sobota, 27 września 2014

Rozdział szósty



10 miesięcy wcześniej…
-Ale dlaczego nie możemy iść z nim?- drążył dalej temat Andreas
-Bo on nie wie, że my… no wiesz…- powiedziałem ledwie słyszalnie.  Sam byłem na siebie zły, że od ponad miesiąca nie mogę się zebrać w garść i powiedzieć Matthiasowi prawdę. Jest moim przyjacielem i zasługuje na to, żeby wiedzieć.
Ale tak cholernie się bałem, że go stracę. Snułem czarne wizje, że jak dowie się, że jestem gejem to natychmiast ucieknie jak najdalej ode mnie w obawie, że kiedyś mogę do niego poczuć coś więcej.
Źle się czułem rozmawiając z Matthiasem, bo mimo że przecież w niczym go nie okłamałem, nie byłem z nim do końca szczery… I tu nie chodzi o moją orientację, bo de facto nigdy nie rozmawiamy na takie tematy… Po prostu przyjaciele powinni chyba sobie takie rzeczy mówić… prawda?
-Wspaniale- odrzekł z przekąsem- Wprost cudownie, Thomasku! A możesz mi łaskawie powiedzieć, kiedy masz zamiar go uświadomić?!- był na mnie zły, ale nie mogłem go za to winić
-Nie wiem jeszcze..
-Świetnie!- wykrzyknął nerwowo chodząc po pokoju
-Andreas… Andreas, hej ,no popatrz na mnie- powtórzyłem podchodząc do niego bliżej- Proszę, nie kłóćmy się już o to… Nie lubię jak się kłócimy…
-Ja też nie- wymruczał cicho podnosząc na mnie swój wzrok, uśmiechnąłem się do niego delikatnie- Ale i tak mam ochotę cię udusić…
-Tak, tak, też cię kocham skarbie- odpowiedziałem śmiejąc się pod nosem po czym pocałowałem go delikatnie- Dobra, a teraz musimy poważnie porozmawiać…
-Yyyy, a nie możemy najpierw wrócić do poprzedniej czynności?
-Nie, naj…- zacząłem lecz zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób temu zapobiec Andreas pochylił się i pocałował mnie namiętnie…

Dni mijały powoli, jeden po drugim. Promyki słońca powoli ustępowały miejsca chmurom. Drzewa zaczęły zmieniać swoje „kreacje”.
Cały Wiedeń stał się szary i ponury. Jeszcze tylko gdzieniegdzie można było spotkać jakichś turystów korzystających z ostatnich dni urlopów.
Mimo niesprzyjającej aury i powszechnej melancholii za ciepłym i słonecznym latem wcale nie odczuwałem przygnębienia.
Mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą. W moim przypadku dodałbym do tego, że również nie przejmują się niczym innym, poza ów źródłem szczęścia…
Mogłoby nawet teraz spaść pięć metrów śniegu, okna zamarznąć, a na dworze szaleć zamieć śnieżna.
Nie obchodziłoby mnie to. Nie obchodziłoby mnie to dopóki miał bym jego przy sobie…
To zabawne. Tak niewielu z nas potrafi dostrzec jak mało nam potrzeba do prawdziwego szczęścia. Żyjemy w ciągle niekończącej się pogoni za dobrami materialnymi, a nasz apetyt stale rośnie w miarę jedzenia. Niewielu z nas umie sobie powiedzieć „dość”, większość zachowuje się jak roboty zaprogramowane na „Jak najwięcej. Dla siebie”.
Prawie każdy z nas będąc młodszym marzył o wielkiej sławie, fortunie, wypasionej chacie i super dziewczynie… Chociaż w moim przypadku to ostatnie nigdy nie było brane pod uwagę... Ale nie to jest ważne. Każdy z nas myślał jak zwykły materialista. Przynajmniej przez jakiś czas, przynajmniej przez chwilę…
Dopiero wychowanie naszych rodziców, własne doświadczenia, a przede wszystkich nieustające poszukiwanie sensu w naszym życiu, istnieniu spowodowało zmianę hierarchii wartości w naszym życiu.
Również ja, jako mały chłopiec nie marzyłem o wielkiej miłości, ale o zbudowaniu samemu sobie domu z klocków LEGO…
Dopiero później zacząłem myśleć o tym, że miło byłoby mieć w tym domku z klocków kogoś jeszcze…
Kogoś z kim mógłbym się razem śmiać i płakać, z kim mógłbym dzielić wszystkie smutki i radości, który pocieszałby mnie ale i też gdy byłaby taka potrzeba ustawił do pionu… I chyba go już znalazłem…
-…Tom, czy ty mnie w ogóle słuchasz?- głos mojego chłopaka wyrwał mnie z zamyślenia
-Tak, oczywiście, że tak-natychmiast  odpowiedziałem, na co Andreas zaśmiał się głośno dobrze wiedząc, że łżę jak z nut- A o czym mówiłeś?
-Co ty na to, aby iść do wesołego miasteczka? –spytał pełen nadziei uśmiechając się do mnie od ucha do ucha. Wyglądał jak przeurocze małe dziecko proszące o lizaka…
-Pewnie- zgodziłem się, bo jak mogłem odmówić takiemu „słodziakowi”? Andreas w euforii rzucił się na mnie całując czule, kompletnie zapominając, że nie jesteśmy w tym parku sami…
-Ooooo… Wybaczcie chłopcy, ale jesteście tacy słodcy, że nie idzie od was ocząt oderwać- starsza pani siedząca na ławce obok uśmiechnęła się do nas serdecznie.
-Dziękujemy- odrzekłem niepewnie zaskoczony tak pozytywną reakcją, a Andreas śmiejąc się pod nosem przytulił się do mnie całując w policzek.
-Eh, gdyby mój mąż miewał czasem takie momenty spontanicznego okazywania miłości…- zaśmiała się- No cóż, życzę wam dużo siły i szczęścia w tej miłości.
Odwzajemniłem uśmiech dziękując za miłe słowa, a Andreas żegnając się szybko złapał mnie za rękę ciągnąc w stronę obiecanego wesołego miasteczka…

W nocy długo jeszcze nie mogłem zasnąć przez natłok pozytywnych wrażeń z dnia dzisiejszego. W wesołym miasteczku bawiliśmy się świetnie, a dzięki Andreasowi mogłem znowu poczuć się beztrosko jak dziecko.
Ale chyba najbardziej w pamięć zapadła mi zaskakująco serdeczna reakcja starszej pani w parku.
Prawda, Wiedeń jest dość tolerancyjnym miastem i sądzę, że na ulicy widok homoseksualnej pary spacerującej za rękę nie zrobiłby na przechodniach większego wrażenia…
Mimo to byłem bardzo zaskoczony, że nie tylko nie powiedziała niczego nieprzyjemnego, ale wprost przeciwnie- była dla nas bardzo miła.
O ile spotkałem się już z ludźmi, którzy nie mieli nic przeciwko mojej „odmiennej orientacji”, to myślę, że rzadko by się zdarzyło, aby temu komuś nie przeszkadzał fakt, że ktoś przed chwilą mnie pocałował…
Czy to oznacza, że coś się zmienia? Czyżby po kilkudziesięciu latach darzenia „nas” nienawiścią w ludziach coś pękło? Przejrzeli w końcu na oczy i zrozumieli, że to jakiej płci, religii czy karnacji jest osoba, którą kochamy jest bez znaczenia?
Bardzo chciałbym żeby tak było. Niestety obawiam się, że ludzie nawet jeśli zrozumieli, że orientacja seksualna nie jest czymś, co można sobie wybrać, to wciąż uważają homoseksualizm za chorobę… A przecież już od ponad 20 lat oficjalnie nią nie jest…  Dlaczego jest to tak trudne do zrozumienia?
Każdy z nas jest inny, ale to nie powód, aby obrażać i uważać się za tych „lepszych”… Nie są w stanie dać nam odrobiny szacunku, a co dopiero tu mówić o równych prawach…
Ale to się zmieni. Jestem pewien, że pewnego pięknego dnia to się zmieni… Nie wiem kiedy, ale ten dzień z pewnością nadejdzie. A TY lepiej dobrze się wtedy zastanów, którą drogę wolisz- wzajemnej miłości czy nienawiści…

11 komentarzy:

  1. Super blog kocham to <3 oby tego było więcej. Kto to pisze powinien książke pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za czytanie tego bloga i miłe słowa :*
      Mam nadzieję, że dotrwasz do końca i nie będziesz zawiedziony :)
      Buziaki :*

      Usuń
  2. A czy to jest wymyślone czy z życia wzięte?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... Historia opisuje losy Thomasa, czyli osoby de facto rzeczywiście istniejącej.
      Jeśli chodzi o fabułę, to jest to 100% mojej literackiej fikcji.
      Nie jestem homoseksualistką, ale staram się w jak najbardziej rzeczywisty sposób zobrazować wydarzenia i uczucia Toma (wybaczcie, jeśli czasami ułomnie mi to wychodzi).
      Myślę więc, że odpowiedziałam na Twoje pytanie :)
      Dziękuję za to pytanie, miło że jesteś zainteresowany/-a w opowiadaniu :)
      Buziaki :*

      Usuń
  3. Boże przepiękne ,cudo .Końcówka najlepsza .Właśnie powinniśmy wybrać miłość czy nienawiść?Ja już wybrałam miłość mam nadzieję,że ją kiedyś znajdę tą prawdziwą i jedyną .Życzę tego też wszystkim innym miłości a oprócz tego akceptacji i zrozumienia.A tobie życzę dużo miłości i weny żebyś pisała mi tak genialne opowiadania.Całuję z Łodzi.I czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłość♥Miłość♥Miłość♥
      Miłość od wszystkich, dla wszystkich.

      Dziękuję za wszyyyystkie miłe słowa, to naprawdę wiele dla mnie znaczy :)
      Dziękuję, że cierpliwie trwasz, mam nadzieję, że tak będzie do końca ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Oczywiście nie mogłabym opuścić ciebie i tego genialnego opowiadania.

      Usuń
  4. ...
    Zabiłaś mnie.
    Po raz kolejny mnie zabiłaś ♥
    Boże, to było tak przepiękne... Ja... Brak słów.
    Sliczna końcówka. Żeby było więcej takich ludzi ...
    Ah ♥
    Cudeńko nad cudeńkami.
    #ZnowuRyczę *__*
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      Jeju, jesteście wszyscy tacy kooooooochani :*
      dzięki za miłe słowa :*

      Usuń
  5. Bardzo fajne opowiadanie ;-) Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń