wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział czternasty



Powoli otworzyłem powieki. Cisza otaczająca mnie z każdej strony zaczynała mnie już przytłaczać
Miałem wrażenie jakby ciągle brzęczała w moich uszach. A wokół nie było nikogo, kto mógłby tą ciszę przerwać. Nawet mały Bartie leżał wtulony w koc nie wydając z siebie żadnych dźwięków. Momentami zdawało mi się nawet, że słyszę bicie własnego serca. Tylko... Dla kogo ono biło? Poderwałem się z kanapy, tylko po to, żeby za chwilę z powrotem na nią usiąść. Ta pustka wypełniająca cały dom dobijała mnie. Tak bardzo przywykłem do jego obecności tutaj, że nagle moje malutkie mieszkanie zaczynało mi się zdawać przeogromne. Po raz kolejny spojrzałem na telefon wciąż jakby wierząc, że zadzwoni. Ale mijały godziny, a ja pogrążałem się coraz bardziej w myśli, że to może być koniec. Poczułem delikatne ukłucie w sercu.
Nie mogłem sobie wybaczyć, że przeze mnie Matt może skreślić cały nasz związek. I chyba już to zrobił...
Wiem, że powinienem był wtedy za nim pobiec i błagać, aby mnie wysłuchał. Tylko czy ja miałem mu coś do powiedzenia? Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, co zrobiłem. Na samą myśl o tym, jak bardzo go zraniłem łzy same cisnęły się do oczu. Nie umiem sobie nawet wyobrazić, co wtedy czuł widząc mnie całującego Andreasa. Cały czas mam przed oczami ten jego wzrok przepełniony bólem. Nie mogłem sobie wybaczyć, że doprowadziłem go do łez..
Więc jak on mógłby mi to wybaczyć..?


Say something, I'm giving up on you
I'll be the one, if you want me to
Anywhere, I would've followed you
Say something, I'm giving up on you

And I am feeling so small
It was over my head
I know nothing at all

And I will stumble and fall
I'm still learning to love
Just starting to crawl

Say something, I'm giving up on you
I'm sorry that I couldn't get to you
Anywhere, I would've followed you
Say something, I'm giving up on you

And I will swallow my pride
You're the one that I love
And I'm saying goodbye

Say something, I'm giving up on you
And I'm sorry that I couldn't get to you
And anywhere, I would've followed you

Say something...

Zaczynałem się poddawać. Kochałem go tak mocno, że nie miałem odwagi walczyć o drugą szansę. Nawet nie ośmieliłbym się spojrzeć mu w oczy. Bo zraniłem go i zdradziłem, chociaż kilka godzin wcześniej zapewniałem, że kocham go z całego mojego serca. Ale... czy tak było?
Czy gdybym go naprawdę tak mocno kochał pozwoliłbym, żeby Andreas mnie pocałował?
Rozpłakałem się jeszcze mocniej czując jak po raz kolejny pochłania mnie rozpacz. Zawiodłem Matthiasa, o którego musiałem tak walczyć. Tego, którego zapewniałem, że zawsze będę u jego boku i że przy mnie nie stanie mu się żadna krzywda. Nie brałem od uwagę, że to ja mogę go zranić najmocniej...
Czułem się okropnie, jak kompletne zero i brzydziłem się samego siebie. Miałem wrażenie jakbym to ja był jedynym winowajcą. A tak przecież nie było.
Do tej pory nie wiem czemu to zrobiłem. Tak bardzo chciałem go odepchnąć, ale... Byłem zagubiony. I chyba dalej jestem. Wiem tylko, że nie chcę go stracić.
Gdy zamknę oczy i pomyślę o Matthiasie mogę bez wahania powiedzieć, że go kocham. Tak było wtedy i tak samo jest teraz. Nie ma nic na świecie, co byłoby od niego ważniejsze. Dla niego mógłbym zrobić wszystko. Nawet przestać go kochać...
I może właśnie nieświadomie zaczynam to robić? Może mając świadomość jak wielką ranę mu zadałem nie umiem zawalczyć o jego miłość z góry skreślając wszystkie moje szanse..?
Dlaczego jestem takim tchórzem? Siedzę sam w domu i użalam się nad swoim losem zamiast przyznać się do winy i błagać o wybaczenie.
Byłem tak bardzo rozbity, że momentami nie wiedziałem już nawet, kim jestem.
Bo kimże ja jestem? Jestem nikim i mam dokładnie to, na co sobie zasłużyłem...
Usłyszałem dzwonek do drzwi i natychmiast się poderwałem biegnąc, aby je otworzyć. Tak bardzo chciałem, aby to był on...
-Boże, Thomas, jak ty na litość boską wyglądasz!
-Też się cieszę, że cię widzę, Nicole.
Nawet nie miałem siły starać się jakoś ukryć to rozczarowanie w moich oczach.
-Nie wrócił? - spytała chociaż odpowiedź była oczywista- Tom, nie możesz tak dalej. Czy ty w ogóle spałeś?
Jak mógłbym zasnąć z myślą, że przez jeden głupi błąd stracę wszystko, co dla mnie najcenniejsze? Że stracę tego, którego kocham?
-Tom, czyś ty zwariował? - widać musiałem to wszystko mruczeć pod nosem, skoro to usłyszała- Dlaczego nic nie robisz?
-A co mam zrobić, Nik?
-Cokolwiek, na miłość boską! Pokaż mu, że Ci na nim zależy, pokaż mu, że go kochasz! Kup kwiaty, bombonierkę, padnij na kolana, nie wiem!
Słuchałem jej słów zdając sobie sprawę, że ma rację. Użalam się nad sobą wylewając morze łez chociaż to w żaden sposób nie pomoże mi w niczym. A każda kolejna godzina oddala nas od siebie i nim się obejrzę może być już za późno. I wtedy do końca życia nie wybaczyłbym sobie, że pozwoliłem mu odejść... Przez cały ten czas czekałem na to, aż on sam wróci albo jakoś się odezwie, chociaż to ja powinien go wszędzie szukać, dzwonić co piętnaście minut i zasypywać tysiącem smsów.
Boże. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że Matt mógł sobie pomyśleć, że mi już przestało na nim zależeć. Że nie jest wart tego, żeby o niego zawalczyć. A przecież tak nie było.
Popełniłem błąd. Ogromny błąd, przez który Matthias musiał cierpieć. Skrzywdziłem go, chociaż nigdy tego nie chciałem. Ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy upadamy.
A ważniejsze od tego, że upadliśmy jest to, że powstaliśmy.
Jeszcze raz spojrzałem na stojącą naprzeciw mnie Nicole. Byłem jej ogromie wdzięczny, że w końcu otworzyła mi oczy i pomogła zrozumieć, że nie powinienem się poddawać. Że nie mogę się poddawać. Nie mogę pozwolić, żebym tak łatwo go stracił.
Obróciłem się energicznie wiedząc, że muszę coś zrobić. Przez chwilę stałem z zapartym tchem jakby nie dowierzając w to, co widzę.
-Matthias- wyszeptałem i rzuciłem się w jego ramiona. Wtuliłem się w jego kurtkę tak bardzo bojąc się, że to wszystko to tylko piękny sen, a on za chwilę zniknie bez śladu. Ale tak się nie stało.
Subtelnie musnąłem jego usta, ale sekundę później on znowu przyciągnął mnie do siebie obdarzając gorącym pocałunkiem pełnym pasji, miłości i tęsknoty. 
Myślę, że jeszcze bardzo długa rozmowa przed nami. I z pewnością nie będzie ona łatwa, ale.. W tamtej chwili to nie miało dla mnie znaczenia. Liczyło się tylko to, że Matthias jest tutaj. Ze mną.
Więc może jeszcze nie wszystko stracone..?

3 komentarze:

  1. Jakie to wszystko jest super ta historia ten blog <3 Kocham. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału *.* Nie wiem czy wytrzymam ;/
    ~Julia M

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze szkoda ,że taki krótki.Znowu płakałam na tym rozdziale ,ale chyba jesteś już do tego przyzwyczajona.Nawet nie wiesz jak mocno czekałam na ten rozdział .Podoba mi się to ,że się nie poddał. Oczywiście ,że czeka ich długa rozmowa która może wiele wyjaśnić ale i nie .Ty też powinnaś w końcu uwierzyć bo piszesz genialnie ! Jestem niezmiernie ciekawa co dalej .Twój blog mnie wciągnął i już nie puści z czego się bardzo cieszę .Ogromnie jestem ciekawa co dalej więc pisz.Życzę ci dużo weny i czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  3. . . . normalnie siedzę i ryczę.
    I nie wiem czy bardziej przez piosenkę, czy przez Ciebie. . .
    Więc wybacz, że nic nie napiszę, ale ten. . . no.
    cudowne ♥
    i mam nadzieję, że jakoś to będzie w 15. ;)
    BUŹKI ♥

    OdpowiedzUsuń