czwartek, 25 czerwca 2015

Bezpieczny cz.II

-Świetnie- mruknął w jednej chwili podchodząc do Thomasa i całując go namiętnie przyciskając do ściany. 
Po raz kolejny ogarnęła go fala dreszczy, a szybkie bicie serca znowu dało o sobie znać. Kompletnie oddał się temu uczuciu nie przejmując się kompletnie niczym. Podążał za głosem serca, które kazało mu walczyć o to, co dla niego ważne. Żaden z nich nie zastanawiał się wtedy nad tym, co dokładnie przyniesie im przyszłość, o ile w ogóle cokolwiek przyniesie. Po prostu całowali się nie skupiając się na niczym innym poza sobą samym. Po prostu byli. Razem.

Mijały kolejne dni i można by rzec, że wszystko zaczynało w końcu się układać. Z dnia na dzień Tom stawał się coraz śmielszy i nie bał się już dotyku czy pocałunków ukochanego. Jednak wciąż to wszystko było dla niego trudne i wiedział, że jeszcze wiele pracy przed nim zanim dojdzie do etapu sprzed tego feralnego wydarzenia. Wydawać by się mogło, że cała ta sytuacja jest dość niecodzienna- Tom uczył się żyć i kochać na nowo, co wcale nie było tak proste jakby to się mogło wydawać. I chociaż czasami było ciężko, to wiedział, że zawsze może liczyć na Felixa. Stwierdzenie, że go kocha to za dużo powiedziane, ale nie mógł zaprzeczyć, że coś do niego czuje. Sam nie umiał nazwać tego uczucia, ale miał nadzieję, że z czasem wszystko się poukłada. Z Felixem przy jego boku.
Wtulił się mocniej w jego bluzę chcąc poczuć jego ciepło. Wieczorami gdy byli już tylko we dwoje wreszcie oboje mogli być sobą i nie musieli nic przed nikim udawać. Wszystko wtedy wydawało się o wiele prostsze i łatwiejsze. Bo mieli siebie, kochali się nawzajem i przeszli już przez tak wiele razem, że wydawać by się mogło, że nie ma przeszkody, która mogłaby ich zatrzymać.
Wystarczyło, że Tom spojrzy na Felixa, tak jak teraz z najcudowniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział i uroczymi rumieńcami na policzkach, a wszystkie wątpliwości znikały niemalże natychmiast.
Thomas przyciągnął go do siebie obdarzając znacznie bardziej namiętnym pocałunkiem niż kiedykolwiek. Wiedział, że doprowadza Felixaa do pomieszania zmysłów przez co oboje tracili głowę zatapiając się w pocałunkach. Może dlatego żadne z nich nie słyszało, jak drzwi do mieszkania Neuwirtha otworzyły się niespodziewanie i stanął w nich policjant, który właśnie pełnił swoją wartę przed budynkiem. Widok, który zastał na kanapie, z pewnością daleko odbiegał od tego, czego młody mężczyzna mógł się spodziewać toteż stanął jak wryty wypuszczając solidną latarkę z ręki, która potoczyła się po panelach aż do komody. Felix natychmiast oderwał się od chłopaka mając ogromne wyrzuty sumienia. Z chwilą gdy chłopak wybiegł z mieszkania nawet nie zamykając za sobą drzwi wiedział już, że niezwłocznie poinformuje o tym jego przełożonego i czekają go bardzo poważne konsekwencje. Ale nie to martwiło go najbardziej. Tom wstał z kanapy łapiąc się za głowę. Felix wiedział, że za żadne skarby nie powinien dopuścić do takiej sytuacji i nie miał absolutnie nic na swoją obronę.
-Tom, przepraszam, wiem, że to nie tak powinno wyglądać, ja...
-Felix... co teraz będzie?
-Zapewne stracę odznakę i czeka mnie proces i...
-Proces?
-Jako funkcjonariusz publiczny nadużyłem swoich praw i zawiodłem nadzieję, jakie pokładał we mnie komendant główny... A jeśli wciąż będziemy ze sobą nie mogę im przecież wyjaśniać, że to był jeden nic nie znaczący raz, prawda? Wszystko stracone, cholera jasna!
Felix nie był w stanie zapanować nad furią jaka go opanowała, zrzucił stos gazet ze stołu krzycząc i klnąc jak jeszcze nigdy wcześniej. Tom cofnął się w stronę ściany nie widząc już tego samego człowieka, w którym się zakochał.
-Śmiało idź i im to powiedz. Skoro chluba policjanta jest ważniejsza niż ja- wyminął go z oczami pełnymi łez i zamknął się w swoim pokoju nie chcąc już nic o nim słyszeć.
Leżał godzinami płacząc i użalając się nad samym sobą. Nie miał już siły udawać, że to wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia.
-Idź sobie, powiedziałem, że nie chcę Cię znać!- nie miał już ochoty udawać miłego po raz kolejny słysząc pukanie do drzwi.
-To ja...- drzwi otworzyły się i stanął w nich nie kto inny jak Rene- Dzwonił do mnie komendant,Tom co... co tutaj się stało?
Thomas po raz kolejny wybuchnął płaczem, a kompletnie zdezorientowany i zmartwiony Rene natychmiast podszedł do niego przytulając z całych sił
-Boże, gdybym tylko wiedział, że tak to się skończy...
-Rene, ja naprawdę go kocham, rozumiesz? Naprawdę- rozpłakał się jeszcze mocniej
-To dlaczego... dlaczego pozwoliłeś mu odejść? Jego kariera i tak już jest skończona, odchodząc wcale mu nie pomożesz...
-Bo on wolał ją ratować. A zaczynałem już wierzyć, że... Że to wszystko to coś wyjątkowego. Tak bardzo bałem się kochać, a on tak bardzo starał się o mnie, tak bardzo walczył... Jak ja mogłem dać się tak okropnie oszukać i wykorzystać?
Rene spojrzał na jego pełne łez oczy zupełnie pozbawione tego blasku, który widział od kilku dni. Teraz, gdy już znał powód tego wyjątkowo dobrego nastroju Toma i zaczął mieć w końcu nadzieję, że wszystko zacznie się układać jeszcze ciężej było mu znaleźć słowa pocieszenia. Dlatego przytulił go jak najmocniej tylko potrafił i starał się jakoś uspokoić. Głaskał go po głowie jak małe dziecko, które rozbiło sobie kolano i zniszczyło ulubione rolki, chociaż sprawa w rzeczywistości była o wiele poważniejsza. W końcu chłopak zmęczony płaczem i ciągłym rozmyślaniem nad tym, co zaszło zasnął wtulony w poduszkę. Rene przykrył go kocem i po cichu zszedł do kuchni robiąc sobie kawę. Doskonale wiedział, że nie może zostawić go samego dlatego zatelefonował do małżonki informując ją, o tym, że dzisiejszej nocy nie wróci do domu.
Traktował Toma jak syna, może dlatego, że sam nie miał dzieci. Znał go od kilku lat, ale przez ten czas obserwował jak bardzo się zmienia i dojrzewa. Od początku zafascynował go ten młody chłopak mający tak wiele pomysłów i nie bojący się niczego. Poznawał go i przy okazji siebie samego ucząc się tak wielu rzeczy o życiu. Mógł brać z niego przykład, bo naprawdę Tom był tego godny. Jednak ten zawsze darzył go ogromnym szacunkiem. Cenił sobie jego zdanie i rady i słuchał się jak rodzonego ojca. Wiedział, że może mu zaufać i może na niego liczyć, bo w przeciwieństwie do prawdziwych rodziców Rene nie okrzyczałby go i nie zakazał zrobić czegoś. Jednak po tym wszystkim, co spotkało Toma Berto dłuższy czas nie mógł sobie wybaczyć, że właśnie ten jeden raz nie zaufał swojej intuicji i nie zabronił mu wyjść ze studia wcześniej. Przez te dwa dni, gdy nie było nawet wiadomo, gdzie on jest i czy w ogóle jest żywy Rene nie mógł spać, jeść, ani nawet oddychać. Obiecywał przecież jego rodzinie, że nic mu się nie stanie. I chociaż nie był w żaden sposób odpowiedzialny za to, co go spotkało czuł, że było coś, co mógł zrobić, aby temu zapobiec. Dlatego po tym okropnym wydarzeniu nie spuszczał Toma ani na krok widząc jak z dnia na dzień staje się cieniem siebie. Pojawienie się Felixa bardzo go zmieniło, a Rene od razu zauważył, że chłopak cały czas się uśmiecha i chociaż nie domyślał się, że tę dwójkę łączy coś więcej niż przyjaźń, to był naprawdę wdzięczny za serce, które Felix wkłada w swoją pracę. Teraz sam już nie wiedział, co ma doradzić Thomasowi.
Chłopak powoli schodził po schodach wciąż cierpiąc po wydarzeniach wczorajszego wieczora. Stanął niemalże jak wryty, gdy w swoim salonie ujrzał siedzącego na kanapie Felixa- zupełnie tak jakby nic się nie stało. Spojrzał wymownie na opartego o ścianę Rene, lecz ten nie odezwał się ani słowem idąc w stronę korytarza.
-Sądzę, że powinniście ze sobą szczerze i poważnie porozmawiać- odezwał się w końcu zakładając kurtkę i wychodząc z mieszkania.
-Możesz mi do jasnej cholery powiedzieć, co ty robisz w moim mieszkaniu? Komendant nie przyjął bajki o jednorazowym wybryku i postanowiłeś znaleźć sobie nagrodę pocieszenia? Uprzedzę cię- ja nią nie będę.
-Nie, Tom. Byłem u komendanta i powiedziałem mu wszystko, jak na spowiedzi.
-Świetnie. Mam ci pogratulować może jeszcze?
-Tom, ja wiem, że zachowałem się jak idiota, ale ja też mam prawo czasami spanikować. Bałem się, tak samo jak ty bałeś się mi zaufać. Nigdy nie powiedziałem, że moja praca jest najważniejsza, ale nigdy nie zaprzeczyłem też jakoby nie liczyła się dla mnie w ogóle. I wiesz co? Komendant wylał mnie na zbity pysk, a minutę później spytał czemu jeszcze nie biegnę o ciebie zawalczyć. I wtedy właśnie zrozumiałem, że byłem zwykłym tchórzem. Ale każdy ma prawo czasem się bać, prawda?
-Tak, ale...
-Wiesz dlaczego tutaj przyszedłem?- przerwał mu bezpardonowo- Bo kocham cię jak idiota i mogę nawet sprzątać ulice bylebyś ty był obok mnie. Bo liczysz się tylko ty- podszedł bliżej całując go namiętnie jak jeszcze nigdy wcześniej.
Sam był zaskoczony swoim zachowaniem, bo nawet jeśli jako policjant był odważny i nie bał się niczego, to w życiu prywatnym bardzo często nie umiał w sobie tej odwagi znaleźć. To desperackie zachowanie jeszcze mocniej utkwiło go w przekonaniu, że na nikim w życiu nie zależało mu tak jak właśnie na Thomasie. Doskonale czuł szybkie bicie jego serca i dreszcze przechodzące po całym ciele. Bo mógł sobie wmawiać co chce, jednak Felix doskonale wiedział, że żaden człowiek nie zareagowałby w taki sposób na pocałunek kompletnie obojętnej mu osoby. Neuwirth nie umiał już dłużej udawać przed nim i przed samym sobą, że nic się nie dzieję. Mijały kolejne sekundy, a żaden z nich nie przerwał tego pocałunku. Z czasem ręka Toma błądząca po koszuli Felixa natrafiła na jego guziki chaotycznie odpinając każdy z nich ani na sekundę nie przerywając coraz to bardziej namiętnych pocałunków. Idealnie ze sobą współgrali każdym, nawet najdrobniejszym ruchem. Wiele osób w takiej sytuacji oddaje się swojemu pożądaniu nie do końca zastanawiając się, co będzie jutro. W ich przypadku zdecydowanie tak nie było. Chociaż wielu mogłoby to uznać za stanowczo za duży pośpiech i za daleki krok jak na początek znajomości oni wiedzieli, że nie jest to przygoda na jedną noc. Zdecydowanie nie jest...
Tom otworzył leniwie oczy wyciągając się w łóżku. Ciepła ręka Felixa obejmowała go czule w pasie uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch, którego jej właściciel by nie poczuł. Tom odwrócił się w jego stronę podpierając się na łokciu i delikatnie dotknął ręką jego rozgrzany policzek przygryzając wargę.
-Stało się coś?-spytał znienacka otwierając oczy w głębi duszy czując obawę, że Tom uzna tę noc za błąd- Tom..?- powtórzył zmartwiony długim milczeniem szatyna
-Znaczy... Bo chcę żebyś wiedział, że ja nigdy tak nie robię. Nigdy, a wczoraj po prostu...
-...wczoraj stało się coś czego teraz żałujesz?- starał się jak mógł aby jego głos brzmiał całkowicie naturalnie, ale z każdą chwilą coraz trudniej było mu to ukrywać.
-Nie żałuję tego, co stało się między nami. Trochę nie nadążam za własnymi uczuciami, ale wiem, że wczorajsza noc była cudowna... Nie chcę po prostu abyś uznał mnie za takiego, co szuka szybkiego pocieszenia w łóżku z pierwszą lepszą osobą... Bo gdybyś był mi obojętny to nigdy, przenigdy wczorajszy wieczór nie skończyłby się tak, jak się skończył...
-Wiem- powiedział cicho subtelnie całując jego lekko drżące usta. Wiedział jak ciężkie było wypowiedzenie tych słów dla chłopaka i jedyne czego pragnął, to uświadomić mu, że nie ma czego się bać- Tom, ja wiem, że ciężko będzie sprawić, abyś zaczął na nowo mi w pełni ufać i wybaczył mi tę straszną głupotę, ale... Ja będę czekał tak długo jak będzie to konieczne...
-Na co?
-Na ciebie- odpowiedział ani na sekundę nie odrywając się od tych cudnych czekoladowych tęczówek, których właściciel całkowicie namieszał w jego sercu i w całym życiu.
-Już mnie masz... -kolejny namiętny pocałunek, którym obdarzył go chłopak jeszcze bardziej utwierdził go w przekonaniu, że jego słowa są jak najbardziej prawdziwe.
-Pójdę przygotować jakieś śniadanie, dobrze skarbie?
Tom uśmiechnął się delikatnie kiwając głową czując jak jego policzki z każdą kolejną chwilą coraz bardziej się rumienią jak u nastolatki przeżywającą swoją pierwszą, i jak wówczas jej się wydaje, jedyną miłość. Chociaż może w ich przypadku właśnie tak będzie?

KOOOOOOOONIEC♥
resztę możecie dopisać sobie sami ;) 
Możecie podzielić się pomysłami w komentarzach :D




3 komentarze:

  1. Jak to koniec?! Nieeee proszę to takie cudowne! Bo będę płakać! Napisz proszę dalszą część proszę *.*
    ~Julia M

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojeju tak szybko to skończyłaś taka wielka szkoda.Ale liczę,że coś pojawi się w miarę szybko.I ty mi mówisz,że wyszłaś z wprawy.Kobieto,to jest majstersztyk!W połowie zaczęłam mieć łzy w oczach by pod koniec mieć naprawdę ogromny uśmiech na twarzy prawie jak Kot z Cheshire.To było genialne zwłaszcza przy odpowiedniej muzyce- mam na myśli Michaela Jacksona Give In To Me bo akurat to słuchałam.Bardzo cieszę się,że są razem ze sobą.No i liczę,że niedługo coś opublikujesz!I nie wmawiaj sobie tego,że wyszłaś z wprawy!

    OdpowiedzUsuń
  3. JEZUS MARYJA!!!!
    TO JEST B-O-S-K-I-E!!!! WYDAJ KSIĄŻKĘ A SAMA JĄ KUPIE I TO JAKO PIERWSZA!!! chce jeszczeee <3

    OdpowiedzUsuń