sobota, 22 listopada 2014

Rozdział piętnasty

Przywarłem do niego jeszcze mocniej chcąc poczuć, że jest tuż obok. Ten obrócił się w moją stronę i mimo półmroku panującego w sypialni dostrzegłem delikatny uśmiech na jego twarzy. Nie ma wątpliwości, że każdy z nas na swój sposób przeżył tą rozłąkę. Obydwoje cierpieliśmy przez to, co zrobiłem i obydwoje tak samo tęskniliśmy. I najwidoczniej ta tęsknota okazała się silniejsza niż ból.
Najwidoczniej Matt kochał mnie tak mocno, że chociaż zraniłem go i zawiodłem jego zaufanie nie mógł żyć beze mnie. A ja mogłem być mu za to tylko wdzięczny.
Na początku wydawało mi się, że musimy bardzo poważnie porozmawiać o tym, co zaszło i o tym, co teraz będzie. Ale gdy tylko spróbowałem jakoś delikatnie zacząć temat w jego oczach widziałem coś takiego, że miałem wrażenie, że samo wspomnienie tego feralnego wieczora wciąż powoduje ukłucie w sercu. Spojrzał wtedy na mnie i z pełnią przekonania w głosie powiedział, że co się stało, to się nie odstanie i najlepiej jak po prostu spróbujemy. . . zacząć wszystko od nowa. Miałem wrażenie, że to z pewnością nie jest dobry pomysł, bo na dłuższą metę nie można się zachowywać, jakby się nic nie stało.
Ale teraz widzę, że to jest jedyne rozsądne rozwiązanie. Matthias dobrze wie, że cholernie żałuję tego, co zrobiłem i już nigdy nie popełnię tego samego błędu. Więc może i lepiej, że nie będziemy tego roztrząsać?
Spojrzałem w jego ciemne oczy zupełnie jakbym wciąż nie dowierzał, że on tu jest. To zabawne, że nawet nie zwróciłem uwagi jak szybko stał się dla mnie tak bliski, że nawet nie wyobrażałem sobie jednego dnia bez niego. Od początku między nami była pewnego rodzaju chemia sprawiająca, że rozumieliśmy się praktycznie bez słów i zanim się obejrzeliśmy między nami wytworzyła się pewnego rodzaju więź. Bardzo silna więź, której przerwanie strasznie boli.
Zupełnie tak, jakbyśmy całe życie wychowywali się razem, tylko w dwójkę i nagle rozdzielono nas.
Matt stał się dla mnie kimś, bez kogo ani ja, ani moje życie nie było kompletne. Był moją drugą połową...
Gdy był przy mnie wiedziałem, że ma niczego, czego bym nie pokonał. Przy nim nie liczyło się po prostu nic. . .

I nawet z tymi jego wszystkimi niedoskonałościami, z tą niepewnością, strachem i uciekaniem od prawdy nie zamieniłbym go na nikogo innego. Nie chcę zamieniać go na nikogo innego.
Bo tylko on jednym swym uśmiechem potrafi sprawić, że znikną wszystkie moje troski. Tylko jego silny ucisk potrafi sprawić, że naprawdę czuję, że nie jestem sam. I tylko jego spojrzenie potrafi sprawić, że bez nawet jednego słowa, wiem, że ktoś kocha mnie bezgranicznie. . .
-Matt. . . Kocham cię. . .
Wyszeptałem patrząc wprost w jego oczy chcąc wyrazić tymi dwoma słowami jak bardzo go przepraszam za to, co zrobiłem, jak bardzo jestem mu wdzięczny za drugą szansę i jak bardzo go kocham i nie chcę stracić. On doskonale to zrozumiał, uśmiechnął się lekko i pocałował mnie czule.
I leżeliśmy tak wtuleni w siebie wsłuchując się w dźwięki otaczającej nas ciszy listopadowej nocy dopóki nie zasnęliśmy oboje zmęczeni całym dzisiejszym dniem.

Zamrugałem kilkakrotnie chcąc przyzwyczaić oczy do jasności panującej w sypialni. Leniwie wyciągnąłem się i dopiero wtedy zauważyłem puste miejsce obok siebie. Szybko się poderwałem doskonale pamiętając, co stało się kilka dni temu. I nigdy nie wybaczyłbym sobie, że ledwo co po tym jak zdążyłem go odzyskać dałem mu odejść. . . Pospiesznie wstałem wychodząc z pokoju. Odetchnąłem z ulgą widząc Matthiasa opartego o kuchenny blat. Podszedłem do niego bez słowa przytulając się do niego mocno.
-Przestraszyłeś mnie. . .
-Kochanie. . .- zaczął odsuwając mnie lekko od siebie, aby móc spojrzeć mi w oczy- Ja się nigdzie nie wybieram.
Uśmiechnąłem się na te słowa całując go lekko.
-Wiesz. . . To ja powinienem wstawać rano i robić ci śniadania do łóżka. . .- zacząłem spoglądając niepewnie na nakryty stół.
-Tom. . .- rzucił jakby z nutą zażalenia w głosie. No tak, mieliśmy zacząć wszystko od nowa. . .- Ktoś w naszym związku musi być tym dżentelmenem. . .
-Ummm. . . a dlaczego akurat ty?
-No a to nie jest oczywiste? Ja jestem dżentelmenem, bo ty jesteś babą- zaśmiał się, na co ja rzuciłem mu tylko spojrzenie pełne grozy po chwili wybuchając śmiechem.
-Wiesz... Skoro tak już rozmawiamy o naszym związku to jest jeszcze jedna kwestia. . .
Ton jego głosu nie brzmiał już tak ironicznie co świadczyło o tym, że musi chodzić o coś poważnego. . .
-Mianowicie..?
-Tom. . . Umm. . . Może usiądźmy- potulnie spełniłem jego prośbę i zaczynałem już być powoli zaniepokojony. O co może chodzić?- Chciałbym, żebyś w końcu poznał moich rodziców. . .
-Na. . .naprawdę?- zająkałem się jak idiota nie mogąc uwierzyć, że to zaproponował.
-Yhym- wymruczał w odpowiedzi obejmując mnie w pasie i składając na moich ustach subtelny pocałunek, a ja po raz kolejny poczułem to znane i bardzo przyjemne uczucie w brzuchu. . .

Ostatnio moje życie jest pełne zawirowań i niespodzianek. Jedne z nich są przyjemne, inne już niekoniecznie. . .
Gdy ORF powoływał specjalną konferencję prasową chcąc przedstawić mnie oficjalnie, całemu światu, jako osobę, która będzie reprezentowała Austrię liczyłem się z tym, że nie wszyscy będą tym faktem zachwyceni. I w gruncie rzeczy jeśli chodzi o reakcję moich rodaków to się sprawdziło. Niektórzy ucieszyli się i okazywali mi naprawdę bardzo duże wsparcie jak tylko mogli, a reszta była po prostu obojętna. Czasem, w skrajnych przypadkach zdarzało się, że ktoś mi w niezbyt delikatny, ale też nie agresywny sposób pisał, że, jako Austriaka, nie cieszy go ten wybór.
Ale ta wiadomość obiegła cały świat w zaledwie kilka godzin. W niektórych mediach robili z tego istną sensację, coś niezwykłego i oburzającego.
I tutaj pojawiały się o wiele niemiłe i wulgarniejsze komentarze. Moja poczta pękała w szwach a z każdym kwadransem wiadomości i postów przybywało. . .
Może się to wydać głupie, bo powinienem mieć całkowitą świadomość, że tak to się potoczy jednak... Jednak wierzyłem, że być może tym, co mówię i moimi wierzeniami jakoś uda mi się pokazać im, że tak naprawdę jestem tylko zwykłym człowiekiem. Być może nieco innym od nich wszystkich, ale w gruncie rzeczy niewiele się różniącym.
-Tom, na miłość boską, nie czytaj już tych głupstw- powiedział zamykając leżącego przede mną laptopa- Ile razy mam ci powtarzać, że ci ludzie i ich opinie są gówno warte?
-Wiem, ja tylko. . . Ja tylko miałem nadzieję, że jakoś uda mi się ich zmienić. . .
Miał rację, jak zwykle miał rację. Nie powinienem tego nawet czytać, a co dopiero przejmować się każdym pojedynczym słowem. Ci ludzie tak naprawdę nic o mnie nie wiedzą, a wylewają na mnie pomyje chociaż najprawdopodobniej w realnym świecie niewielu z nich odważyłoby się do mnie podejść i powiedzieć to w twarz. Dlatego szydzą sobie w internecie czując się kompletnie błogo i bezkarnie myśląc, że w ten sposób uda im się mnie złamać i jakoś wpłynąć na decyzję ORFu. . .
A ja, zupełnie nieświadomie dawałem im dokładnie to, o co im chodziło...
-Jesteś najcudowniejszym człowiekiem jakiego znam i najlepszym artystą jakiego kiedykolwiek miałem przyjemność słuchać. Nikogo nie udajesz, jesteś po prostu sobą zarówno jak śpiewasz jak i mówisz. W każdym twoim słowie jest ukryta ogromna mądrość i piękny przekaz, którego oni chyba jeszcze nie widzą ani tym bardziej nie rozumieją. . .
-Naprawdę tak sądzisz?
-Oczywiście. I jestem w stu procentach przekonany, że kiedy nadejdzie chwila, w której będą mogli zobaczyć twoje prawdziwe oblicze i usłyszeć piękno oraz moc wypowiadanych przez ciebie słów absolutnie i bezgranicznie się zakochają w Conchicie, zupełnie tak jak ja zakochałem się w tobie.
I kurczę, chyba nawet będę musiał potem być zazdrosny. . . Co. . . coś nie tak powiedziałem?
-Nie, nie. . . Matt, to było. . . To było po prostu przepiękne.
-To było po prostu szczere.
-Mówiłem ci już jak bardzo cię kocham?- uśmiechnąłem się lekko
-No, czekaj, niech ja pomyślę. . . Tak z . . .milion razy?
-Nie szkodzi, to powiem po raz milion pierwszy. Kocham cię. . . Nawet nie wiesz, jak bardzo. . .
-I ja ciebie też. . . Co najmniej tak mocno, jak ty mnie. . .
Nawet nie zdążyłem mrugnąć okiem a po raz kolejny tego dnia poczułem jego słodkie usta na swoich.
Jeszcze mocniej utwierdziłem się w przekonaniu, że bez niego i jego wsparcia nie osiągnąłbym tak wiele. A kto wie, może jeszcze o wiele więcej przed nami. . ?

3 komentarze:

  1. Ohhhh jak słodko <3 też bym tak chciała.
    ~Julia M

    OdpowiedzUsuń
  2. raz, dwa, trzy . . . AWWW ♥♥♥
    Kurczę, nawet nie wiesz jak się cieszę ich szczęściem.
    Jak to mówią: wszystko dobrem co się dobrze kończy ;)
    (chociaż mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec :D )
    Tak pięknie i cudownie to opisałaś. . . Że nawet nie wiem, co wystukać.
    CU-DO!
    Powaliłaś mnie na łopatki nawet jeszcze bardziej niż przy poprzednim rozdziale. i ty niby jesteś chora? Pani, jak ja bym tak pisała ledwo żywa to ja bym szóstkę z polskiego miała życie pięknie ułożone!
    A piosenka przeeeeeecuuuuuudooooownaaaa!
    Kocham♥Kocham♥Kocham♥
    Życzę duuuuużo zdrówka i czasu na tworzenie takich cudów ;)
    Mnóóóóstwo całusów :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O boże jaki słodki rozdział :) Ten rozdział jest po prostu piękny.Ma w sobie jaką taką magię którą nawet trudno mi sprecyzować jej magiczny.Bardzo ogromnie się cieszę ,że są razem <3 .Zgadzam się też z pewnym momentem kocham Conchitę niesamowicie. I znowu doprowadziłaś mnie do uśmiechu właściwie ty i Heroes. Mówiłam ci już ,że genialnie piszesz prawda ? Mało osób potrafi oddać tą magię uczuć , emocje i różne zachwiania emocjonalne bohatera .Ty to potrafisz czego bardzo ci zazdroszczę .Czuć same serce które wkładasz w to opowiadanie tak bardzo ,że jak człowiek zacznie to czytać to nie może się doczekać następnego rozdziału. Zaczyna żyć życiem Toma i przeżywać z nim wszystkie uśmiechy i smutki .Ja przynajmniej tak mam.Nie wiem co się stanie kiedy skończysz tego bloga.Tak ogromnie zżyłam się z tym blogiem ,że nawet nie masz pojęcia..Ty powinnaś pisać bo masz bardzo dobre predyspozycje do tego talent do oddawania emocji ,lekkie pióro .Jednym słowem CUDO! Mam ogromną nadzieję ,że następny rozdział będzie szybko ,bo uzależniłam się od twojego bloga.I nie mogę się już doczekać następnego .Powalasz każdym rozdziałem coraz bardziej tak mocno,że nie mogę się doczekać następnych.A teraz bardzo cieszę się ,że są razem.Jak zwykle siedzę i uśmiecham się jak głupia ,ale co ja na to poradzę.Więc życzę ci dużo zdrowia i szczęścia,i weny żebyś mogła nam pisać takie wspaniałe rozdziały.I na koniec przesyłam ogrom całusów prosto z Łodzi .

    OdpowiedzUsuń