Zgadzając się na
propozycję Matthiasa nie miałem pojęcia, że ów wizyta odbędzie
się akurat w dzień Wigilii Bożego Narodzenia. Poznanie rodziców
swojego partnera to już wielkie wydarzenie. A co dopiero spędzenie
z nimi świąt...
Widziałem jak
bardzo on przejmował się tym wszystkim. Biegał po sklepach za
jakimiś upominkami, nawet próbował przygotować niektóre dania
świąteczne. Zupełnie tak, jakby miał tym „wykupić” łaskę i
błogosławieństwo swoich rodziców. Mimo wszystko myślę, że
panikował, bo przecież chce im tylko przedstawić swojego chłopaka,
a nie męża i ojca własnych dzieci. Znaczy. . . Dobra, to ostatnie
można pominąć. . .
Myślę, że nie
byłby aż tak przestraszony i zmartwiony, gdyby wcześniej wyznał
swoim rodzicom prawdę. I nawet jeśli w przypadku moich rodziców
oni od razu domyślili się wszystkiego sądzę, że chociaż w tym
przypadku mogą to zauważyć równie szybko, to na wybuch euforii
raczej nie należałoby liczyć.
I wiem, że w tym
momencie zakładałem coś z góry, tak naprawdę nie znając jego
rodziców, ale. . . Już po pierwszym spotkaniu i opowieści o
studiach prawniczych wiedziałem, że to nie są rodzice tak
wspierający jak moi. Dodatkowo jego ojciec ma bardzo wybuchowy
charakter, boję się, że może powiedzieć zbyt dużo i zbyt
głośno. . . Ale najbardziej martwię się o Matthiasa. Bo chociaż
wiem, że stara się mi udowodnić jak tylko może, że jest
samodzielny i pewny tego, co robi, to jednak ja wciąż nie mam
pewności, czy zniósłby odrzucenie rodziców. . .
I nie mogę mieć mu
za złe tego strachu przed tym, co będzie, bo sam nie jestem sobie w
stanie wyobrazić jak ja zareagowałbym na coś takiego.
Po prostu nie mogłem
patrzeć na te jego trzęsące się ręce i zagubienie w oczach.
Doskonale pamiętam, że przed wizytą u moich rodziców też się
denerwował. Więc może. . . on po prostu musi wszystko bardzo
przeżywać? Niby widzę przez to, że mu bardzo zależy na tym
wszystkim i wiem, że chciałby żeby wszystko było idealnie, ale. .
. Oboje wiemy, że nie wszystko takie będzie. I nie chodzi tutaj o
to, żeby z góry skazywać nas na porażkę, tylko po prostu należy
się przygotować na każdą ewentualność. . . Jeśli mnie polubią
i zaakceptują nasz związek to świetnie! A jeśli nie, to przecież
nie będzie koniec świata. Chociaż dla Matta na pewno byłoby to
bolesnym doświadczeniem.
Gdyby tylko było
coś, co mógłbym zrobić. . . Wiedziałem, że widząc go
cierpiącego również nie mógłbym cieszyć się z niczego. Ale, co
ja tak naprawdę mogę?
Jedyne co mogę, a
nawet muszę zrobić, to pokazać się jego rodzicom z jak najlepszej
strony. Nie chodzi, żeby udawać idealnego, ale nie trzeba od razu
pokazywać wszystkich swoich wad. Bynajmniej, nie wypada jeśli się
chce zrobić dobre wrażenie. A ponoć to pierwsze zostaje w naszej
podświadomości na długo. . .
I znowu dopadły
mnie myśli, jak rozwiązać sprawę z Conchitą. Powinienem im mówić
tak od razu, na pierwszym spotkaniu? Co jeśli uznają mnie za
jakiegoś czubka? Powiedzą, że kompletnie zwariowałem i mam zły
wpływ na ich syna. Nie, tego nie chcę. . .
A z kolei jeśli
zacznę ukrywać przed nimi ten fakt to przecież nie mogę tego
robić w nieskończoność. Prędzej czy później dowiedzą się
prawdy, a wtedy mogą się poczuć urażeni, że nie poinformowałem
ich o tym wcześniej. Albo uznają mnie za czubka.
I nie wiem, która z
tych opcji jest gorsza. . . Bardzo nie chciałbym zawieść
Matthiasa. Ale czy w ogóle mam na to jakikolwiek wpływ. . ?
-Boże, człowieku,
na co ci tyle tych toreb?
Widok Matthiasa
obładowanego prostokątnymi torbami był dość uroczy i zabawny,
nie powiem. Wyglądał jakby się gdzieś wybierał na co najmniej
miesiąc. Chryste, nawet ja tyle nie biorę jak wylatuję służbowo
na dzień. . . Dobra, na dwa. Zaraz. . . to jest kaczka? Na miłość
boską, po co mu na Wigilię KACZKA?
-Matt, ja nie chcę
Cię martwić, ale to jest Wigilia, a nie Święto Dziękczynienia
dla Ubogich. . .
-Wiem, że to
Wigilia, skarbie- zaakcentował ostatnie słowo z ironicznym
uśmiechem na twarzy. Bardzo śmieszne, kotku, baaardzo.
-Więc możesz mi
wyjaśnić po co ci do cholery kaczka?
-No, żeby zrobić
pieczeń na kolację Wigilijną? Tom, ja wiem, że w tych okolicach
króluje karp, ale uwierz mi- nie ma nikogo w Graz u kogo na
dwudziestego czwartego grudnia na stole nie pojawiłaby się
tradycyjna pieczeń z kaczki. . .Poza tym, wziąłem jeszcze parę
innych drobiazgów. . .
Czy on właśnie
nazwał cztery torby wypchane niemalże po brzegi „paroma
drobiazgami”? Muszę to sobie koniecznie gdzieś zapisać, na
wypadek jakby kiedyś znowu zaczął marudzić na wszystkie moje
ubrania, peruki i inne „niezbędne kobiece akcesoria”, którymi
jest zawalona połowa naszej sypialni.
-To co, jedziemy?
-Jedziemy. . .
A mieliśmy jakieś
wyjście?
Jeżeli wcześniej
myślałem, że nie będę w ogóle zestresowany to byłem w błędzie.
I to ogromnym błędzie. . . Z każdym kolejnym przejechanym
kilometrem serce biło mi coraz szybciej, a przez głowę
przechodziły chyba najgorsze scenariusze z możliwych. Niech żyje
zawsze niezawodna siła pozytywnego myślenia!
Tak bardzo chciałem
wypaść dobrze przed jego rodzicami. I nie tyle dla siebie, co po
prostu dla niego. Nie chciałem go zawieść. Nie mogłem go zawieść
ponownie. . .
Spojrzałem na
wielki dom z ogrodem pod nosem uśmiechając się na wspomnienie tego
czerwcowego wieczora. . .
-Wiesz. . . Gdy się
poznaliśmy w ogóle nie sądziłem, że zaledwie pół roku później
powrócę tutaj jako twój chłopak.
-Uwierz mi, ja tym
bardziej- jego niebieskie oczy wpatrzone były we mnie, a ja miałem
wrażenie jakbym zaczął w nich tonąć. Powoli przybliżył swoją
twarz do mojej kładąc ciepłą rękę na moim policzku.
-Matt, zauważą-
wyszeptałem w obawie. Jednak on zdawał się kompletnie nie przejąć
tym faktem, bo odpowiedział tylko „To niech zauważą” po czym
pocałował mnie tak, że na chwilę kompletnie zapomniałem o bożym
świecie.
Szybko oderwał się
ode mnie wychodząc z samochodu. Podszedłem do bagażnika wyjmując
część znajdujących się ta toreb i dopiero wtedy do mnie dotarło,
że już nie ma odwrotu, już nie ma dokąd uciec.
A mnie naprawdę
zaczynały zżerać nerwy. Byłem kompletnie rozbity i wciąż nie
mogłem podjąć decyzji czy mówienie im o Conchicie jest dobrym
pomysłem. Ale czy w tym wypadku w ogóle cokolwiek można nazwać
„dobrym pomysłem”? Musiałem zaryzykować i tak naprawdę
strzelać w ciemno. I niezależnie od tego, jakie będą tego
konsekwencje, będę musiał się z nimi pogodzić.
-Matt, mówić im?
Był moją ostatnią
deską ratunku. Spojrzałem na niego błagalnie, licząc na prostą i
treściwą odpowiedź, która mogłaby mi pomóc. Przynajmniej
wiedziałbym, że wina jest po obu stronach.
Widziałem jak przez
chwilę się waha, odwrócił się w moją stronę chcąc coś
powiedzieć, lecz zanim zaczął otworzyły się przed nami drzwi i
ujrzałem stojącą w nich kobietę w eleganckiej długiej sukni z
delikatnymi rumieńcami na policzku skrzętnie przysłoniętymi
warstwą pudru.
Po chwili ocknąłem
się witając z nią i, jak na dżentelmena przystało całując w
rękę. Uśmiechnęła się jakby lekko zawstydzona i uścisnęła
syna zapraszając nas do środka.
Rozejrzałem się
dookoła zauważając, że niewiele się zmieniło od kiedy pierwszy
i ostatni raz się tu pojawiłem.
Nerwowo poprawiłem
koszulę i muszkę, których za często nie miałem zwyczaju
zakładać. Poczułem jak jego dłoń delikatnie otarła się o moją
i automatycznie podniosłem wzrok. Matt spojrzał na mnie zupełnie
tak, jakby chciał mnie jakoś uspokoić i zapewnić, że wszystko
będzie dobrze. To zabawne. . . Jeszcze nie tak dawno temu to on był
na moim miejscu, a ja pełniłem rolę „pocieszyciela”. Ale na
każdego przychodzi jego kolej.
Wszedłem do salonu
i pierwszym, co rzuciło mi się w oczy była gigantycznych rozmiarów
choinka
i wielki, okrągły
stół zastawiony apetycznie pachnącymi i wyglądającymi daniami. W
zasadzie cały pokój pełen był drobnych ozdób i girland. Na
kominku starannie ułożone były zdjęcia w dużych eleganckich
czarnych ramkach. Podszedłem bliżej biorąc do ręki jedno z nich.
-To ja z siostrą na
obozie. Miałem wtedy może z 13 lat, a ona 17- stał tuż za mną
uśmiechając się delikatnie
-Twoja siostra była
bardzo piękna- powiedziałem niepewnie przez chwilę zastanawiając
się, czy nie popełniłem jakiegoś wielkiego faux-pas takim
komentarzem.
-Tak, była bardzo
miła i zawsze mogłem z nią o wszystkim porozmawiać. Bardzo mi jej
brakuje. . .
Przymknął oczy
zupełnie tak, jakby chciał ochłonąć, żeby nie wybuchnąć
płaczem. Bez chwili zawahania przytuliłem go mocno do siebie mając
kompletnie za nic to, że jego rodzice siedzieli tuż obok.
-Zapraszamy do
stołu.
Szybko zająłem
miejsce obok Matta naprzeciwko jego mamy widząc srogi i nieprzyjazny
wzrok jego ojca. Byłem w stu procentach pewny, że jeśli jego wzrok
mógłby zabijać, to już dawno leżałbym tu martwy.
Czy ja mówiłem
wcześniej coś o dobrym pierwszym wrażeniu. . ?
-Mamo, tato. . . Bo
właściwie to chciałbym wam wyjaśnić pewną bardzo ważną
kwestię- zaczął gdy już kolacja zbliżała się ku końcowi. Czy
on właśnie chce im powiedzieć, że. . ?- Bo nie wszystko jest tak,
jak myślicie. Jestem gejem, a Tom to więcej niż mój przyjaciel,
bo chłopak- ostatnie zdanie wypowiedział tak szybko, że sam przez
chwilę musiałem się zastanowić nad tym, co powiedział. Poczułem
jak delikatnie łapie moją dłoń pod stołem zupełnie jakby chciał
jakoś siebie udobruchać. Chociaż lekko denerwowałem się jaka
będzie ich reakcja w głębi duszy byłem bardzo dumny z Matthiasa,
że w końcu powiedział im wszystko, o czym już dawno powinni
wiedzieć. Naprawdę byłem dumny. . .
-Słucham?!
Matka Matta rzuciła
mężowi pełne grozy spojrzenie po chwili odwracając się do nas z
lekkim uśmiechem.
-No cóż, trochę
nas zaskoczyłeś synu. . . Ale mimo wszystko bardzo się cieszymy,
że nam o tym powiedziałeś i przedstawiłeś Toma. . . Prawda,
kochanie? - ponownie odwróciła się w stronę męża trącając go
lekko łokciem. Ten tylko naburmuszył się jeszcze bardziej nie
mówiąc nic- To powiedz nam, Thomas. . . Czym się zajmujesz, jak
się poznaliście?
Omal nie
zakrztusiłem się herbatą gdy usłyszałem to pytanie. Odwróciłem
delikatnie głowę rzucając Mattowi pełne przerażenia spojrzenie.
-Tom jest artystą.
Piosenkarzem i projektantem- byłem ogromnie wdzięczny Matthiasowi,
że wziął to na siebie, bo sam nie mam bladego pojęcia, co miałbym
jej odpowiedzieć
-O, piosenkarzem? A
mógłbyś nam coś zaśpiewać? Jestem bardzo ciekawa twojego głosu.
Odchrząknąłem
lekko przez chwilę obawiając się, że w jakiś sposób rozpoznają
mój głos. . . Ale i tak jest już za późno. . .
-Stille Nacht,
Heil'ge Nacht, Alles schläft; einsam wacht Nur das traute hoch
heilige Paar Holder Knab' im lockigen Haar, Schlafe in himmlischer
Ruh. . .
-Widzisz, Stefan, a
ty mówiłeś, że w Austrii nie ma żadnych talentów, a tu proszę!
Bliżej niż myślałeś!
-A daj mi spokój! A
jak mam inaczej myśleć jak u nas albo jakieś wyjce, albo raperzy
albo jacyś psychopaci myślący, że są babą i jak nie zgolą
brody to będą sławni. Żenada kompletna.
-I tu się z panem
nie zgodzę. Po pierwsze znam wielu bardzo dobrych austriackich
wokalistów, może mi pan wierzyć. A po drugie. . . Nie zgodzę się
z pana opinią o Conchicie. Ona taka nie jest.
-Taak? A co, znasz
ją osobiście chłopcze?- zaśmiał się, a ja wziąłem głęboki
wdech i w końcu zebrałem się na odwagę mówiąc stanowczym tonem:
-Tak, znam. Nawet
bardziej niż osobiście. . .
Zatrzymał się tuż
przed domem omal nie wjeżdżając na krzew rosnący obok. Przeklął
siarczyście waląc ręką w kierownicę. Był naprawdę wściekły i
nigdy nie widziałem go w takim stanie. Nie wiedziałem jak
zareaguje, gdy będę się starał jakoś go pocieszyć dlatego po
prostu siedziałem cicho nie chcąc denerwować go jeszcze bardziej.
Wsiadając do samochodu sądziłem, że jakoś po drodze się uspokoi
i będziemy mogli potem normalnie porozmawiać. Ale gdy dojechaliśmy
było niewiele lepiej, więc po prostu stwierdziłem, że nie będę
go drażnił.
Wyszedł z samochodu
trzaskając drzwiami nawet nie wyjmując kluczyków z auta.
Siedziałem tam
przez chwilę zastanawiając się co mam ze sobą zrobić. Po chwili
wysiadłem zamykając samochód i pobiegłem do naszego mieszkania.
Doskonale pamiętałem
wieczór moich urodzin, kiedy niewiele zabrakło, abyśmy oboje
stracili głowę. Tym razem jednak wiedziałem, że żaden z nas tego
nie przerwie. . .
Zacząłem powoli
cofać się w kierunku sypialni, a Matt automatycznie szedł za mną
zupełnie tak, jakbyśmy działali jako jedność. Jedność w
wymiarze, którego wcześniej nie zaznaliśmy. . .
Szybkim ruchem
zdjąłem buty rzucając je byle gdzie, kompletnie ignorując, że
jeden z nich wylądował przez przypadek na stole. Z równą
niedbałością pozbywałem się i byłem pozbywany kolejnych części
garderoby. I wtedy to kompletnie nie miało znaczenia czy lądują
one na podłodze, na krześle, czy nawet i na lampie. . .
Na chwilę oderwał
się ode mnie spoglądając mi w oczy, zupełnie jakby chciał
spytać, czy tym razem nie jest wciąż za wcześnie. Ale zarówno on
jak i ja wiedzieliśmy, że jesteśmy na to bardziej niż gotowi,
więc jedyne co dostał w odpowiedzi to kolejny pełen pasji,
namiętności i miłości pocałunek. Pchnąłem lekko drzwi po paru
krokach czując jak oboje lądujemy na miękkim łóżku. Znowu przez
całe moje ciało przeszedł dreszcz, a jego ciepły oddech na karku
powodował, że momentami aż kręciło mi się w głowie.
Przyciągnąłem go
do siebie ponownie wpijając się w jego usta i wplatając ręce w jego włosy kompletnie niszcząc resztki jego świątecznej fryzury. Ale jemu to wcale nie przeszkadzało, bo wydał z siebie cichy pomruk pogłębiając pocałunek. Miałem wrażenie, że te
wszystkie uczucia towarzyszące mi od momentu, kiedy się poznaliśmy
za chwilę zostaną w pełni uwolnione. . .
Leżałem wciąż
czując jego szybkie bicie serca nawet nie zauważając, że jak na
koniec grudnia przystało temperatura w pokoju była dość niska.
-Wesołych świąt,
Matt.
-Wesołych. . .
Wyszeptał
subtelnie, a ja musnąłem jego usta i ponownie położyłem głowę
na jego klatce piersiowej. Leżeliśmy tak wtuleni w siebie, jeden
obok drugiego, bliżej niż kiedykolwiek wcześniej nie mówiąc nic.
Napawaliśmy się ta chwilą i tą niesamowitą bliskością z
uśmiechem na ustach. Zupełnie jakby nie do końca dowierzając w
to, co się dzisiaj stało. I jestem całkowicie pewien, że żaden z
nas ani na chwilę nie pomyślał o wielkiej porażce jaką była
kolacja w Graz.
Bo jak można by
było myśleć o tym w takiej chwili?
Siedziałem nad
powoli już stygnącą kawą czekając kiedy on wyjdzie z łazienki.
Na samo wspomnienie tego, co się wczoraj stało przez całe moje
ciało przechodziły dreszcze. Czekałem tak niecierpliwie
zastanawiając się czy skoro nasz związek jest teraz na wyższym
poziomie to nie wypadałoby wyjaśnić paru kwestii. A przede
wszystkim tego mojego nieszczęsnego pocałunku z Andreasem. Bo
chociaż minął już prawie miesiąc Matt wciąż w żaden sposób
nie skomentował tej sprawy. Domyślałem się, że być może ma coś
do powiedzenia, ale nie chce mnie ranić skoro i tak już mi
wybaczył. No właśnie, przecież on nawet nie powiedział mi
wprost, że mi wybacza.
Ale przecież. . .
wrócił do mnie, wciąż traktuje mnie jak swojego chłopaka,
zdecydował się wyznać rodzicom, że jest gejem i im mnie
przedstawić i spędził ze mną cudowną noc, o jakiej nawet nie
marzyłem. Czy robiłby to wszystko gdyby wciąż miał do mnie żal
za tą jedną, głupią chwilę zapomnienia?
Po długim czekaniu
usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi i chwilę później wszedł do
kuchni siadając tuż naprzeciw mnie. Jego lekki zarost i mokre,
zmierzwione włosy kontrastowały z pełnym powagi spojrzeniem.
Podniósł wzrok delikatnie przygryzając wargę, a ja nie mam
pojęcia czemu zaczynałem się obawiać, że jednak coś było nie
tak. . .
-Tom,
musimy chyba porozmawiać. Poważnie porozmawiać- na dźwięk tych
słów serce zaczęło mi być jeszcze szybciej. Czy on. . ?
-. . .
chodzi o wczorajszą noc?
W końcu
wydusiłem to z siebie patrząc mu wprost w oczy. Zaczynałem się
obawiać, że tym razem to on uważa, że chyba się trochę
zapędziliśmy, a to wszystko było swoistym „pocieszeniem” za
to, co stało się w domu jego rodziców. Może on inaczej to sobie
wyobrażał? Może właśnie chciał żeby to wszystko potoczyło się
tak jak w dzień moich urodzin? Przy romantycznym nastroju, kolacji i
ciszy? Może wszystko zepsułem. . ?
-Nie,
broń Boże- zaprzeczył szybko, a ja odetchnąłem z ulgą. Jak ja w
ogóle mogłem myśleć, że było inaczej?- Wczorajsza noc była
najwspanialsza w moim życiu. I był to najpiękniejszy prezent
gwiazdkowy, jaki kiedykolwiek dostałem. . .- uśmiechnąłem się
spuszczając głowę czując jak moje policzki prawie płoną,
idiota- ale. . . To nie o to chodzi.
-Więc
o co?
Powoli
podniosłem wzrok zdając sobie sprawę, że ja tak naprawdę już
nic z tego nie rozumiem. Jeśli to nie o wczorajszą noc chodziło to
o co? Co było tak ważne, że musieliśmy o tym porozmawiać dzisiaj
tu i teraz?
-Chodzi
o tą wczorajszą kolację i moich rodziców. I sądzę, że jest
parę kwestii, które musimy sobie raz na zawsze wyjaśnić, żeby
więcej takich sytuacji nie było.
Spojrzałem
na jego poważną twarz zdając sobie sprawę, że zabrzmiało to
dość tajemniczo i groźnie. . . Przez chwilę próbowałem jakoś
domyślić się co może być dokładnym tematem tej rozmowy, ale
przez dłuższy czas nie przychodziło mi do głowy nic sensownego.
Lecz
nagle w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka i przypomniała
mi się scena tuż przed tym jak jego matka otworzyła nam drzwi.
Doskonale pamiętam, że po tym jak spytałem, czy mam mówić im o
swoim „drugim życiu” Matt zastanawiał się chwilę, a potem
chciał coś powiedzieć, lecz było już za późno. A może. . . A
może chciał wtedy poprosić, abym tego nie robił?
Bądź
co bądź, dopóki nie wszedłem z nimi w polemikę na ten temat
wszystko układało się nawet dobrze. Ojciec rzecz jasna nie
sprawiał wrażenia zadowolonego z faktu, że jesteśmy razem, ale
nie powstrzymywał się od opryskliwych komentarzy, a matka za
wszelką cenę starała się w dalszym ciągu utrzymać miłą,
świąteczną atmosferę. Gdy tylko usłyszała, że to ja jestem
Conchitą jej uśmiech nie był już tak wyraźny, a ojciec Matta
całkowicie wpadł w furię. I nie przejmowałbym się ani jednym
złym słowem na mnie, gdyby nie to, że w pewnym momencie zaczął
wykrzykiwać homofobiczne a nawet heteroseksistowskie komentarze
obrażając nie tylko mnie, ale przede wszystkim swojego syna.
Wyrzucił mu wszystkie żale jakie zbierały się w nim od czasu jego
wyprowadzki kompletnie ignorując żonę, która próbowała go jakoś
uspokoić. Padło bardzo wiele gorzkich słów, a nie tak to miało
wyglądać. Przecież na początku zapowiadało się bardzo dobrze, a
potem. . .
Cholera.
Co jeśli ja wszystko zniszczyłem. . ?
No... Nawet nie wiem co powiedzieć .Podzielę może ten rozdział na dwa .Początek rozdziału jest genialny.Siedziałam uśmiechnięta przez kilka dobrych chwil.Początek naprawdę ci się udał. No to był by koniec pierwszej części.Wigilia cóż nie wiem zbytnio co o tym powiedzieć po prostu mnie wcięło ,zatkało nazywaj sobie to jak chcesz.Powiem ci zaciekawiłaś mnie końcówką .Ona ci się też bardzo dobrze udała.I dzięki niej nie mogę się szaleńczo doczekać następnego.Oczywiście rozdział jest jak zwykle genialny .Mówiłam ci już chyba kilka razy ,że genialnie piszesz.I mogę ci powiedzieć przeżyłam jak to nazwałaś "masakrę " i wcale tą masakrą nie była.Pisz szybko kolejny :*
OdpowiedzUsuńNie no chyba mam zawał ;) Wiesz co chciałam iść spać potem patrze o nowy rozdział no musiałam przeczytać :) ale nie no jestem pełna uznania.BRAWO!
OdpowiedzUsuń~Julia M
I teraz to mnie kobieto zabiłaś *_____________*
OdpowiedzUsuńUśmiałam się na początku jak nigdy. Te wszystkie cięte riposty Toma, o Boże haha ♥ Naprawdę genialne :D
A potem ta kolacja.... Jeju, nie mogę uwierzyć, że Matthias w końcu to przyznał! Kurczę, tak bardzo nam się zmienił od początku tego opowiadania. . . Dorósł,zmądrzał, pogodził się z tym, kim jest i pokochał Toma ♥
I wiem, że mówię to po raz 3567 i się już to robi pewnie nudne, ale- KOBIEEEETO, kocham jak ty to wszystko opisujesz! Jest trochę humorku, ale przede wszystkim są emocje!
A apogeum (kurczę i teraz to nie wiem... A kto wie, może nas uraczysz czymś jeszcze lepszym..?) Twoim pisarskich możliwości oddania uczuć co, do joty to oczywiście wiadoma scena po powrocie do Wiednia...
Miałam ci napisać, że to było GENIALNE, ale to chyba za mało.... Opisałaś to tak pięknie, wdzięcznie... Czuć było tą przeogromną miłość między tą dwójką i tą cudowną chemię unoszącą się w powietrzu. I nie rozumiem Twoich obaw, bo ani przez chwilę, powtórzę: ANI PRZEZ CHWILĘ nie powiało jak to nazwałaś "wulgarnością".
Przecież seks i ta cała, jak to pięknie nazwałaś "bliskość fizyczna" to jest coś naturalnego i wpisanego w naturę człowieka, więc nie ma się co wstydzić kochana, że się o tym pisze ;)
Zwłaszcza jeżeli się to opisuje tak pięknie jak ty. A naprawdę Martyś, zrobiłaś kawał BAARDZO DOBREJ roboty i w naprawdę bardzo ładny sposób pokazałaś urok tej bardzo ważnej i intymnej chwili.
Było tak jak zawsze sobie to wyobrażałam: spontanicznie, emocjonalnie i choooooooolernie romantycznie. Te jego ciarki, ciepły oddech na karku, zawroty głowy...
Opisałaś to IDEALNIE i trafiłaś w samo sendo (przynajmniej według mnie) tego aspektu. Tak właśnie powinien wyglądać i być opisany ten pierwszy raz....
Więc co ja mogę dodać... Liczę, że takich scen z ich udziałem będzie więcej, bo heheh nie powiem rozbudziłaś moją ciekawość :D A piosenka idealnie wpasowała się we fragment. Akurat, gdy doszłam do kluczowego momentu Bill śpiewał "turn me on, turn me on".... ♥♥♥
Cholera, miałam tutaj w ogóle się rozpisywać jaki to ten ojciec Matthiasa jest zły okropny i w ogóle i jak oni mogą tak brzydko na nich mówić, ale.... No co ja poradzę, że tym seksem kompletnie zmieniłaś mi nastrój?
Jezu i jeszcze te piękne słowa Matta, o tym, że to był najpiękniejszy prezent gwiazdkowy w jego życiu.... Oj tak ♥ Czy Tom mógł mu oddać coś więcej niż samego siebie..?
Siedzę i się rozpływam. I nie mogę się doczekać następnego rozdziału, mam nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży i wszystko sobie wyjaśnią....
Jeju, liczę, że Matt się teraz nie wycofa.... Nie teraz, nie po TAKIEJ nocy... :o
Hmm, chyba będę musiała poczekać trochę n odpowiedź.... Rozdziału możemy się spodziewać w weekend, prawda? ♥
Milion całusów i duuuużo weny i twórz dalej takie cuda ( i TAKIE sceny :D )
:*
Chyba pobijam wszystkie rekody co do długości i obszerności komentarz, haha ♥
UsuńWybacz kochanie, że musisz to wszystko czytać, ale co ja poradzę, że po TAKIEJ lekturze aż się we mnie buzuje od emocji?
Wiesz, że jesteś wspaniała ♥
Haha ♥
Usuń467 słów komentarza, to prawie 1/6 całego tego rozdziału haha ♥
Aaaaaawwww ♥♥♥