piątek, 5 września 2014

Rozdział trzeci



Jakie to życie czasami potrafi być paradoksalne... Jeszcze kilka miesięcy temu „uganiałem się” za Andreasem jak jakiś napalony nastolatek zaaferowany wszystkim co się rusza, mówi i oddycha.
Dałem sobie z tym spokój, a tu nagle, ni stąd ni zowąd to ON zapukał do mych drzwi z szelmowskim uśmiechem na ustach zupełnie jakbyśmy byli starymi dobrymi znajomymi ze szkoły…
Często rozmawialiśmy, gdy wpadliśmy na siebie na schodach czy na ulicy, zdarzały się nawet jakieś wyjścia na imprezy.
Ale tak naprawdę nie znaliśmy się aż tak dobrze, abym mógł nazwać go „moim przyjacielem”. Chociaż w głębi duszy pragnąłem aby był kimś znacznie więcej…
Leciałem na niego jak pszczoła na miód i zdaje mi się, że on dobrze o tym wiedział. Ale kontakt szybko się urwał, co odebrałem jako coś w stylu:  ,,Nie, dziękuję, nie jestem zainteresowany.”
Nie chcę wyjść na „typowego geja skaczącego z kwiatka na kwiatek” , ale nie rozpaczałem z  tego powodu. Owszem, ciągnęło mnie do niego ale za tym nie kryło się się nic głębszego i poważniejszego.
Nie byłem w nim nawet zakochany, a co tu dopiero mówić o miłości…
I wydaję mi się, że w tej kwestii nic się nie zmieniło… Ostatnio zauważyłem u siebie tendencję nadmiernego i zupełnie niepotrzebnego rozwodzenia się nad swoimi uczuciami i osobami, które są mi bliskie. Nie śpię po nocach rozmyślając i starając się jakoś nazwać i zdefiniować moje odczucia wobec różnych osób, co nie zawsze okazuje się być trafne… Postanowiłem raz na zawsze skończyć z tym marnowaniem czasu i zaśmiecaniem sobie głowy niepotrzebnymi wizjami. 
Zarówno Matt, jak i Andreas są dla mnie bardzo ważni – pierwszy z nich jako przyjaciel, a drugi być może jako ktoś więcej…
Lecz nie ma najmniejszego sensu rozmyślać, czy kiedykolwiek między mną, a Andreasem będzie coś więcej, bo w życiu, poza śmiercią, nie ma niczego , czego możemy być w stu procentach pewni…
Równie dobrze mógłbym zastanawiać się czy kiedyś coś połączy mnie z Mattem…
Nigdy nic nie wiadomo, przyszłość w odpowiednim czasie pokaże nam odpowiedzi na wszelkie pytania, więc musimy zachować cierpliwość…

-Cholera, jesteśmy cali mokrzy…- rzuciłem spoglądając na nas obojga. Dosłownie, byliśmy mokrzy od stóp do głów… Wychodząc na miasto na spotkanie za znajomymi nic nie zwiastowało, że spotka nas taka ulewa i gradobicie. Jak na złość nikt z nas nie miał nawet parasolki i musieliśmy biec na najbliższy przystanek metra o mało co nie skręcając sobie nóg na mokrych płytach wiedeńskiej ulicy.
-Naprawdę? Nie zauważyłem- odrzekł Andreas z nutką sarkazmu śmiejąc się cicho
-Dobra, chodź do mnie, zrobię gorącej herbaty z cytryną.
-Ja to się muszę najpierw w coś suchego przebrać…
-Jezu, nie marudź, dam ci coś przecież…- odpowiedziałem przekręcając klucz w drzwiach- Się możesz rozgościć, za moment wrócę…I zdejmij to z siebie-dodałem wymownie wskazując palcem na cały jego ubiór, Andreas tylko pokiwał głową a ja udałem się do pokoju i po przewaleniu połowy szafy udało mi się w końcu znaleźć jakiś przyzwoity T-shirt i dres.
-Wiem, że nie chodzisz w dresach, ale będziesz musiał to jakoś przeboleć
-Całe szczęście, że jestem ubezpieczony!- rzucił z teatralną dramaturgią
Przewróciłem oczami udając się do kuchni. Andreas, już w nowym stroju, dołączył do mnie siadając naprzeciwko. Od razu  wyczułem, że coś jest nie tak…
-Ej, stało się coś?- spytałem niepewnie
-Nie… Mam pytanie… Znaczy jak nie chcesz oczywiście nie musisz odpowiadać bo…
-Andreas, pytaj a nie...
-Dobra… Bo ten Matthias, ten co z Tobą tu mieszka to czy on… znaczy, czy wy jesteście… no wiesz..?
-…Razem?- dokończyłem za niego a on tylko kiwnął głową- Nie, nie jesteśmy razem. Skąd ci to przyszło do głowy? Przyjaźnimy się i tyle…
-Aha… Wiesz, nie to że jestem wścibski, czy coś… Tylko po prostu nie znam go w ogóle i nie wiem co tu robi… wiesz…- mówił zupełnie tak jakby to w jakikolwiek sposób tłumaczyło jego pytanie
-Jest z Graz i mieszka ze mną bo zbytnio nie ma innej opcji… Powiedzmy, że ambitny uczący się walczyć o swoje marzenia pod moim czujnym okiem- zaśmiałem się- Ale między nami nic nie i raczej nie będzie…
-… To się przynajmniej nie muszę o niego martwić- powiedział to tak cicho, że nawet nie byłem pewien, czy dobrze usłyszałem
-Mówiłeś coś?
-Nie, nie- zaprzeczył szybko, stanowczo za szybko… Lecz postanowiłem nie drążyć tego, zwłaszcza, że Andreas szybko zmienił temat.
Rozmawialiśmy, jak to się popularnie mówi „o wszystkim i o niczym”. Na pozór zwykłe, codzienne sprawy wciągnęły nas tak bardzo, że zanim się obejrzeliśmy był już wieczór.
-Jezus Maria… Dobra, ja już muszę lecieć. Widzimy się jutro, nie?
-Wiesz… Jutro odpada, bo już coś obiecałem Matthiasowi i…- tłumaczyłem kłamiąc jak z nut niezbyt widząc lepsze wyjście w tej sytuacji…
-Aaa.
-Co jest?- spytałem widząc jego smętną minę
-Nie, nic…- po raz kolejny próbował mnie zbić z tropu
-Andreas…
-No jejku co ja poradzę, że mnie wkurza?!
-Ale kto? I czemu?
-Ten Twój cały Matt… Mieszka tu z Tobą, je, żyje, egzystuje… ogólnie: spędza z Tobą większość czasu… A ja nie chcę się Tobą dzielić… Z nikim- dodał po czym przyciągnął mnie do siebie i obdarzył jednym z najbardziej namiętnych pocałunków w całym moim życiu.
Trwało to tak krótko, że nawet nie zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować… Stałem tam w pełni oddając się jego pocałunkom.
-Nikim- powtórzył odrywając się ode mnie po czym tak po prostu wyszedł. Zupełnie jakby nic nie miało miejsca.
A przecież on właśnie mnie POCAŁOWAŁ. I to nie był jakiś tam przelotny całus, ale pocałunek z prawdziwego zdarzenia. Czułem się jak bohater opery mydlanej, któremu ktoś nieźle namieszał w głowie. Wtedy kompletnie nie wiedziałem jak mam odebrać jego zachowanie i na co liczyć. Ale nie przejmowałem się tym zbytnio, bo w mojej podświadomości był jakiś powód, który sprawiał, że czułem się wówczas najszczęśliwszym facetem w całej Austrii. A kto w takiej chwili przejmowałby się czymś innym?

2 komentarze:

  1. Rozdział mi się podoba z niecierpliwością czekam na następny .I cieszę się ,że jesteś.Ja opublikowałam nową recenzje jeśli chcesz możesz poczytać i skomentować.
    Ja tymczasem życzę ci dużo weny i gorąco pozdrawiam z Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. ŁoMatkoJedyna.
    Wszystko tak szybko się dzieję, że nawet nie nadążam.
    A ten pocałunek na końcu... Hmm, ewidentnie coś się kroi ♥
    (jeśli wiesz co mam na myśli :p)
    Mimo to postać Andreasa jakoś nie przypadła mi do gustu, sama nie wiem czemu :(

    Ahh, może wydarzenia następnych rozdziałów jakoś mnie do niego przekonają...

    OdpowiedzUsuń