Wiedeń powoli
budziły pierwsze promienie wiosennego słońca. Po ulicach leniwie
przewijały się kolejne samochody, których skądinąd z każdym
kwadransem pojawiało się coraz więcej i więcej. Ludzie wychodzili
na ulice chcąc nacieszyć się wolną sobotą i wyjątkowo piękną
jak na koniec marca pogodę. Thomas westchnął ciężko odchodząc
od kuchennego okna. Sięgnął po czajnik nalewając sobie kolejną
już kawę co rzecz jasna nie uszło uwadze jego menadżera, który
rzucił mu bardzo znaczące, surowe, a zarazem przepełnione ojcowską
wręcz troską spojrzenie. Chłopak przewrócił oczyma w głębi
duszy dobrze wiedząc, że Rene ma rację, lecz był zbyt uparty aby
to przyznać. Poza tym, wciąż był na niego zły.
-Jakbym wyszedł na
krótki spacer w słońcu to od razu bym się obudził- burknął
przechodząc obok niego i rozkładając się na fioletowej sofie.
-Tom...- upomniał
go Berto. Doskonale zdawał sobie sprawę, że chłopak
najzwyczajniej w świecie droczy się z nim i chce mu zrobić na
złość. Przecież nigdy nie lubił chodzić na spacery-
Rozmawialiśmy już o tym, wielokrotnie... Przez kilka dni musisz po
prostu zostać w domu.... Nikt nie chce ci zrobić na złość, Tom-
dodał już łagodniej siadając na skrawku kanapy i delikatnie
odgarniając kosmyk czarnych włosów z jego twarzy.
Neuwirth zachowywał
się prawdę mówiąc jak dziecko, które boczy się na rodziców za
to, że nie pozwalają mu wieczorem wychodzić samemu z domu. A
przecież wszystko to, co robią, robią tylko i wyłącznie dla jego
dobra. I nie robią tego bez przyczyny. Rene, który już przecież
jest prawie na półmetku stulecia nie ma własnych dzieci. Może
właśnie dlatego o swojego podopiecznego troszczy się podwójnie-
jako jego menadżer i drugi ojciec. Pamięta przecież jak podczas
wrześniowej wizyty w rodzinnym mieście Thomasa obiecywał jego
rodzicom, że gdziekolwiek ich syn uda się „służbowo” on
będzie miał na niego oko i nie pozwoli aby cokolwiek złego mu się
stało. I chociaż tak naprawdę wtedy nie miał żadnych
poważniejszych powodów, aby uspokajać państwa Neuwirth rozumiał
ich troskę po tych wszystkich okropieństwach, które wyczytali w
internecie jak i również w listach do nich samych zaadresowanych.
Rene wielokrotnie przekonywał ich, że to tylko głupie pogróżki i
tych ludzi nie stać nawet na bezpośrednią konfrontację z
Conchitą, a co dopiero na zrobienie jej krzywdy. Tym bardziej
wiedział, że musi teraz poświęcać Thomasowi więcej czasu i
uwagi, bo chłopak nie do końca zdaje sobie sprawę, że teraz nie
ma w tym nic śmiesznego.
I chociaż był w
pełni świadomy tego, że jest on uparty i nie ma mowy aby w
jakikolwiek sposób go do tego przekonać po kilku godzinach
monotonnego naciskania w końcu zgodzi się. Choćby i nawet
wyłącznie dla świętego spokoju. Ale zgodzi się. Dlatego gdy już
uzyskał pozytywną odpowiedź wychodząc z mieszkania Neuwirtha mógł
czuć się o wiele spokojniejszy. Natychmiast poradził chłopakowi
zamknięcie drzwi i położenie się do łóżka grożąc przy tym
palcem, że on to wszystko potem sprawdzi. Tom zaśmiał się tylko
pod nosem potulnie mu potakując. Leniwie wyjrzał przez okno
obserwując odjeżdżające auto Berto po czym usiadł przy stole sam
nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić.
Słysząc
pukanie podszedł do drzwi biorąc głęboki wdech. Przez chwilę
zawahał się czy nie zaszyć się gdzieś w pokoju a następnie udać
przed Rene, że nie słyszał żadnego dzwonka, ale... Doskonale
wiedział, że to by tylko pogorszyło całą tą sprawę. Szybkim
ruchem nacisnął klamkę otwierając drzwi jakby bojąc się tego,
co zastanie po drugiej stronie. Ku jego zdziwieniu stał przed nim
młody szatyn, który z pewnością nie mógł być wiele starszy od
niego. Uśmiechał się do niego delikatnie sprawiając wrażenie
bardziej jakby przyszedł tutaj w sprawach osobistych niż
zawodowych. Tom przez chwilę poczuł lekkie wątpliwości czy aby na
pewno stojący przed nim chłopak jest tym zapowiadanym przez jego
menadżera.
-Dzień
dobry, młodszy sierżant Felix Muller..
Tom
ocknął się w końcu odsuwając się nieco na bok zapraszając
mężczyznę do siebie. Bacznie obserwował każdy jego ruch, sam nie
do końca wiedząc czemu. Przypatrywał mu się jak rzadkiemu
zjawisku, którego nie potrafił pojąć zupełnie tak, jakby sposób
w jaki ściąga i odwiesza swój płaszcz był w stanie opowiedzieć
mu jakim tak naprawdę jest człowiekiem. Z uśmiechem na ustach
zaprosił „gościa” do salonu częstując go domowymi
ciasteczkami i gorącą kawą. I chociaż z początku bardzo się
temu całemu pomysłowi sprzeciwiał teraz czuł nie do końca
wyjaśnioną potrzebę zrobienia dobrego pierwszego wrażenia. Bo
przecież skoro mają ze sobą spędzać 24 godziny na dobę to
powinni się jakoś dogadywać, prawda?
Thomas
starając się i siląc na zbędne uprzejmości nie miał nawet
pojęcia jak bardzo tym spotkaniem podekscytowany jest Felix. Bo
chociaż nikomu nie mówił to cholernie fascynowała go postać
Conchity od pierwszej chwili, w której ją ujrzał. Czuł się jak
napalona nastolatka, która po latach ubóstwiania swego bożyszcza w
końcu ma okazję stanąć z nim oko w oko.
-Wiesz
Tom...- zaczął niepewnie stawiając kubek świeżo wyciśniętego
soku pomarańczowego robiąc krótką pauzę jakby sam zastanawiał
się, co tak naprawdę chce powiedzieć, jak ma to powiedzieć i czy
to w ogóle ma jakiś sens- Tak sobie myślałem, że spacer by nam
chyba dobrze zrobił, nie sądzisz?- po kilkunastu dniach siedzenia w
domu i poznawania siebie nawzajem Felix zaczynał już rozumieć
Toma.
Chłopak
zdziwiony tym, co właśnie usłyszał oderwał wzrok od niczym się
nie wyróżniającej w swej budowie i wyglądzie szklanki delikatnie
zerkając na autora tych słów. Początkowo sam nie wiedział, co ma
w takiej sytuacji odpowiedzieć, bo chociaż rachunek "za"
i "przeciw" wypada bardzo niekorzystnie, to wie, że nie ma
nic lepszego dla niego w tej chwili jak wyrwać się z tych czterech
ścian choćby i na godzinę.
Felix
uśmiechnął się delikatnie czując, że dobrze wie, jaka będzie
odpowiedź Thomasa. I chociaż może nie powinien tego robić, to
czuł w głębi serca, że musi, sam nie do końca wiedząc czemu. Ta
niewyjaśniona potrzeba troszczenia i opiekowania się Tomem była
silniejsza niż cokolwiek innego-nawet rozsądek. Felix doskonale
zdawał sobie sprawę, że Tom źle czuje się zamknięty w czterech
ścianach odseparowany od wszystkich i wszystkiego. Wiedział, że to
krótkie wyjście może i nie ma aż tak cudownej i uzdrowicielskiej
mocy, ale chciał chociaż spróbować. Chwila pozornej wciąż
wolności na świeżym powietrzu, to jedyne, co może mu dać skoro
ten odrzuca jego pomoc. Gdzieś tam jednak czuł, że może jakimś
sposobem uda mu się zyskać jego zaufanie i wydusi z siebie to, co
od kilku dni go gryzie. Chociaż nie umiał do końca tego
wytłumaczyć miał w sobie takie coś, że gdy widział albo czuł,
że kogoś bliskiego coś trapi czy gryzie nie umiał zachowywać się
w stosunku do tego obojętnie. Sam nie wiedział czemu, ale od
pierwszej chwili, kiedy go spotkał poczuł niewyjaśnioną i z
pewnej perspektywy wręcz intrygującą więź. Chociaż z początku
lekko nią i całą osobą Thomasa był lekko przerażony przez co
rozmowa zupełnie się nie kleiła, szybko jednak przekonał się, że
naprawdę bardzo wiele mają ze sobą wspólnego. Prawdę mówiąc
powinien sam na siebie być zły za to, że tak szybko przywiązuje
się do osób. Zwłaszcza, że jest w pracy i jego zadaniem jest
chronić, aby żaden podejrzany typ nie ważył się nawet tknąć go
palcem. Tom przy bliższym poznaniu jest naprawdę bardzo miłym,
inteligentnym i zabawnym chłopakiem. Lecz Felix w pełni rozumiał
jego początkowy lęk i niechęć. Zapewne facet, który podstępem
porwał go i omalże nie poderżnął mu gardła z początku również
wydawał się miły i otwarty. I chociaż brunet skrupulatnie starał
się sprawiać wrażenie niezbyt wzruszonego całym tym zajściem, Felix od razu wszystkiego się domyślił. Nie do końca rozumiał
tylko dlaczego udaje silniejszego, niż jest. Przecież to nie żaden
wstyd, a stwierdzenie wprost, że najzwyczajniej w świecie się boi
jest jak najbardziej zrozumiałe i naturalne wręcz. Jednak wciąż
Tom pozostawał dla niego wielką zagadką do rozwikłania...
Tom na
chwilę zatrzymał się przed drzwiami wyjściowymi jakby bojąc się
nie tyle tego, co czeka go za nimi, ale samym faktem, że już za
chwilę znajdzie się za nimi. To pewnego rodzaju paraliżujące
podekscytowanie zmieszane z lekką dozą strachu ogarnęło całe
jego ciało. Nie był w stanie ruszyć się nawet o milimetr ani
wydobyć z siebie choćby pół słówka, co nie uszło uwadze jego
towarzysza. Felix przez chwilę zawahał się chcąc coś powiedzieć
lecz w porę ugryzł się w język. Stał tuż za nim gotowy na każdy
jego ruch. Gotowy aby w każdej chwili pójść za nim, gotowy w
każdej chwili gdy ten odwróci się chcąc uciec przytulić go z
całych sił i nie wypuszczać ze swoich ramion dopóki chłopak się
nie uspokoi. Thomas po chwili odwrócił się w stronę szatyna
spoglądając na niego pytającym wzrokiem zupełnie jakby w twarzy
chłopaka mógł znaleźć odpowiedź na dręczące go pytania. Po
chwili jednak uśmiechnął się po raz pierwszy od kilku dni i
pewnym ruchem nacisnął klamkę pchając metalowe drzwi. W jednej
chwili podmuch delikatnego wiosennego wietrzyku sprawił, że
Neuwirth znowu poczuł się beztrosko i szczęśliwie. Widząc to na
twarzy Felixa pojawił się mimowolny delikatny uśmiech.
-Idziesz?-
odwrócił się Tom wciąż z promienistym uśmiechem i szczęściem
wręcz epatującym z twarzy.
Przeszli
na drugą stronę ulicy kierując się uliczkami, o których Felix
wcześniej nawet nie miał pojęcia. Pochodził z zupełnie innego
dystryktu tak więc podążał tuż za brunetem zgodnie z jego
zadaniem nie odstępując go nawet na krok, ale również w obawie,
że zagubi się w tych krętych i bardzo do siebie podobnych
wiedeńskich uliczkach. Nagle Tom stanął jak wryty na widok dwóch
mężczyzn rozmawiających w pobliżu małej kawiarenki. Felix nie
zdążył nawet zapytać się, o co chodzi gdy chłopak wybuchając
płaczem odwrócił się i pobiegł. Przerażony brunet od razu
rzucił się za nim bojąc się go zgubić z oczu chociaż na chwilę.
Bezskutecznie wołał go prosząc aby się zatrzymał, bo chłopak
nie zatrzymał się nawet przed drzwiami swojego budynku
mieszkalnego.
Felix
niedbale zatrzaskując drzwi pobiegł za Thomasem. Wpadł do
mieszkania bez słowa przyciągając go do siebie i tuląc mocno, na
co chłopak jeszcze mocniej się rozpłakał. Był kompletnie
zdezorientowany zachowaniem chłopaka, jeszcze nigdy nie widział go
w takim stanie i nie miał bladego pojęcia, co zrobić. Więc robił
to, co mógł- przytulał go mocno i szeptał słowa pocieszenia
głaskając po głowie jak troskliwy ojciec, albo starszy brat.
Powtarzał, że wszystko jest w porządku, że już jest bezpieczny i
nigdy nie pozwoli, aby taka sytuacja się powtórzyła. I nie były
to tylko puste słowa...
-Tom,
nie płacz już. Nie pozwolę, aby ktoś Cię skrzywdził... Nigdy-
powiedział zerkając na chłopaka, po czym nachylił się całując
go subtelnie. Przez mniej niż ułamek sekundy zawstydził się tym,
co zrobił, ale gdy tylko ich usta po raz pierwszy się spotkały
poczuł przyjemne dreszcze na całym ciele. To jedno z tych uczuć,
którego za żadne skarby nie da się opisać, a nawet jeśli komuś
uda się znaleźć na to cudowne określenia to nigdy nie będą one
równie cudowne, co to właśnie uczucie. Zawahał się bojąc się,
że Tom go odepchnie i skrytykuje za brak profesjonalizmu, ale gdy
tylko pogłębił pocałunek, wszystkie czarne myśli odpłynęły w
niepamięć. Czuł rozpierające go od zewnątrz szczęście i
radość. I choć wydawać by się mogło, że to jeszcze za mało,
żeby nazwać to właśnie uczucie miłością, to Felix doskonale
czuł, że z każdym kolejnym dniem zakochiwał się w nim coraz
bardziej. I nic nie mogło tego zmienić. Delikatnie przejechał ręką
po policzku Toma, na co ten wydał z siebie cichy pomruk zarzucając
mu ręce na szyję. Było idealnie.
Po
chwili chłopak niespodziewanie przerwał pocałunek i nawet na
sekundę nie spoglądając w oczy Felixa odwrócił się szybkim
krokiem kierując się w stronę sypialni i jednym ruchem zamykając
drzwi wybuchając płaczem, czego niestety Felix nie mógł już
zobaczyć. Stał wbity w ziemię nie wiedząc czy biec za nim, czy
dać czas na przemyślenie tego wszystkiego. Chociaż szczerze mówiąc
to nie miał żadnych podstaw domniemania, że jest w ogóle nad czym
myśleć. Bo to on go pocałował, nie na odwrót. I chociaż
powtarzał sobie, że tak właśnie należy myśleć, wciąż gdzieś
w podświadomości kryła się nadzieja. Bo to, że go nie odepchnął,
zbluzgał czy spoliczkował o czymś świadczy, prawda..?
Każdy
kolejny dzień był coraz bardziej niezręczny zarówno dla Toma jak
i dla Felixa. Kontakty między nimi ograniczały się czasami jedynie
do wspólnego posiłku, a czasem nawet Felix musiał zaglądać kilka
razy dziennie do pokoju Toma, gdyż ten cały dzień się z niego nie
wychylał. Felixowi trudno było zrozumieć zachowanie chłopaka,
które z początku interpretował jako ucieczkę od szczerej rozmowy
i jej konsekwencji. Jednak zdawało mu się, że z każdą kolejną
godziną jego nadzieje na cokolwiek więcej między nimi coraz
bardziej odbiegały w strefę marzeń dla idiotów. Bo chociaż
odpierał od siebie to stwierdzenie ile tylko mógł, to chyba
naprawdę pokochał tego chłopaka całym sercem.
-Tom,
mogę ci zająć chwilę?
W końcu
wydusił z siebie coś, na co tak długo zbierał siłę i odwagę.
Wiedział, że nie zniesie kolejnej godziny gdybań i rozmyślań pod
tytułem „A co jeśli..?”. Chciał po prostu jasno wiedzieć, na
czym stoi. Nawet jeśli miał przeczucie, że nie do końca jest
przygotowany na każdą możliwą odpowiedź. Adresat tego pytania
zawahał się przez chwilę czując jednak, że nie wypada mu
przecież powiedzieć "nie". Doskonale zdawał sobie
sprawę, o czym będzie chciał z nim porozmawiać Felix i właśnie
tej rozmowy najbardziej się bał.
-Zapewne
domyślasz się, o co chodzi- zaczął wyczytując Neuwirthowi z
myśli- ale już po prostu dłużej tak nie mogę...
-Tak
więc po prostu zapomnijmy o tym, co się stało. Ja byłem
roztrzęsiony, ty desperacko chciałeś mi pomóc no i... stało
się...
-Nie,
Tom. Nie pocałowałbym cię z byle powodu, a ty z byle powodu nie
oddawałbyś moich pocałunków... Nie wmówisz mi, że między nami
kompletnie nic się nie dzieje.
-Chryste,
odwracasz kota ogonem. Chwila słabości jeszcze nic nie znaczy.
-A więc
dla ciebie była to chwila słabości?
-...sądzę,
iż można tak to nazwać.
-Sądzisz?
Thomas, czy ty w ogóle słyszysz jak absurdalnie to brzmi?
-Dla
ciebie może to być i absurdalne, ale to prawda.
-Prawdą
jest to, że tamten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył..?
-Owszem.
-... i
żaden kolejny tego nie zmieni?
-...owszem-
odpowiedział już ze znacznie mniejszą pewnością w głosie,
obawiając się tego, co tym razem strzeli mu do głowy.
-Świetnie-
mruknął w jednej chwili podchodząc do Thomasa i całując go
namiętnie przyciskając do ściany.
***
że tak powiem.... ciąg dalszy nastąpi xD
A każdego, kto chociaż odrobinę zainteresowany poproszę o jakiś komentarz ;)
Wow �� niesamowite i jak się zapowiada po prostu wow no nie wiem jak to ubrać w słowa
OdpowiedzUsuń��
~Julia M
No wiesz co i ty straciła wprawę? Pff prędzej słońce będzie niebieskie.To jest genialne! Nie mogę przesłać zadawać sobie masy pytań na które odpowiedzi narazie nie mam.Czy kiedykolwiek je zdobędę tego nie wiem dowiem się w kolejnych rozdziałach. Póki co czekam z niecierpliwością na następny bo zaczęło się bardzo ciekawie :)
OdpowiedzUsuńUMARAŁAM JAK CZYTAŁAM! TO JEST BOSKIE! TEŻ JESTEM ZAKOCHANA NA ZABÓJ W CONCHY! <3
OdpowiedzUsuń