Jakie to życie czasami potrafi być paradoksalne... Jeszcze
kilka miesięcy temu „uganiałem się” za Andreasem jak jakiś napalony nastolatek
zaaferowany wszystkim co się rusza, mówi i oddycha.
Dałem sobie z tym spokój, a tu nagle, ni stąd ni zowąd to ON
zapukał do mych drzwi z szelmowskim uśmiechem na ustach zupełnie jakbyśmy byli
starymi dobrymi znajomymi ze szkoły…
Często rozmawialiśmy, gdy wpadliśmy na siebie na schodach
czy na ulicy, zdarzały się nawet jakieś wyjścia na imprezy.
Ale tak naprawdę nie znaliśmy się aż tak dobrze, abym mógł
nazwać go „moim przyjacielem”. Chociaż w głębi duszy pragnąłem aby był kimś
znacznie więcej…
Leciałem na niego jak pszczoła na miód i zdaje mi się, że on
dobrze o tym wiedział. Ale kontakt szybko się urwał, co odebrałem jako coś w
stylu: ,,Nie, dziękuję, nie jestem
zainteresowany.”
Nie chcę wyjść na „typowego geja skaczącego z kwiatka na
kwiatek” , ale nie rozpaczałem z tego
powodu. Owszem, ciągnęło mnie do niego ale za tym nie kryło się się nic
głębszego i poważniejszego.
Nie byłem w nim nawet zakochany, a co tu dopiero mówić o
miłości…
I wydaję mi się, że w tej kwestii nic się nie zmieniło…
Ostatnio zauważyłem u siebie tendencję nadmiernego i zupełnie niepotrzebnego
rozwodzenia się nad swoimi uczuciami i osobami, które są mi bliskie. Nie śpię
po nocach rozmyślając i starając się jakoś nazwać i zdefiniować moje odczucia
wobec różnych osób, co nie zawsze okazuje się być trafne… Postanowiłem raz na
zawsze skończyć z tym marnowaniem czasu i zaśmiecaniem sobie głowy niepotrzebnymi
wizjami.
Zarówno Matt, jak i Andreas są dla mnie bardzo ważni –
pierwszy z nich jako przyjaciel, a drugi być może jako ktoś więcej…
Lecz nie ma najmniejszego sensu rozmyślać, czy kiedykolwiek
między mną, a Andreasem będzie coś więcej, bo w życiu, poza śmiercią, nie ma
niczego , czego możemy być w stu procentach pewni…
Równie dobrze mógłbym zastanawiać się czy kiedyś coś połączy
mnie z Mattem…
Nigdy nic nie wiadomo, przyszłość w odpowiednim czasie
pokaże nam odpowiedzi na wszelkie pytania, więc musimy zachować cierpliwość…
-Cholera, jesteśmy cali mokrzy…- rzuciłem spoglądając na nas
obojga. Dosłownie, byliśmy mokrzy od stóp do głów… Wychodząc na miasto na
spotkanie za znajomymi nic nie zwiastowało, że spotka nas taka ulewa i
gradobicie. Jak na złość nikt z nas nie miał nawet parasolki i musieliśmy biec
na najbliższy przystanek metra o mało co nie skręcając sobie nóg na mokrych
płytach wiedeńskiej ulicy.
-Naprawdę? Nie zauważyłem- odrzekł Andreas z nutką sarkazmu
śmiejąc się cicho
-Dobra, chodź do mnie, zrobię gorącej herbaty z cytryną.
-Ja to się muszę najpierw w coś suchego przebrać…
-Jezu, nie marudź, dam ci coś przecież…- odpowiedziałem
przekręcając klucz w drzwiach- Się możesz rozgościć, za moment wrócę…I zdejmij
to z siebie-dodałem wymownie wskazując palcem na cały jego ubiór, Andreas tylko
pokiwał głową a ja udałem się do pokoju i po przewaleniu połowy szafy udało mi
się w końcu znaleźć jakiś przyzwoity T-shirt i dres.
-Wiem, że nie chodzisz w dresach, ale będziesz musiał to
jakoś przeboleć
-Całe szczęście, że jestem ubezpieczony!- rzucił z teatralną
dramaturgią
Przewróciłem oczami udając się do kuchni. Andreas, już w
nowym stroju, dołączył do mnie siadając naprzeciwko. Od razu wyczułem, że coś jest nie tak…
-Ej, stało się coś?- spytałem niepewnie
-Nie… Mam pytanie… Znaczy jak nie chcesz oczywiście nie
musisz odpowiadać bo…
-Andreas, pytaj a nie...
-Dobra… Bo ten Matthias, ten co z Tobą tu mieszka to czy on…
znaczy, czy wy jesteście… no wiesz..?
-…Razem?- dokończyłem za niego a on tylko kiwnął głową- Nie,
nie jesteśmy razem. Skąd ci to przyszło do głowy? Przyjaźnimy się i tyle…
-Aha… Wiesz, nie to że jestem wścibski, czy coś… Tylko po
prostu nie znam go w ogóle i nie wiem co tu robi… wiesz…- mówił zupełnie tak
jakby to w jakikolwiek sposób tłumaczyło jego pytanie
-Jest z Graz i mieszka ze mną bo zbytnio nie ma innej opcji…
Powiedzmy, że ambitny uczący się walczyć o swoje marzenia pod moim czujnym
okiem- zaśmiałem się- Ale między nami nic nie i raczej nie będzie…
-… To się przynajmniej nie muszę o niego martwić- powiedział
to tak cicho, że nawet nie byłem pewien, czy dobrze usłyszałem
-Mówiłeś coś?
-Nie, nie- zaprzeczył szybko, stanowczo za szybko… Lecz
postanowiłem nie drążyć tego, zwłaszcza, że Andreas szybko zmienił temat.
Rozmawialiśmy, jak to się popularnie mówi „o wszystkim i o
niczym”. Na pozór zwykłe, codzienne sprawy wciągnęły nas tak bardzo, że zanim
się obejrzeliśmy był już wieczór.
-Jezus Maria… Dobra, ja już muszę lecieć. Widzimy się jutro,
nie?
-Wiesz… Jutro odpada, bo już coś obiecałem Matthiasowi i…-
tłumaczyłem kłamiąc jak z nut niezbyt widząc lepsze wyjście w tej sytuacji…
-Aaa.
-Co jest?- spytałem widząc jego smętną minę
-Nie, nic…- po raz kolejny próbował mnie zbić z tropu
-Andreas…
-No jejku co ja poradzę, że mnie wkurza?!
-Ale kto? I czemu?
-Ten Twój cały Matt… Mieszka tu z Tobą, je, żyje, egzystuje…
ogólnie: spędza z Tobą większość czasu… A ja nie chcę się Tobą dzielić… Z
nikim- dodał po czym przyciągnął mnie do siebie i obdarzył jednym z najbardziej
namiętnych pocałunków w całym moim życiu.
Trwało to tak krótko, że nawet nie zdążyłem w jakikolwiek
sposób zareagować… Stałem tam w pełni oddając się jego pocałunkom.
-Nikim- powtórzył odrywając się ode mnie po czym tak po
prostu wyszedł. Zupełnie jakby nic nie miało miejsca.
A przecież on właśnie mnie POCAŁOWAŁ. I to nie był jakiś tam
przelotny całus, ale pocałunek z prawdziwego zdarzenia. Czułem się jak bohater
opery mydlanej, któremu ktoś nieźle namieszał w głowie. Wtedy kompletnie nie
wiedziałem jak mam odebrać jego zachowanie i na co liczyć. Ale nie przejmowałem
się tym zbytnio, bo w mojej podświadomości był jakiś powód, który sprawiał, że
czułem się wówczas najszczęśliwszym facetem w całej Austrii. A kto w takiej
chwili przejmowałby się czymś innym?
Rozdział mi się podoba z niecierpliwością czekam na następny .I cieszę się ,że jesteś.Ja opublikowałam nową recenzje jeśli chcesz możesz poczytać i skomentować.
OdpowiedzUsuńJa tymczasem życzę ci dużo weny i gorąco pozdrawiam z Łodzi.
ŁoMatkoJedyna.
OdpowiedzUsuńWszystko tak szybko się dzieję, że nawet nie nadążam.
A ten pocałunek na końcu... Hmm, ewidentnie coś się kroi ♥
(jeśli wiesz co mam na myśli :p)
Mimo to postać Andreasa jakoś nie przypadła mi do gustu, sama nie wiem czemu :(
Ahh, może wydarzenia następnych rozdziałów jakoś mnie do niego przekonają...