Teraźniejszość… (powrót
do wydarzeń z prologu)
Zdawało mi się, że wszystko to, co słyszę dookoła, wszystkie
dźwięki jakie dobiegają do moich uszu zlewają się w jeden, przeraźliwie głośny pisk.
Zasłoniłem uszy dłonią mocno ściskając powieki. Jeden głęboki wdech. Powoli
otworzyłem oczy, lecz przez łzy niewiele widziałem…
-Tom! Mój Boże, Tom!- usłyszałem krzyk Jacquesa próbującego przebić
się przez tłum ludzi, bez słowa podbiegł do mnie przytulając do siebie. Łkałem
mu w rękaw, a on o nic nie pytał. Głaskał po głowie co chwile powtarzając „będzie
dobrze, będzie dobrze…” . Niezbyt wiedziałem,
czy chce tym przekonać mnie, czy może siebie samego. Ale to nie miało
żadnego znaczenia…
- Wszystko w porządku? Coś cię boli? Może chcesz jakąś
tabletkę? Coś na uspokojenie?
-Nie trzeba…- wydukałem jąkając się przez łzy, po czym
rozpłakałem się jeszcze bardziej
- Boże…- powiedział ponownie przytulając mnie, a po
policzkach spływały mu łzy
Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Miałem wrażenie jakby
wszystko wokół nas się zatrzymało i nie minęło nawet 5 minut.
Mówi się, że nie da się nic nie czuć. Jednak w tamtej chwili
takie właśnie miałem uczucie.
Czułem w sobie jedynie pustkę i coś, co sprawiało, że ani
przez chwilę łzy nie przestały spływać po moich policzkach, jedna za drugą. Płakałem
rzewnie, gdzieś tam w podświadomości obawiając się najgorszego z najgorszych
możliwych scenariuszy… Że zostanę sam. I nieważne ilu ludzi byłoby wokół mnie,
już nigdy nie pozbędę się tego uczucia samotności i opuszczenia…
-Tom, Tom, słyszysz mnie? Zabierają go do szpitala, chcesz
jechać? Tom?- pytał Rene
-Tak… oczywiście, że tak- odpowiedziałem już nieco głośniej
starając się jakoś otrzeźwić swój umysł.
-To chodźcie, Jacques, pomóż mu jakoś dojść… I nie spuszczaj
go z oka. Ja idę zgłosić, że wychodzimy- zniknął równie szybko jak się pojawił.
Jacques złapał mnie za rękę i prowadził, co chwilę krzycząc,
żeby zrobili nam przejście. Szedłem z nim myślami kompletnie nieobecny. Co
chwilę ktoś na nas wpadał, ludzie krzyczeli, przepychali się, deptali po mojej sukience.
Nie liczyło się dla mnie nic. Chciałem tylko jak najszybciej
znaleźć się przy nim. Złapać za rękę, pocałować… Po prostu być…
W końcu stanęliśmy przed karetką. Na chwilę straciłem
Jacquesa z oczu. Rozglądałem się dookoła
kompletnie zdezorientowany, jak małe dziecko w dżungli.
Ujrzałem uchylone drzwi pogotowia ratunkowego i jego
leżącego w środku. Krzyknąłem głośno z rozpaczy i poderwałem się do biegu, gdy
zatrzymały mnie silne ramiona. Po raz kolejny był to Jacques.
-Ciiii- szeptał wciąż trzymając mnie w objęciach
Mijały kolejne sekundy, minuty, kwadranse, może i godziny… Siedziałem na korytarzu wciąż płacząc. Byłem bardzo wdzięczny, że Jacques cały czas był przy mnie. Był dla mnie ogromnym wsparciem, nie wiem czy dałbym radę tu przyjechać i czekać…
Na końcu korytarza ujrzałem swoich rodziców, Nadine, Raphaela, Rene i
Davida.
Bez żadnego słowa poderwałem się ściskając po kolei każdego
z nich otrzymując słowa otuchy. Nie dało się nie zauważyć, że każdy z nich
uronił choć kilka łez. Po raz pierwszy w życiu widziałem jak mój ojciec płacze.
Ten, który zawsze mi powtarzał, że płacz to rodzaj paniki, zupełnie
niepotrzebnej paniki.
Rene również miał łzy w oczach. Chyba nikt do końca nie
dowierzał w to, co się stało.
Zupełnie tak jakbyśmy wszyscy czekali kiedy ktoś nas z tego
koszmaru wybudzi… Ale póki co tak się nie stało…
-Przepraszam…-zaczęła lekarka wychodząc z sali operacyjnej-
Czy mogłabym rozmawiać z kimś z rodziny?
-Tak- niepewnie wstałem siląc się na normalny ton głosu
-A Pan jest..?- spojrzała na mnie wyczekująco, choć pewnie doskonale domyślała się, jaka będzie odpowiedź na to pytanie
-Przyjacielem, partnerem, kochankiem, narzeczonym, nie wiem!
Niech pani sobie to nazwie jak chce!- czułem jak wzrasta we mnie frustracja,
czego ona nie rozumie?!
-Rozumiem… Niestety nie mam dobrych wieści- zaczęła a ja
miałem wrażenie jakby moje serce na moment kompletnie zamarło.
Tak wielu rzeczy żałowałem... Żałowałem, że nie zabrałem go w
góry, żałowałem, że nie pojechaliśmy razem do Paryża, żałowałem, że nie
przypięliśmy własnej kłódki na Moście Miłości, żałowałem, że tak rzadko mówiłem
mu „kocham cię” , żałowałem tak wielu rzeczy, których nie zrobiliśmy…
Ale przede wszystkim żałowałem, że tak wiele czasu
straciliśmy nie będąc razem. Ile dni, tygodni, miesięcy naszej znajomości
mogliśmy być szczęśliwą parą?
Tak wiele osób wokół stale powtarza: ,,Żyj tak jakby to był
twój ostatni dzień, miej za nic innych…”. Ile razy w ciągu Waszego życia
usłyszeliście podobne słowa? A czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad ich
znaczeniem? Czy wcielaliście to w życie?
To jest ten problem. Milion razy słyszałem od rodziców,
znajomych podobne rady i w pełni rozumiałem ich przekaz i znaczenie, ale… Ale
tak naprawdę nie dostrzegałem powagi sytuacji. Byłem, w gruncie rzeczy wciąż
jestem, młodym chłopakiem, który myśli, że ma w garści cały świat i ma
kompletnie za nic fakt, że wszystko może zniknąć w mgnieniu oka.
Chociaż… Może tak miało być? Może jest gdzieś tam ktoś
wszechmocny, kto pisze za nas tą sztukę pt. ,, Życie”, w której jesteśmy tylko
bezbronnymi aktorami skazanymi na los?
Ale ta sztuka wciąż trwa, wciąż nie znamy jej zakończenia….
Jacquuuuuueeeeeees mój kochany w końcu <3 tak uroczy <3 opowiadanie smutek tak bardzo :( kurde, matt kojarzy mi się tylko z gościem z Death Note, który miał czerwone włosy, jeździł mercedesem i jarał szlugi :P
OdpowiedzUsuńŁał, boże pierwszy raz nie wiem co powiedzieć(napisać ) powiem ci szczerze wzruszyłam się ,rozpłakałam coś w tym stylu.Bardzo smutny rozdział .Końcówka genialna ,świetnie piszesz.Ja zapraszam na recenzję książki.Wygląd bloga jest lepszy mogę nawet powiedzieć ,że pasuje idealnie do rozdziału.
OdpowiedzUsuń...
OdpowiedzUsuńja...
Kurczę, naprawde mnie zaskoczyłaś. Tym niespodziewanym powrotem do "teraźniejszości".
wielu rzeczy się spodziewałam, ale nie tego ♥♥♥
Rozwaliłaś mnie na łopatki kobieto, co tu dużo mówić :)
Boże, drugi raz podczas czytania tego opowiadania siedzę nad paczką smarkatek ( a nie płaczę nawet na Titanicu!) Nie lubię cię... ♥
Opisujesz cudownie (tak wiem, powtarzam się). Końcówka bardzo... intrygująca?
Nie wiem nawet kim jest ta poszkodowana osoba ani co z nią jest, ale mam przeczucie że to zupełnie odmienny bohater, którego jeszcze nie znamy... ^^
Mam nadzieję, że szybko jakoś to się wszystko wyjaśni, bo umieraaaam z ciekawości ♥
PS Jak urwiesz mi tutaj wątek i wrócisz z powrotem do tamtych wydarzeń to ci łeb ukręcę, kochana :* ♥