-Conchita… Conchita! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?- dźwięk
mojego,, imienia” wybudził mnie z chwilowego letargu
-Co?- spytałem automatycznie- Mówiłeś coś?
- Conchita, od co najmniej… kilkudziesięciu minut tłumaczę
ci co mamy do zrobienia. Cholera, Conchy! Skup się! To jest naprawdę ważne.
Zostało tylko kilka tygodni, przez które możesz ich jakoś do siebie przekonać.
Przecież chcesz jechać do Kopenhagi… Chyba, że przestało ci już zależeć..?-
spojrzał na mnie pytająco
-Nie, oczywiście, że nie!- zaprzeczyłem szybko, bardzo
zależało mi na tym, żeby pojechać na tę Eurowizję, a Rene dobrze o tym
wiedział- Po prostu ostatnio nie mogę się zbytnio na niczym skupić i…-
próbowałem jakoś wytłumaczyć czując, że głos zaczyna mi drżeć, spuściłem głowę
przymykając oczy…
-Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko… niezależnie, czy
tyczy się to Toma, czy Conchity… - jego ton głosu raptownie się zmienił
-Wiem, tylko… To bezsensu…
-Tom… co jest?- podszedł bliżej siadając obok i patrząc na
mnie z ojcowską troską.
Wziąłem głęboki wdech układając sobie w głowie, od czego tak
naprawdę mam zacząć… Wydarzenia ostatnich tygodni kompletnie wywróciły cały mój
dotychczasowy porządek życia. Najpierw znajomość z Matthiasem, która z początku
wydała mi się całkowitym szaleństwem. Kto normalny i o zdrowych zmysłach
zapraszałby do własnego mieszkania człowieka, którego zna zaledwie kilka
godzin? I co gorsze: kto byłby całkowicie pewien, że zapraszając go, robi
dobrze?
Jakby tego było mało, musiał pojawić się ON. I to akurat
teraz, kiedy moje życie przypomina rozsypane po całej podłodze puzzle,
niektórych z nich brakuje, a innych nie jestem w stanie nawet od siebie
odróżnić…
Pojawił się w moim życiu, jak gdyby nigdy nic… Przez te
prawie dwa tygodnie zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy… A ten moment, kiedy
wyraził swoją zazdrość wobec Matta, a potem pocałował mnie… Do dzisiaj, gdy
tylko o tym pomyślę, wydaje mi się to tak abstrakcyjne, że chwilami mam
wrażenie, że to był tylko sen… Najpiękniejszy sen…
Tamtego wieczoru długo nie mogłem zasnąć. Wszystkie emocje
buzowały we mnie spędzając sen z powiek. Z jednej strony byłem cholernie
szczęśliwy, że w końcu, po tylu długich miesiącach wreszcie poczułem jego usta
na moich, z drugiej zaś… Nie
mogłem być nawet pewien, czy to znaczyło coś więcej… I nawet mimo jego słów:
,,Nie chcę się Tobą dzielić z nikim innym.” nie mogłem liczyć na wielką miłość
rodem z Hollywood.
Ale liczyłem na jakąkolwiek rozmowę… Bo nie dość, że zaraz
po pocałunku wyszedł bez słowa, to to milczenie trwa do dzisiaj. Cztery dni, cztery
cholerne dni, kiedy nasze rozmowy opierają się na idiotycznym : ,,Cześć, co u ciebie?”…
A gdy już miałem jakoś rozpocząć temat, Andreas szybko
znikał za drzwiami pod byle jakim pretekstem zanim zdążyłem nawet wydobyć z
siebie jedno słowo… Nie tak to sobie wyobrażałem…
-A nie możesz do niego zadzwonić, czy coś?- spytał Rene, gdy
już wysłuchał całej mojej opowieści, nieco przypominającej fabułę gejowskiej
amerykańskiej komedii romantycznej o dość niskim poziomie merytorycznym…
-...on się do mnie praktycznie nie odzywa… Chyba to mówi
samo za siebie… Cholera, jak ja mogłem być tak naiwny i w ogóle coś sobie
wyobrażać..?- schowałem twarz w dłoniach nie chcąc, żeby Rene zobaczył moje łzy
-Nie jesteś naiwny… Skoro wyraźnie dał ci znać, że jest
zazdrosny a potem cię pocałował to znaczy, że coś jest na rzeczy- tłumaczył
spokojnie zupełnie tak jakby chodziło o jakieś proste zadanie matematyczne-
Spójrz na to z innej strony, równie dobrze on może czuć się tak samo jak ty,
ale boi się cokolwiek powiedzieć, bo twoje milczenie odbiera jako wyraźny
sygnał, że nie chcesz, aby między wami było coś więcej…- podniosłem wzrok
powoli zdając sobie sprawę, że w gruncie rzeczy może mieć rację
-To co ja mam niby zrobić?- spytałem cicho łamiącym się
głosem
-Zadzwoń do niego, napisz, spotkajcie się… Musicie to sobie
wszystko wyjaśnić, bo oboje się w takiej sytuacji dusicie… A ty jesteś w takiej
rozsypce, że praca absolutnie odpada… Więc proszę cię, załatw to jakoś, bo aż
mi się serce kraję, gdy widzę cię płaczącego… dobrze?- spytał w gruncie rzeczy
nie oczekując żadnej odpowiedzi ode mnie i przytulił całując w czubek głowy.
Donośne pukanie do
drzwi oderwało mnie od czytania książki. Zegarek wskazywał 23:20. Kto
przychodziłby o takiej porze? I czemu do cholery tak wali w te drzwi?!
Szybko podniosłem się z kanapy i przecierając oczy udałem
się do korytarza, aby sprawdzić, kto jest tak niecierpliwy.
-Andreas? Co ty tu robisz o tej porze?- spytałem zdziwiony
jego widokiem.
-Aaaa tak ssssobię postanowiłeeem, eee wpaaśśććć- dukał
ledwo podpierając się framugi drzwi ledwo w ogóle trzymając się na nogach...
-Boże, jesteś schlany w trzy dupy! Wchodź, w takim stanie
cię nigdzie nie puszczę- dodałem po chwili łapiąc go za ramię i wprowadzając do
środka.
Był tak pijany, że nawet nie było mowy o jakiejkolwiek
rozmowie dlatego zaprowadziłem go do mojej sypialni kładąc na łóżku…
-Wieszzz czo Tomm…- zaczął niewyraźnie podczas gdy ja
siłowałem się z jego butem
-Hmm?- wymruczałem nawet nie odwracając wzroku
-Fajjjny jesteź… Bardzo…- spojrzałem na niego ze
zdziwieniem, a ten uśmiechał się do mnie szelmowsko z na wpół przymkniętymi
oczami
-Tak, tak… Ty też jesteś… fajny- dodałem niepewnie siląc się
na uśmiech. Boże, co on w ogóle do mnie mówi?!
-Ehh.. Ile jeszzzcze będziesz mnie tak… zbywwał?- zaskoczył
mnie tym pytaniem, lecz postanowiłem zachowywać się jakby nigdy nic
-Co masz na myśli?- spytałem za wszelką cenę unikając jego
wzroku
-Chollera, kręciszszsz mnjee, rosumiesssz?
-… Andreas, to nie jest czas ani miejsce na takie rozmowy…
Poza tym, jesteś kompletnie schlany. Idź już spać…- mówiłem czując drżenie
swojego głosu i modląc się, aby on tego nie zauważył. Przykryłem go starannie
kołdrą i spojrzałem jeszcze jeden raz na jego twarz...
-Mój ańjoł stróóóż…- uśmiechnął się- Najfspanialszy
człowieeek jakiego mogłem pokochać…. Kocham cię mój aniele…- mruczał ledwie
słyszalnie powoli odpływając do Krainy Morfeusza
Stałem tak jeszcze chwilę, a moje serce biło jak oszalałe…
Właśnie usłyszałem dwa najpiękniejsze słowa na tym świecie. Słowa, które zawsze
chciałem usłyszeć od ukochanego, tylko… Tylko czy on jutro w ogóle będzie to
pamiętać..?
Za nic nie mogłem powstrzymać nerwowego drżenia rąk. Byłem w
zasadzie jednym wielkim kłębkiem nerwów. Przez całą noc prawie w ogóle nie
zmrużyłem oka. Chodziłem z kąta w kąt rozmyślając nad tym co się dzieje. A
ostatnimi czasy dzieje się i to bardzo dużo.
Mam nawet wrażenie, że to za szybko, że zbyt się spieszymy i
nie mamy nawet okazji nacieszyć się tym stanem, w którym oboje aktualnie się
znajdujemy… Ale… po co czekać bezczynnie?
Uśmiechnąłem się pod nosem na samą myśl o nim. Jednak, gdy
tylko usłyszałem, jak wychodzi z pokoju moje serce znowu zaczęło bić jak zwariowane.
Co mam powiedzieć? Jak się zachowywać? Mam zacząć rozmowę,
czy liczyć, że nic nie pamięta z wczoraj?
W mojej głowie pojawiło się multum pytań. Jednak nie miałem
czasu na rozmyślań, bo wkrótce do kuchni wszedł Andreas. Miałem wrażenie,
jakbym miał nogi z waty. Nie byłem w stanie nawet drgnąć czy wydusić z siebie
ani jednego słowa.
Andreas usiadł naprzeciwko mnie opierając rękę o czoło… Po chwili wyprostował się przeczesując
nerwowo włosy dłonią. Przygryzając wargę podniósł głowę. W jego spojrzeniu było
coś takiego, że natychmiast wiedziałem, co chce mi powiedzieć…
-Słuchaj, Tom… Trochę głupio wczoraj wyszło, ja…
-Nie, spoko. Nic się nie stało…- przerwałem mu uśmiechając
się do niego, chociaż w głębi duszy wcale nie było mi do śmiechu…
-Nie, Tom. Stało się, tylko nie w taki sposób jak powinno-
poczułem jak serce biło mi jeszcze szybciej a całe ciało przeszedł prąd- Ja…
Chcę, żebyś wiedział, że ja pamiętam wszystko. Każde słowo, rozumiesz?-
spojrzał na mnie- I mówiąc każde z tych słów… Naprawdę miałem na myśli ich
znaczenie i…
-Co chcesz przez to powiedzieć?- spytałem niepewnie z
drżącym głosem
-… że wszystko, co mówiłem było prawdą…
-Chcesz powiedzieć, że ty… mnie..?
-…kochasz? Tak, to właśnie wczoraj powiedziałem i tak jest…
Kocham cię, Thomasie Neuwirth, kocham…
-Na… Naprawdę?- ciągnąłem wciąż nie dowierzając, że to się
rzeczywiście dzieje…
-Tak, naprawdę- zaśmiał się- A czy nie było to oczywiste?
-Było… Znaczy nie do końca… No wiesz…
-Tom, dalej nic nie powiedziałeś…- spojrzał na mnie lekko
zestresowany
-A co mam mówić?
-No… Ja ci powiedziałem, co czuję, a ty…
-Boże! Oczywiście, że czuję to samo! Od grudnia jestem w
Tobie mega-cholernie-mocno zakochany… A czy nie było to oczywiste?- powtórzyłem
jego słowa uśmiechając się lekko
-Kocham cię- powiedział prawie szeptem patrząc wprost w moje
oczy na chwile hipnotyzując mnie swoimi niebieskimi tęczówkami. Miałem
wrażenie, jakbym powoli zaczął zatapiać się w nich odpływając kompletnie
-Ja ciebie też- powiedziałem cicho wciąż tonąc w jego
oczach.
-No chodź tu do mnie wreszcie- wymruczał z przekąsem
przyciągając mnie do siebie i łapczywie wpijając się w moje usta. Wtedy nie liczyło
się nic innego poza nami dwoma, mogliśmy się wreszcie sobą nacieszyć i mieć
całą resztę świata za nic. Przynajmniej tak mi się wtedy zdawało…
***
Conchitowego tygodnia wszystkim ♥♥♥
Rozdział genialny ,poprawiłaś mi nim mój okropny dzisiaj humor .To ,że jest długi mi nie przeszkadza wręcz przeciwnie .Fajnie,że w końcu powiedzieli to sobie czekam na to co będzie dalej .Gorąco się całuję.I oczywiście czekam na następny i tobie życzę też wspaniałego tygodnia.
OdpowiedzUsuńA i jeszcze coś ten rozdział genialnie się czyta słuchają wykonania My heart will go on oczywiście w wykonaniu naszej królowej Conchity. Pasuje tu teraz "God save the Queen"
UsuńAwww ♥
OdpowiedzUsuńJeju, zasłodziłaś mnie tym cudeńkiem na cały tydzień, Tyśka ♥
Najpierw przeuroczy Rene i ta jego ojcowska troska..
Tom taki biedny i rozdarty.
A potem Andreas i ... ♥
♥Aww♥Aww♥Aww♥
Ostatnie zdanie trochę pohamowało mój entuzjazm, ale co będzie- zobaczymy pod koniec tygodnia...
Kurczę, wszystko fajnie i pięknie, tylko co ja będę przez cały ten tydzień robiła bez nowego rozdziału? ;c
Wspaniałego tygodnia i duuuuuuuuuuużo świetnych pomysłów i weny Tyśka ♥
Wbiłaś mi nóż w serce...bo Matt to nie prawdziwy Matt...co za zbieg. :D
OdpowiedzUsuńA rozdział, jak zwykle genialny. ♥