-Będzie dobrze-
powiedziałem łapiąc Matthiasa za rękę. Ten spojrzał na mnie
uśmiechając się niewyraźnie.
Pamiętam jego
reakcję, gdy zaproponowałem mu przyjazd tutaj. Zdawało mi się
wtedy, że na jego twarzy była niechęć a kłótnie i krzyki tylko
to potwierdzały. Nawet przez ułamek sekundy w mojej głowie
zapaliła się mała czerwona lampka. Dlaczego aż tak nie chce tu
przyjeżdżać?
Odchodziłem od
zmysłów próbując przez dobre kilka dni jakoś do niego dotrzeć.
Ale za każdym razem gdy tylko zaczynałem temat Matthias od razu
robił się drażliwy i wychodził, a w najgorszym wypadku dochodziło
między nami do wielkiej awantury.
Nie uważałem tego
faktu za błahostkę, bo to musiało o czymś świadczyć. Nie
traktowałem naszego związku jak małżeństwa z wieloletnim stażem,
ale nie byliśmy też parą smarkaczy umawiającymi się bez
większego zaangażowania i emocji. Tworzyliśmy raczej trwały
związek, opierający się na jakiś zasadach, które wydaje mi się,
że były oczywiste dla nas obojga, mimo że nigdy ich nie
ustalaliśmy.
Ale oboje dobrze
wiedzieliśmy, że pisząc się na to robimy duży krok. I chociaż
sytuacja była nieco prostsza, bo już mieszkaliśmy razem, to jednak
musieliśmy się powoli przyzwyczaić, że to „razem” od dzisiaj
nabierze nieco innego znaczenia. Będziemy powoli wprowadzać ten
związek na wyższe poziomy. Zaczniemy razem spać, razem spędzać
urodziny, razem bawić się w Sylwestra, razem spędzać święta...
I ja powoli się na to przygotowywałem. Dlatego byłem zdziwiony, że
propozycja „Powinieneś poznać moich rodziców” wywołała aż
tak wielkie oburzenie u niego.
Ale po kilku dniach,
gdy wreszcie Matthias zdecydował się powiedzieć mi prawdę
wszystko stało się jasne. Jak mogłem po raz kolejny nie wziąć
pod uwagę faktu, że takie wyznanie może być dla niego za trudne?
Teraz tak naprawdę
zrozumiałem dlaczego proszenie go, o to aby razem ze mną pojechał
do moich rodziców, abym wreszcie mógł im wyznać kim jestem
stawiało go w dość... niezręcznej sytuacji.
Przecież skoro ja
zdecydowałem się ujawnić przed rodzicami i przedstawić im mojego
partnera... on powinien zrobić to samo. A doskonale wiedziałem, że
tego się bał najbardziej...
Ale będziemy
musieli jakoś przez to przejść. Razem.
Na krótko poczułem
jego ciepłe usta na swoich po czym oboje wysiedliśmy z auta.
Rozejrzałem się dookoła biorąc głęboki wdech. Chociaż kochałem
Wiedeń ponad życie, bardzo stęskniłem się za rodzinnymi
stronami, pięknym widokiem Alp i tym rześkim powietrzem. Nie ma to
jak w domu..?
Będąc już
zaledwie kilkanaście metrów od drzwi frontowych miałem ogromną
ochotę zawrócić i po prostu stamtąd uciec. Doskonale pamiętałem
jak szybko stałem się obiektem drwin i głupich żartów całej
mojej szkoły. Ale nie mogłem winić za to rówieśników, oni
jedynie bezmyślnie powtarzali to, co mówili wszyscy w mieście.
Było mi tak ogromnie wstyd, bałem się wyjść do szkoły czy nawet
na ulicę. Najchętniej to zamknąłbym się we własnym pokoju i
spędził tam resztę tego koszmarnego dzieciństwa. Jednak mama
przekonywała mnie próbując jakoś pocieszyć i mówiła, że nie
powinienem się przejmować bzdurami, które mówią na mój temat.
Więc... Jak mogłem jej spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć, że
to wcale nie są bzdury..? Że to wszystko, co mówią na mój temat to prawda..? Że nic sobie nie wymyślili..?
Wtedy po prostu
stchórzyłem. A gdy moja mama tłumaczyła znajomym i rodzinie, że
te wszystkie plotki na mój temat są nieprawdziwe i to tylko głupie
żarty dzieci nie zaprzeczyłem temu. No bo przecież tak będzie
lepiej... Teraz wiem, że to było najgorsze, co mogłem zrobić i
wreszcie nadszedł czas kiedy muszę stanąć z nimi twarzą w twarz
i przyznać się biorąc na siebie wszystkie konsekwencje. Ale
przecież na tym polega życie dorosłych, prawda..?
-No nareszcie
jesteście! Wchodźcie i się rozbierajcie. Obiad za chwilę będzie.
Serce biło mi jak
oszalałe, a ręce trzęsły jak u paralityka. Szybkim ruchem
zatrzymałem Matthiasa łapiąc za rękę zmuszając, aby ten
odwrócił się i spojrzał na mnie.
-Kocham cię
Wyszeptałem po czym
na krótko zatopiłem się w jego ustach. Po prostu musiałem mu to
powiedzieć. Musiał wiedzieć, że niezależnie od tego, co się
dzisiaj stanie to się nie zmieni. To się nigdy nie zmieni...
-Tak więc yyyy.
Poznajcie Matthiasa. Mamo, pamiętasz? Mówiłem Ci o nim. To fryzjer
i mój współlokator
-Dzień dobry, pani
Helgo-przywitał się szarmancko całując dłoń mojej matki i
wręczając jej bukiet róż. Pff, lizus...
-Ojej, nie trzeba
było!- zarumieniła się odbierając od niego kwiaty- I mów mi
Helga, chyba nie jestem aż tak stara?- zaśmiała się widząc jego
lekko zdezorientowaną minę
-Ej, co zrobiłem
nie tak?- spytał się cicho z autentycznym zmartwieniem w głosie
-Nic, barania głowo,
nic- zachichotałem siadając do stołu, na co ten tylko prychnął
zajmując miejsce koło mnie.
Popołudnie mijało
bardzo szybko, chwilami miałem nawet wrażenie, że za szybko.
Atmosfera była wyśmienita, wszyscy się śmialiśmy chociaż gdy
rodzice zaczynali opowiadać wstydliwe historie z mojego dzieciństwa
miałem ochotę ich udusić gołymi rękoma.
Wciąż czekałem na
jakiś odpowiedni moment, żeby im w końcu powiedzieć. Ale gdy
tylko wyczułem, że już czas i zbierałem myśli w głowie oni
szybko zmieniali temat.
Matthias opowiadał
o swoich rodzicach i o dniu, w którym go poznałem a nagle moja
matka zadała pytanie, którego żaden z nas chyba się nie
spodziewał...
-Wy jesteście
razem?
Matt zaczął
krztusić się sokiem, a ja za wszelką cenę próbowałem jakoś
uratować tą beznadziejną sytuację. ,,Zdemaskowani przez matkę”-
brzmi dość... groźnie.
-Że co?
Brawo Thomas, brawo.
Za to jakże subtelne wyrażenie zdziwienia dostajesz złoty medal i
100 punktów do następnego. Po prostu mistrzostwo robienia z siebie
idioty. Miałem ochotę palnąć sobie w łeb za tak kretyńską
reakcję. No ale... W sumie, to co ja miałem jej powiedzieć?
-Tom, no już nie
wygłupiaj się- ni stąd ni zowąd odezwał się mój ojciec, a ja
już kompletnie nie wiedziałem, co mam zrobić. A milczenie
Matthiasa w żaden sposób mi nie pomagało...
-Czyli miałam
rację. Kochanie, nie mogłeś tak od razu powiedzieć? A nie
urządzać jakieś szopki i próbować to ukryć. Może i ja stara
jestem, ale jeszcze nie aż tak ślepa
Widząc jej uśmiech
zdałem sobie sprawę, że ona już od dawna się tego domyślała.
Jak ja mogłem sądzić, że uda mi się to przed nimi ukryć? Przed
własnymi rodzicami?
-Ale... Skąd wiesz?
Przecież my...
Nawet nie umiałem
ująć w słowa swojego zdziwienia. Starałem się zachować jak
największe pozory normalności, a ona mimo to i tak nas dokładnie
rozszyfrowała. Jakim cudem?
-Kochanie, będziecie
kiedyś mieli dzieci to zrozumiecie. Takie rzeczy się po prostu
czuje- uśmiechnęła się do nas obojga
-Ale... to wy nie
macie nic przeciwko?- spytałem niepewnie patrząc na nich. Tak
bardzo bałem się tego, co za chwilę usłyszę. Nie chciałem, aby
rodzice mnie nie akceptowali chociaż z drugiej strony nie mogłem
ich do tego w żaden sposób zmusić. Ale tak bardzo nie chciałem
ich stracić...
-Na Boga, a czemu
mamy mieć coś przeciwko?! Synu, przecież wiesz, że my z matką
kochamy Cię najbardziej na świecie. Chociaż... Jak widać mamy już
konkurenta- zaśmiał się spoglądając na Matthiasa- I chcemy
tylko, żebyś był szczęśliwy. A gołym okiem widać, że tak
jest- poczułem jak ciepła ręka Matta wplata się w moją.
Odwróciłem się w jego stronę i ujrzałem najpiękniejszy uśmiech
na świecie. Na chwilę zatonąłem w jego oczach kompletnie nie
zwracając uwagi, na to co się dzieje dookoła.
-Ja już zaniosę te
naczynia, a wy... Wy tu możecie spokojnie się całować-
uśmiechnęła się do nas wychodząc z pokoju. Zaśmiałem się pod
nosem i przyciągnąłem go do siebie całując czule.
-Ja jej pomogę-
wymruczałem cicho odrywając się od niego zgarniając ze stołu
puste półmiski.
Wchodząc zobaczyłem
mamę opartą o zlew. Uśmiechała się do mnie promieniście jeszcze
bardziej utwierdzając mnie w przekonaniu, że jest po prostu
cudowna.
-Tom, naprawdę
bardzo się cieszę. Matthias to bardzo miły i... dobry chłopak.
-Wiem, mamo
-I... naprawdę
bardzo mocno cię kocha. A uwierz mi, ja znam się na tym i potrafię
bardzo dobrze określić, czy ktoś jest w kimś zakochany, czy nie.
A ten chłopak jest w tobie zakochany... Do szaleństwa zakochany!
Na mojej twarzy
pojawił się szeroki uśmiech. Nigdy nie sądziłem, że ktoś może
mnie aż tak bardzo uszczęśliwić robiąc tak niewiele.
A Matthiasowi się
to udało. Po prostu był przy mnie. I kochał. Nie mogłem prosić o
więcej. Nie musiałem prosić o więcej...
Wiedziałem, że
jeśli jest na tej Ziemi osoba, z którą mógłbym spędzić resztę
życia to jest to właśnie on. Dlatego tak bardzo cieszyłem się,
że rodzice cieszą się moim szczęściem.
Teraz na myśl o
tym, że bałem się, że mogą mnie nie zaakceptować śmiałem się
nie mogąc uwierzyć, że takie coś mogło mi w ogóle przyjść do
głowy. Moi rodzice są najwspanialsi na świecie i jestem im
naprawdę ogromnie wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobili. Dla
mnie są bohaterami. Absolutnymi bohaterami...
Zawsze dawali mi
dobry przykład ucząc, co jest w życiu najważniejsze. Powtarzali,
że na wszystko w życiu trzeba sobie ciężko zapracować i nawet
jak coś spadnie nam z nieba, to musimy udowodnić, że
zasługiwaliśmy na ten prezent od losu.
Nie ma nawet słów,
żebym mógł opisać jak wiele im zawdzięczam. I mogę tylko
obiecać sobie, że gdy pewnego dnia będę miał własne dzieci...
no powiedzmy, że własne... to postaram się być równie dobrym
rodzicem, jakimi oni byli oboje. Chociaż nie wiem, czy będę w
stanie im kiedykolwiek dorównać...
-Idę!- krzyknąłem
słysząc donośne pukanie do drzwi. Nie wiem, kto to jest, ale musi
być bardzo zdeterminowany... Czy on oszalał?
Szybkim ruchem
otworzyłem je, nawet nie sprawdzając kto za nimi stoi.
-Cześć- powiedział
z lekkim uśmiechem jak gdyby nigdy nic. Jak byśmy byli starymi
znajomymi, a on właśnie wrócił z długiej podróży i postanowił
mnie odwiedzić.
Tylko, że on jest
ostatnią osobą, z którą chciałbym rozmawiać.
-I ty jeszcze masz
czelność tu przychodzić?!
Nie potrafiłem i
nawet nie próbowałem ukryć swojej złości. Jakim prawem on tu
jeszcze przychodzi? Mało mu? Nie wystarczy mu, że prawie kompletnie
zrujnował moje życie?
Nie wystarczy mu, że
doprowadził mnie na kompletne dno, a którego ledwo co się
pozbierałem?
Czego on jeszcze ode
mnie chce do jasnej cholery?!
-Ja wiem, że to
zabrzmi idiotycznie- spuścił głowę zupełnie tak, jakby się
czegoś wstydził. W sumie, ma się czego wstydzić...- Okej,
przyznaję, nie zachowałem się fair... Dobra, zachowałem się jak
ostatni skurwiel, ale... Ale co ja poradzę, że mi ciebie tak bardzo
brakuje. Ja...
Miałem wrażenie
jakbym się przesłyszał. On sobie robi ze mnie żarty? Czy już
kompletnie zwariował? On za mną tęskni? On? Po tym wszystkim, co
mi zrobił nagle zaczęło mu mnie brakować?
-O czym ty mówisz?
Człowieku, czy ty wiesz co ja przez ciebie przeszedłem? Wiesz jak
bardzo mnie zraniłeś? Wiesz, że ja się prawie przez Ciebie
zabiłem?!
Nie mogłem już się
pohamować. Całą złość, która siedziała we mnie od naszego
,,rozstania”, przelałem w tej chwili na niego. Bo sobie na to
zasłużył. Bardzo zasłużył... Ale gdy zobaczyłem, że Andreas
zaczyna płakać poczułem się nieco zdezorientowany.
Czy to kolejna jego
gierka mająca na celu zmiękczenie mojego serca, a może coś się
naprawdę zmieniło..?
-Ja... Ja
potrzebowałem wiele czasu, żeby sobie to uświadomić. Wiem, że
cię zraniłem i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Miała być
zabawa i śmiech, ale... Ale stało się coś, czego nie
przewidziałem. I gdybyś przeze mnie coś sobie zrobił to nie
wybaczyłbym sobie tego do końca swojego życia... Bo pojawiło się
we mnie takie uczucie, którego już nie umiem ukryć... Kocham cię-
w jego głosie było coś, co sprawiało wrażenie, że słowa te
pochodzą naprawdę z głębi serca. Nie mogłem uwierzyć w to, co
właśnie usłyszałem... Ale jeszcze większe było moje zdziwienie,
gdy Andreas tuż po wypowiedzeniu tych słów przyciągnął mnie do
siebie i pocałował.
Na chwilę znowu się
zapomniałem, a całe ciało przeszedł dreszcz. Nie mam pojęcia
dlaczego go nie odepchnąłem. Chociaż tak bardzo chciałem to
zrobić. Po prostu kompletnie straciłem rozum w pełni oddając się
jego pocałunkowi. Wtedy nie liczyłem się z niczym, zupełnie tak
jakby cały świat przestał mieć znaczenie, jakby w ogóle przestał
istnieć... Gdy oderwałem się od ust Andreasa
i otworzyłem oczy
zobaczyłem stojącego za nim Matthiasa. Stał może dwa metry dalej
nie mówiąc nic. I nawet nie musiał nic mówić, bo z jego miny
można było odczytać wszystko.
A ja już
wiedziałem, że właśnie popełniłem największy błąd swojego
życia. Błąd, za który przyjdzie mi słono zapłacić...
Nie co się stało co za zwrot akcji O.o tego to się nie spodziewałam. Zabiłaś mnie tym. Teraz czekam z niecierpliwieniem na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńJa cię kręcę teraz to mnie zaskoczyłaś .Co za zwrot akcji! Nie spodziewałam się tego w ogóle ,że po tym co zrobił w ogóle zajrzy do niego i reakcja Tom'a na Andreas'a.Siedzę z otwartą buzią bo nie mogę w to uwierzyć .Teraz to po prostu nie mogę się doczekać następnego rozdziału.Tom popełnił jakiś błąd teraz pewnie przyjdzie mu za to zapłacić .Jaka to będzie cena ? Jak wiele może stracić myślę ,że bardzo wiele .Zżera mnie ciekawość więc pisz szybko następny! Zaczęłam czytać twój rozdział słuchając Aerosmith co było bardzo dobrym pomysłem.Pisz szybko następny bo już nie mogę się doczekać!
OdpowiedzUsuńBoże kobieeeeeeto!!!
OdpowiedzUsuńNajpierw rozwaliłaś mnie kompletnie tą słodkością( i bardzo śmiesznymi fragmentami :D ) a potem... a potem TO!
W życiu nie spodziewałabym się, że on wróci i to jeszcze z takim czymś!
Wygląda na to, że znowu nieźle namieszał, a Tom ma kłopoty...
Kurczę, nie mogę się doczekać 14 i jestem cholernie ciekawa, co z tego wyniknie...
Mam nadzieję, że Tom podejmie dobrą decyzję... i mam nadzieję, że Matthias mu wybaczy... bo wybaczy, prawda?
...
Buziaki i czekam na next :*
Aga
Hehe :3
UsuńNie wiem, nie wiem... ♥
Jeżeli można w ogóle powiedzieć, że istnieje takie coś jak pozytywy komentowania rozdziałów z opóźnieniem, to bez dwóch zdań byłby to fakt, że następny rozdział już jest i nie muszę czekać na niego tylko od razu zabieram się za czytanie :D
OdpowiedzUsuń(oczywiście zabiłaś mnie końcówką) Ale mimo to, ja myślę, że sytuacja nie jest aż tak beznadziejna... Okej, głupio wyszło, że Matthias to widział ( ogólnie głupio wyszło, że do tego pocałunku doszło...), ale... czy to w ogóle można podciągnąć pod "zdradę"?
Ja poniekąd wiem jak to jest znaleźć się w takiej sytuacji jak Tom (no, może nie dosłownie takiej) i wiem, że wtedy człowiek kompletnie głupieje. Stoi jak wryty niezbyt wiedząc, co ma zrobić.
I można mówić, że powinien go odepchnąć, zwyzywać i wyrzucić z mieszkania zanim w ogóle do czegokolwiek by doszło...
Ale prawda jest taka, że wtedy mało się myśli nad tym. Ba, w ogóle się nad niczym nie myśli...
Chociaż, nie próbuję nawet negować faktu, że Matthiasa mogło (ba, powinno!) to zaboleć. Bo jak się kogoś kocha najmocniej na świecie to na samą myśl o tej osobie z inną serce się kraje... (a już zwłaszcza jak to Andreas, który tak bardzo skrzywdził Toma).
Ale się kogoś kocha najmocniej na świecie, to się wybacza... Wybacza chociaż może nie do końca jest się w stanie na nowo w pełni zaufać tej drugiej osobie...
Dlatego mam nadzieję, że w tym przypadku wszystko potoczy się lepiej.
Kurczę, piszę tak jakby to, że Tom i Matthias będą razem było czymś oczywistym a przecież z Tobą cholero mała kochana nic nie wiadomo!
Mamy za sobą 13 rozdziałów, a ty już doprowadzałaś nas do ataku śmiechu, przeciągłego "awww" i rozmiękczenia serducha, płaczu rzewnymi łzami, momentami nawet do zawału serca.
I zrobiłaś nam kompletną wodę z mózgu. Bo tak- wchodzę sobie i myślę, a będzie to, albo tamto.. A tutaj zastaje co? coś, czego KOMPLETNIE się nie spodziewałam!
I siedzę tak z rozdziawioną paszczą i z jednej strony ubóstwiam Cię, za to, że nie tworzysz banalnego kiczu, a z drugiej mam ochotę Cię udusić, bo przecież "było tak pięknie"! ♥
I jak to inaczej wytłumaczyć, jak nie Twoim geniuszem? No jak?
Ech i ogólnie to Cię nienawidzę, bo jestem w kompletnej rozsypce emocjonalnej przez Ciebie.. ♥♥♥
Dzięki za to cudowne opowiadanie i za tą pasję i emocje, które wkładasz w każdy rozdział, każde najkrótsze zdanie, każde pojedyncze słowo... (a uwierz mi Twa praca nie idzie na marne, oj nie idzie!)
Matko Bosko, prawie na śmierć bym zapomniała, że absolutnie kooooooocham Cię za tę najcudowniejszą piosenkę pod słońcem ♥
Nie dość, że absolutnie się w niej zakochałam, to jeszcze tak pięknie pasowała do tego rozdziału ubarwiając pięknie to wszystko i dodając odpowiedni nastrój i kostium dla wydarzeń i emocji. FABULOUS ♥
Boże, ja się rozpisałam, a Ty pewnie nie masz już siły tego czytać haha!
I muszę dodać jeszcze tylko jedno, bo niestety nikt o tym wcześniej nie wspomniał: oczywiście, wszyscy kochamy Cię za to cudowne opowiadanie i za Twój talent i normalnie chyba Ci fanklub i stronę na Fejsbusiu założymy, ale...
Chcę, żebyś wiedziała, że naprawdę BARDZO doceniam cały Twój trud i czas, który wkładasz w tego bloga. Zawsze starasz się, żeby wszystko było idealne (i chwała Ci za to!). Wprowadzasz dużo uśmiechu (no dobra i trochę łez, ale przecież to nic złego) w ten mój dzionek i naprawdę wielkie Ci za to dzięki.
Jesteś uroczą osóbką: nie dość, że tak pięknie utalentowaną (nie żeby można było być brzydko utalentowaną... dobra, pomiń to) to do tego tak miłą, ciepłą, serdeczną i mądrą.
I żałuję tylko, że nie znam Cię osobiście...
Dobra, bo zaraz mi się tutaj rozkleisz (i ja też) tak więc; Koń waści, łez oszczędź!
Umieram z ciekawości, co się wydarzy dalej (chociaż mam pewne podejrzenia aaaale, zachowam je dla siebie :)) ale wiem, że mogę spać spokojnie, bo cokolwiek nie wymyślisz, będzie cudowne ♥
Pozdrawiam :*
jeeeeeeeeeeju dziękuję pięknie ♥
UsuńTak długi i obszerny komentarz, dzięki wielkie ♥
Że Cię ręka nie bolała :p
Naprawdę jeszcze raz: wielkie dzięki ♥
DZIĘKI WAM WSZYSTKIM ZA TO, ŻE JESTEŚCIE I DO TEGO, TACY KOOOOCHANI ♥