, już nie ma dokąd uciec.
A mnie naprawdę zaczynały zżerać nerwy. Byłem kompletnie rozbity i wciąż nie mogłem podjąć decyzji czy mówienie im o Conchicie jest dobrym pomysłem. Ale czy w tym wypadku w ogóle cokolwiek można nazwać „dobrym pomysłem”? Musiałem zaryzykować i tak naprawdę strzelać w ciemno. I niezależnie od tego, jakie będą tego konsekwencje, będę musiał się z nimi pogodzić.
-Matt, mówić im?
Był moją ostatnią deską ratunku. Spojrzałem na niego błagalnie, licząc na prostą i treściwą odpowiedź, która mogłaby mi pomóc. Przynajmniej wiedziałbym, że wina jest po obu stronach.
Widziałem jak przez chwilę się waha, odwrócił się w moją stronę chcąc coś powiedzieć, lecz zanim zaczął otworzyły się przed nami drzwi i ujrzałem stojącą w nich kobietę w eleganckiej długiej sukni z delikatnymi rumieńcami na policzku skrzętnie przysłoniętymi warstwą pudru.
Po chwili ocknąłem się witając z nią i, jak na dżentelmena przystało całując w rękę. Uśmiechnęła się jakby lekko zawstydzona i uścisnęła syna zapraszając nas do środka.
Rozejrzałem się dookoła zauważając, że niewiele się zmieniło od kiedy pierwszy i ostatni raz się tu pojawiłem.
Nerwowo poprawiłem koszulę i muszkę, których za często nie miałem zwyczaju zakładać. Poczułem jak jego dłoń delikatnie otarła się o moją i automatycznie podniosłem wzrok. Matt spojrzał na mnie zupełnie tak, jakby chciał mnie jakoś uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. To zabawne. . . Jeszcze nie tak dawno temu to on był na moim miejscu, a ja pełniłem rolę „pocieszyciela”. Ale na każdego przychodzi jego kolej.
Wszedłem do salonu i pierwszym, co rzuciło mi się w oczy była gigantycznych rozmiarów choinka
i wielki, okrągły stół zastawiony apetycznie pachnącymi i wyglądającymi daniami. W zasadzie cały pokój pełen był drobnych ozdób i girland. Na kominku starannie ułożone były zdjęcia w dużych eleganckich czarnych ramkach. Podszedłem bliżej biorąc do ręki jedno z nich.
-To ja z siostrą na obozie. Miałem wtedy może z 13 lat, a ona 17- stał tuż za mną uśmiechając się delikatnie
-Twoja siostra była bardzo piękna- powiedziałem niepewnie przez chwilę zastanawiając się, czy nie popełniłem jakiegoś wielkiego faux-pas takim komentarzem.
-Tak, była bardzo miła i zawsze mogłem z nią o wszystkim porozmawiać. Bardzo mi jej brakuje. . .
Przymknął oczy zupełnie tak, jakby chciał ochłonąć, żeby nie wybuchnąć płaczem. Bez chwili zawahania przytuliłem go mocno do siebie mając kompletnie za nic to, że jego rodzice siedzieli tuż obok.
-Zapraszamy do stołu.
Szybko zająłem miejsce obok Matta naprzeciwko jego mamy widząc srogi i nieprzyjazny wzrok jego ojca. Byłem w stu procentach pewny, że jeśli jego wzrok mógłby zabijać, to już dawno leżałbym tu martwy.
Czy ja mówiłem wcześniej coś o dobrym pierwszym wrażeniu. . ?
-Mamo, tato. . . Bo właściwie to chciałbym wam wyjaśnić pewną bardzo ważną kwestię- zaczął gdy już kolacja zbliżała się ku końcowi. Czy on właśnie chce im powiedzieć, że. . ?- Bo nie wszystko jest tak, jak myślicie. Jestem gejem, a Tom to więcej niż mój przyjaciel, bo chłopak- ostatnie zdanie wypowiedział tak szybko, że sam przez chwilę musiałem się zastanowić nad tym, co powiedział. Poczułem jak delikatnie łapie moją dłoń pod stołem zupełnie jakby chciał jakoś siebie udobruchać. Chociaż lekko denerwowałem się jaka będzie ich reakcja w głębi duszy byłem bardzo dumny z Matthiasa, że w końcu powiedział im wszystko, o czym już dawno powinni wiedzieć. Naprawdę byłem dumny. . .
-Słucham?!
Matka Matta rzuciła mężowi pełne grozy spojrzenie po chwili odwracając się do nas z lekkim uśmiechem.
-No cóż, trochę nas zaskoczyłeś synu. . . Ale mimo wszystko bardzo się cieszymy, że nam o tym powiedziałeś i przedstawiłeś Toma. . . Prawda, kochanie? - ponownie odwróciła się w stronę męża trącając go lekko łokciem. Ten tylko naburmuszył się jeszcze bardziej nie mówiąc nic- To powiedz nam, Thomas. . . Czym się zajmujesz, jak się poznaliście?
Omal nie zakrztusiłem się herbatą gdy usłyszałem to pytanie. Odwróciłem delikatnie głowę rzucając Mattowi pełne przerażenia spojrzenie.
-Tom jest artystą. Piosenkarzem i projektantem- byłem ogromnie wdzięczny Matthiasowi, że wziął to na siebie, bo sam nie mam bladego pojęcia, co miałbym jej odpowiedzieć
-O, piosenkarzem? A mógłbyś nam coś zaśpiewać? Jestem bardzo ciekawa twojego głosu.
Odchrząknąłem lekko przez chwilę obawiając się, że w jakiś sposób rozpoznają mój głos. . . Ale i tak jest już za późno. . .
-Stille Nacht, Heil'ge Nacht, Alles schläft; einsam wacht Nur das traute hoch heilige Paar Holder Knab' im lockigen Haar, Schlafe in himmlischer Ruh. . .
-Widzisz, Stefan, a ty mówiłeś, że w Austrii nie ma żadnych talentów, a tu proszę! Bliżej niż myślałeś!
-A daj mi spokój! A jak mam inaczej myśleć jak u nas albo jakieś wyjce, albo raperzy albo jacyś psychopaci myślący, że są babą i jak nie zgolą brody to będą sławni. Żenada kompletna.
-I tu się z panem nie zgodzę. Po pierwsze znam wielu bardzo dobrych austriackich wokalistów, może mi pan wierzyć. A po drugie. . . Nie zgodzę się z pana opinią o Conchicie. Ona taka nie jest.
-Taak? A co, znasz ją osobiście chłopcze?- zaśmiał się, a ja wziąłem głęboki wdech i w końcu zebrałem się na odwagę mówiąc stanowczym tonem:
-Tak, znam. Nawet bardziej niż osobiście. . .


Zatrzymał się tuż przed domem omal nie wjeżdżając na krzew rosnący obok. Przeklął siarczyście waląc ręką w kierownicę. Był naprawdę wściekły i nigdy nie widziałem go w takim stanie. Nie wiedziałem jak zareaguje, gdy będę się starał jakoś go pocieszyć dlatego po prostu siedziałem cicho nie chcąc denerwować go jeszcze bardziej. Wsiadając do samochodu sądziłem, że jakoś po drodze się uspokoi i będziemy mogli potem normalnie porozmawiać. Ale gdy dojechaliśmy było niewiele lepiej, więc po prostu stwierdziłem, że nie będę go drażnił.
Wyszedł z samochodu trzaskając drzwiami nawet nie wyjmując kluczyków z auta.
Siedziałem tam przez chwilę zastanawiając się co mam ze sobą zrobić. Po chwili wysiadłem zamykając samochód i pobiegłem do naszego mieszkania.

Wszedłem niedbale zamykając drzwi nogą i rzucając kurtkę na szafkę. Ujrzałem Matthiasa stojącego opartego o ścianę ze wzrokiem utkwionym w pustą przestrzeń przed nim. Słysząc mnie obrócił się w moją stronę otwierając usta, aby coś powiedzieć, ale nawet nie dałem mu zacząć i pocałowałem go tak, jak chyba jeszcze nigdy przedtem.
Doskonale pamiętałem wieczór moich urodzin, kiedy niewiele zabrakło, abyśmy oboje stracili głowę. Tym razem jednak wiedziałem, że żaden z nas tego nie przerwie. . .
Zacząłem powoli cofać się w kierunku sypialni, a Matt automatycznie szedł za mną zupełnie tak, jakbyśmy działali jako jedność. Jedność w wymiarze, którego wcześniej nie zaznaliśmy. . .
Szybkim ruchem zdjąłem buty rzucając je byle gdzie, kompletnie ignorując, że jeden z nich wylądował przez przypadek na stole. Z równą niedbałością pozbywałem się i byłem pozbywany kolejnych części garderoby. I wtedy to kompletnie nie miało znaczenia czy lądują one na podłodze, na krześle, czy nawet i na lampie. . .
Na chwilę oderwał się ode mnie spoglądając mi w oczy, zupełnie jakby chciał spytać, czy tym razem nie jest wciąż za wcześnie. Ale zarówno on jak i ja wiedzieliśmy, że jesteśmy na to bardziej niż gotowi, więc jedyne co dostał w odpowiedzi to kolejny pełen pasji, namiętności i miłości pocałunek. Pchnąłem lekko drzwi po paru krokach czując jak oboje lądujemy na miękkim łóżku. Znowu przez całe moje ciało przeszedł dreszcz, a jego ciepły oddech na karku powodował, że momentami aż kręciło mi się w głowie.
Przyciągnąłem go do siebie ponownie wpijając się w jego usta i wplatając ręce w jego włosy kompletnie niszcząc resztki jego świątecznej fryzury. Ale jemu to wcale nie przeszkadzało, bo wydał z siebie cichy pomruk pogłębiając pocałunek. Miałem wrażenie, że te wszystkie uczucia towarzyszące mi od momentu, kiedy się poznaliśmy za chwilę zostaną w pełni uwolnione. . .

Leżałem wciąż czując jego szybkie bicie serca nawet nie zauważając, że jak na koniec grudnia przystało temperatura w pokoju była dość niska.
-Wesołych świąt, Matt.
-Wesołych. . .
Wyszeptał subtelnie, a ja musnąłem jego usta i ponownie położyłem głowę na jego klatce piersiowej. Leżeliśmy tak wtuleni w siebie, jeden obok drugiego, bliżej niż kiedykolwiek wcześniej nie mówiąc nic. Napawaliśmy się ta chwilą i tą niesamowitą bliskością z uśmiechem na ustach. Zupełnie jakby nie do końca dowierzając w to, co się dzisiaj stało. I jestem całkowicie pewien, że żaden z nas ani na chwilę nie pomyślał o wielkiej porażce jaką była kolacja w Graz.
Bo jak można by było myśleć o tym w takiej chwili?

Siedziałem nad powoli już stygnącą kawą czekając kiedy on wyjdzie z łazienki. Na samo wspomnienie tego, co się wczoraj stało przez całe moje ciało przechodziły dreszcze. Czekałem tak niecierpliwie zastanawiając się czy skoro nasz związek jest teraz na wyższym poziomie to nie wypadałoby wyjaśnić paru kwestii. A przede wszystkim tego mojego nieszczęsnego pocałunku z Andreasem. Bo chociaż minął już prawie miesiąc Matt wciąż w żaden sposób nie skomentował tej sprawy. Domyślałem się, że być może ma coś do powiedzenia, ale nie chce mnie ranić skoro i tak już mi wybaczył. No właśnie, przecież on nawet nie powiedział mi wprost, że mi wybacza.
Ale przecież. . . wrócił do mnie, wciąż traktuje mnie jak swojego chłopaka, zdecydował się wyznać rodzicom, że jest gejem i im mnie przedstawić i spędził ze mną cudowną noc, o jakiej nawet nie marzyłem. Czy robiłby to wszystko gdyby wciąż miał do mnie żal za tą jedną, głupią chwilę zapomnienia?
Po długim czekaniu usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi i chwilę później wszedł do kuchni siadając tuż naprzeciw mnie. Jego lekki zarost i mokre, zmierzwione włosy kontrastowały z pełnym powagi spojrzeniem. Podniósł wzrok delikatnie przygryzając wargę, a ja nie mam pojęcia czemu zaczynałem się obawiać, że jednak coś było nie tak. . .
-Tom, musimy chyba porozmawiać. Poważnie porozmawiać- na dźwięk tych słów serce zaczęło mi być jeszcze szybciej. Czy on. . ?
-. . . chodzi o wczorajszą noc?
W końcu wydusiłem to z siebie patrząc mu wprost w oczy. Zaczynałem się obawiać, że tym razem to on uważa, że chyba się trochę zapędziliśmy, a to wszystko było swoistym „pocieszeniem” za to, co stało się w domu jego rodziców. Może on inaczej to sobie wyobrażał? Może właśnie chciał żeby to wszystko potoczyło się tak jak w dzień moich urodzin? Przy romantycznym nastroju, kolacji i ciszy? Może wszystko zepsułem. . ?
-Nie, broń Boże- zaprzeczył szybko, a ja odetchnąłem z ulgą. Jak ja w ogóle mogłem myśleć, że było inaczej?- Wczorajsza noc była najwspanialsza w moim życiu. I był to najpiękniejszy prezent gwiazdkowy, jaki kiedykolwiek dostałem. . .- uśmiechnąłem się spuszczając głowę czując jak moje policzki prawie płoną, idiota- ale. . . To nie o to chodzi.
-Więc o co?
Powoli podniosłem wzrok zdając sobie sprawę, że ja tak naprawdę już nic z tego nie rozumiem. Jeśli to nie o wczorajszą noc chodziło to o co? Co było tak ważne, że musieliśmy o tym porozmawiać dzisiaj tu i teraz?
-Chodzi o tą wczorajszą kolację i moich rodziców. I sądzę, że jest parę kwestii, które musimy sobie raz na zawsze wyjaśnić, żeby więcej takich sytuacji nie było.
Spojrzałem na jego poważną twarz zdając sobie sprawę, że zabrzmiało to dość tajemniczo i groźnie. . . Przez chwilę próbowałem jakoś domyślić się co może być dokładnym tematem tej rozmowy, ale przez dłuższy czas nie przychodziło mi do głowy nic sensownego.
Lecz nagle w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka i przypomniała mi się scena tuż przed tym jak jego matka otworzyła nam drzwi. Doskonale pamiętam, że po tym jak spytałem, czy mam mówić im o swoim „drugim życiu” Matt zastanawiał się chwilę, a potem chciał coś powiedzieć, lecz było już za późno. A może. . . A może chciał wtedy poprosić, abym tego nie robił?
Bądź co bądź, dopóki nie wszedłem z nimi w polemikę na ten temat wszystko układało się nawet dobrze. Ojciec rzecz jasna nie sprawiał wrażenia zadowolonego z faktu, że jesteśmy razem, ale nie powstrzymywał się od opryskliwych komentarzy, a matka za wszelką cenę starała się w dalszym ciągu utrzymać miłą, świąteczną atmosferę. Gdy tylko usłyszała, że to ja jestem Conchitą jej uśmiech nie był już tak wyraźny, a ojciec Matta całkowicie wpadł w furię. I nie przejmowałbym się ani jednym złym słowem na mnie, gdyby nie to, że w pewnym momencie zaczął wykrzykiwać homofobiczne a nawet heteroseksistowskie komentarze obrażając nie tylko mnie, ale przede wszystkim swojego syna. Wyrzucił mu wszystkie żale jakie zbierały się w nim od czasu jego wyprowadzki kompletnie ignorując żonę, która próbowała go jakoś uspokoić. Padło bardzo wiele gorzkich słów, a nie tak to miało wyglądać. Przecież na początku zapowiadało się bardzo dobrze, a potem. . .
Cholera. Co jeśli ja wszystko zniszczyłem. . ?


5 komentarzy:

  1. No... Nawet nie wiem co powiedzieć .Podzielę może ten rozdział na dwa .Początek rozdziału jest genialny.Siedziałam uśmiechnięta przez kilka dobrych chwil.Początek naprawdę ci się udał. No to był by koniec pierwszej części.Wigilia cóż nie wiem zbytnio co o tym powiedzieć po prostu mnie wcięło ,zatkało nazywaj sobie to jak chcesz.Powiem ci zaciekawiłaś mnie końcówką .Ona ci się też bardzo dobrze udała.I dzięki niej nie mogę się szaleńczo doczekać następnego.Oczywiście rozdział jest jak zwykle genialny .Mówiłam ci już chyba kilka razy ,że genialnie piszesz.I mogę ci powiedzieć przeżyłam jak to nazwałaś "masakrę " i wcale tą masakrą nie była.Pisz szybko kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no chyba mam zawał ;) Wiesz co chciałam iść spać potem patrze o nowy rozdział no musiałam przeczytać :) ale nie no jestem pełna uznania.BRAWO!
    ~Julia M

    OdpowiedzUsuń
  3. I teraz to mnie kobieto zabiłaś *_____________*
    Uśmiałam się na początku jak nigdy. Te wszystkie cięte riposty Toma, o Boże haha ♥ Naprawdę genialne :D
    A potem ta kolacja.... Jeju, nie mogę uwierzyć, że Matthias w końcu to przyznał! Kurczę, tak bardzo nam się zmienił od początku tego opowiadania. . . Dorósł,zmądrzał, pogodził się z tym, kim jest i pokochał Toma ♥
    I wiem, że mówię to po raz 3567 i się już to robi pewnie nudne, ale- KOBIEEEETO, kocham jak ty to wszystko opisujesz! Jest trochę humorku, ale przede wszystkim są emocje!
    A apogeum (kurczę i teraz to nie wiem... A kto wie, może nas uraczysz czymś jeszcze lepszym..?) Twoim pisarskich możliwości oddania uczuć co, do joty to oczywiście wiadoma scena po powrocie do Wiednia...
    Miałam ci napisać, że to było GENIALNE, ale to chyba za mało.... Opisałaś to tak pięknie, wdzięcznie... Czuć było tą przeogromną miłość między tą dwójką i tą cudowną chemię unoszącą się w powietrzu. I nie rozumiem Twoich obaw, bo ani przez chwilę, powtórzę: ANI PRZEZ CHWILĘ nie powiało jak to nazwałaś "wulgarnością".
    Przecież seks i ta cała, jak to pięknie nazwałaś "bliskość fizyczna" to jest coś naturalnego i wpisanego w naturę człowieka, więc nie ma się co wstydzić kochana, że się o tym pisze ;)
    Zwłaszcza jeżeli się to opisuje tak pięknie jak ty. A naprawdę Martyś, zrobiłaś kawał BAARDZO DOBREJ roboty i w naprawdę bardzo ładny sposób pokazałaś urok tej bardzo ważnej i intymnej chwili.
    Było tak jak zawsze sobie to wyobrażałam: spontanicznie, emocjonalnie i choooooooolernie romantycznie. Te jego ciarki, ciepły oddech na karku, zawroty głowy...
    Opisałaś to IDEALNIE i trafiłaś w samo sendo (przynajmniej według mnie) tego aspektu. Tak właśnie powinien wyglądać i być opisany ten pierwszy raz....
    Więc co ja mogę dodać... Liczę, że takich scen z ich udziałem będzie więcej, bo heheh nie powiem rozbudziłaś moją ciekawość :D A piosenka idealnie wpasowała się we fragment. Akurat, gdy doszłam do kluczowego momentu Bill śpiewał "turn me on, turn me on".... ♥♥♥
    Cholera, miałam tutaj w ogóle się rozpisywać jaki to ten ojciec Matthiasa jest zły okropny i w ogóle i jak oni mogą tak brzydko na nich mówić, ale.... No co ja poradzę, że tym seksem kompletnie zmieniłaś mi nastrój?
    Jezu i jeszcze te piękne słowa Matta, o tym, że to był najpiękniejszy prezent gwiazdkowy w jego życiu.... Oj tak ♥ Czy Tom mógł mu oddać coś więcej niż samego siebie..?
    Siedzę i się rozpływam. I nie mogę się doczekać następnego rozdziału, mam nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży i wszystko sobie wyjaśnią....
    Jeju, liczę, że Matt się teraz nie wycofa.... Nie teraz, nie po TAKIEJ nocy... :o
    Hmm, chyba będę musiała poczekać trochę n odpowiedź.... Rozdziału możemy się spodziewać w weekend, prawda? ♥

    Milion całusów i duuuużo weny i twórz dalej takie cuda ( i TAKIE sceny :D )
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pobijam wszystkie rekody co do długości i obszerności komentarz, haha ♥
      Wybacz kochanie, że musisz to wszystko czytać, ale co ja poradzę, że po TAKIEJ lekturze aż się we mnie buzuje od emocji?
      Wiesz, że jesteś wspaniała ♥

      Usuń
    2. Haha ♥
      467 słów komentarza, to prawie 1/6 całego tego rozdziału haha ♥
      Aaaaaawwww ♥♥♥

      Usuń