Wysiadłem
z taksówki trzaskając drzwiami i ciskając telefon do torby. Na usta cisnęła mi
się długa wiązanka przekleństw i epitetów i z wielkim trudem powstrzymywałem
się od wypowiedzenia ich na głos. Najchętniej to rozniósłbym najbliżej
znajdujący się przedmiot w drobny mak.
Moja
złość i ogólne rozbicie było na tyle uzewnętrznione, że zdołało przykuć uwagę
młodego przechodnia.
-Przepraszam…
Mogę jakoś Pani pomóc?- zaoferował się.
Szybko
i dość bezpruderyjnie zmierzyłem nieznajomego wzrokiem. Wyglądał na osobę w
moim wieku, może niewiele starszą. Mimo średniego wzrostu takiej sylwetki nie
powstydziłby się niejeden sportowiec. Na głowie miał bujną czuprynę blond loków
delikatnie zasłaniających pełne blasku zielone oczy. Uśmiechał się do mnie
wesoło, co bardziej odbierałem jako wyraz przyjacielskiego nastawienia niż
rozbawienia. Odetchnąłem z ulgą i w duszy dziękowałem Bogu za zesłanie mi tego
młodzieńca.
-Pan
wybaczy, nie bywam tutaj zbyt często… Dosyć awaryjna sytuacja…Nie zna Pan może
jakiegoś dobrego, godnego zaufania fryzjera?- sam nie wiem, co mnie podkusiło,
aby go o to zapytać, ale w końcu sam zaoferował mi pomoc.
-Niestety nie…- niech to szlag!- Chociaż…W
sumie…- od razu spojrzałem na niego z nadzieją w oczach, w sumie co?- Mam
kolegę, który jest w tym świetny, chociaż nie jest zawodowcem…
-Z
nieba mi spadłeś! Znaczy spadł Pan- automatycznie się poprawiłem w duchu
przeklinając swoje wieczne roztargnienie.
-Skończmy
tą ceremoniadę na „Pan- Pani”.Jestem Thomas- uśmiechnął się przyjacielsko i
wyciągnął dłoń w moim kierunku. Już miałem powiedzieć „ja też”, ale w porę
zdążyłem ugryźć się w język unikając kompletnego zbłaźnienia.
-Conchita-
odpowiedziałem krótko odwzajemniając uśmiech i podając mu swoją dłoń, którą ten
ucałował- Ojej- wypaliłem z głupim uśmiechem na twarzy.
Czy
ja zawsze muszę z siebie robić „idiotkę”?
Thomas
zaproponował przedstawić mi swojego kolegę. Prowadził mnie przez małe uliczki
Graz, na których nigdy wcześniej nie byłem. Miałem tylko nadzieję, że nie
przecenia on zdolności swojego przyjaciela. Wieczorem mam samolot do Wiednia,
którym muszę wrócić... Moje myśli na chwilę przerwał dzwoniący telefon.
Rzuciłem okiem na wyświetlacz. Przez chwilę odrobinę się wahałem, lecz
ostatecznie wrzuciłem go z powrotem do torby ignorując połączenie od menedżera.
Rene
wydzwania do mnie od rana, ale ja nie mam najmniejszej ochoty, żeby z nim teraz
rozmawiać. Z pewnością natychmiast kazałby mi wracać i zrobił awanturę, że
uganiam się za fryzjerem, a nic jeszcze nie jest zaplanowane na występ, który
już za dwa dni. Naprawdę, kocham go jak drugiego ojca, ale czasami
potrafi robić z igły widły. A ja wbrew pozorom dość szybko daję się
ponieść złości. Dlatego wolę nie odbierać, aby uniknąć niepotrzebnej kłótni.
Chociaż z drugiej strony, jeżeli się okaże, że cała ta szopka, którą właśnie
odstawiam, żeby zdobyć tego cholernego fryzjera pójdzie na marne, to sytuacja
będzie w istocie nieciekawa, bo oznaczałoby to, że zmarnowałem kolejny cały
dzień na nic, nie mam żadnego planu na występ podczas którego z pewnością będę
wyglądał jak czupiradło. Znaczy, Conchita będzie, ale koniec końców jedziemy na
jednym wózku…
Reasumując:
lepiej, żebym zdobył tego fryzjera.
Zanim
się zorientowałem staliśmy przed drzwiami ów geniusza sztuki czesania ludzi. Thomas
zadzwonił dzwonkiem, a już po chwili otworzył nam elegancki mężczyzna w średnim
wieku. Naturalnie gdy tylko mnie zobaczył zrobił taką minę jakby stał przed nim
Adolf Hitler ze swoimi sprzymierzeńcami z karabinami maszynowymi w dłoniach, a
nie brodata drag queen z marną w porównaniu do karabinów torebką, acz zdecydowanie
bardziej humanitarną i, przynajmniej jak dla mnie, bardziej przydatną… Przeleciał mnie wzrokiem od stóp do głów z
wyraźną dezaprobatą i odrazą w oczach, czego w żaden sposób nie starał się
ukryć, bo i po co sprawiać wrażenie miłego.
Zdążyłem
się już przyzwyczaić do tego typu sytuacji, więc uśmiechnąłem się najsztuczniej
jak tylko się da i wydukałem "dobry wieczór".
-O
witaj, Thomas, Matthias jest u siebie- powiedział ów mężczyzna uśmiechając się
od ucha do ucha do Toma, kompletnie ignorując moją obecność dość bezczelnie
Odsunął się na bok sugerując, abyśmy weszli do środka .
Odsunął się na bok sugerując, abyśmy weszli do środka .
Thomas
udał się w kierunku schodów, a ja tuż za nim. Ostatni raz rzuciłem okiem na
nieznajomego, który zniknął już za drzwiami. Ludzie czasami potrafią w jednej
chwili wyprać cię z jakichkolwiek nadziei, że nasza cywilizacja jest w
jakimkolwiek stopniu cywilizowana...
Gdy
tylko przekroczyliśmy próg zobaczyłem siedzącego w kącie mężczyznę z laptopem
na kolanach. Miał ciemnobrązowe włosy w lekkim nieładzie i równie ciemne oczy
świecące jak diamentowy pierścionek w słońcu... Thomas rzucił coś na
przywitanie, a ja zganiłem siebie w myślach za tak kretyńskie i zniewieściałe
porównanie jakie nasunęło mi się na myśl. „Za dużo Conchity” rzuciłem zupełnie
tak jakby to w ogóle cokolwiek tłumaczyło jednak w tamtej chwili byłem
w pełni usatysfakcjonowany taką puentą… Nieznajomy podszedł bliżej uśmiechając się i za
wszelką cenę starając się zachować pozory, zupełnie tak jakbyśmy codziennie na
ulicy widywali "babę z brodą" co muszę przyznać nieco mnie
rozczuliło.
Thomas
przedstawił mnie koledze i rzucił dwa zdania wytłumaczenia, czemu mnie tutaj
przyprowadził, po czym żegnając się błyskawicznie zniknął z pokoju zostawiając
nas kompletnie samych.
Matthias
z całych sił próbował się zachowywać taktownie, lecz kątem oka widziałem, że
gapił się na mnie jak na obrazek. Zaśmiałem się cicho z jego niefrasobliwości.
Był naprawdę uroczy, gdy próbował zachęcić mnie do jakiejś rozmowy uśmiechając
się lecz gdy tylko nasze spojrzenie się skrzyżowały spuszczał wzrok jakby w
obawie, że odbiorę to negatywnie...
-Sprawa
wygląda tak… -odchrząknąłem starając się utrzymać odpowiedni ton głosu, aby
wyrazić powagę całej sytuacji, co wnioskując po minie wyraźnie zbitego z tropu Matthiasa
zapewne bardzo marnie mi szło...- Potrzebuję fryzjera, a Thomas mówił, że jesteś w tym
świetny, więc przyszłam tutaj prosić cię, abyś jakoś mnie uczesał, abym mogła
to sprawdzić, bo mam dla ciebie pewną propozycję- wyrzuciłem na jednym oddechu
Matthias
milczał przez chwilę układając sobie w głowie zdanie obfite w tak wiele treści.
Sam
prze chwilę zwątpiłem, czy moje zachowanie nie jest ,,trochę nie na miejscu”,
lecz nie mogłem inaczej postąpić.
Ku
mojej uciesze Matt przystał na moją propozycję. Przyniósł mi kawę oraz
ciasteczka i posadził na krześle przed wielkim lustrem. Widząc nieśmiałość i
lekkie zdenerwowanie Matthiasa zacząłem jakąś idiotycznie bezsensowną rozmowę w
stylu "co jest lepsze- tęcza na niebie, czy tęcza na niebie?" chcąc
rozluźnić trochę atmosferę. Zdążyłem już przywyknąć, do tego, że ludzie bywają
nieufni i zdystansowani w towarzystwie Conchity, więc za wszelką cenę starałem
się pokazać, że nie gryzę, jestem człowiekiem a nie jakimś kosmitą i ze mną też
można normalnie porozmawiać.
Na
szczęście dla mnie, Matt okazał się bardzo zabawnym i miłym gościem. Od razu
zorientowałem się, że nadajemy na podobnych falach i już po kilkunastu minutach
śmialiśmy się i żartowaliśmy jakbyśmy znali się od lat, a nie od pół godziny.
Co rusz odkrywaliśmy kolejne rzeczy które nas łączą i kolejne tematy o których
możemy dyskutować dniami i nocami. Byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony, że
Matthias jest tak otwarty na osobę, której praktycznie nie zna i której wygląd
większość ludzi wprawia albo w konsternację, albo w śmiech.
-Gotowe-
powiedział w końcu z wyraźną dumą i zadowoleniem w głosie uśmiechając się
od ucha do ucha. Jego pewność siebie była pierwszym znakiem wskazującym na to,
że może zajść daleko... O ile tylko zechce..
Spojrzałem
w lustro i muszę powiedzieć, że byłem pod wrażeniem. Wyglądałem tak świetnie,
że oczywiście nie biorąc pod uwagę brody, przez chwilę miałem wrażenie, że w
lustrze widzę prawdziwą kobietę.
Obróciłem
się do Matthiasa, który jakby pozbawiony nieco swojej pewności siebie patrzył
wyczekując jakiejś reakcji z mojej strony...
-Zajebiście.
Po prostu zajebiście- gdy wypowiedziałem te słowa Matt jakby odetchnął z ulgą i
zaśmiał się.- Powinieneś być zawodowym fryzjerem… Właściwie, czemu nim nie
jesteś?- zapytałem wprost nie zastanawiając się, czy pytanie to nie jest zbyt
wścibskie. Zorientowałem się, że powinienem był się zastanowić, gdy zobaczyłem
że jego uśmiech natychmiast zniknął z twarzy- Wybacz, nie powinnam się wtrącać
w nie swoje sprawy… Wybacz…- powtórzyłem. Było mi strasznie głupio, że nie
potrafiłem utrzymać języka za zębami, choć z drugiej strony reakcja Matta nieco
mnie zmartwiła…
-Nie,
spokojnie, nic się nie stało przecież…- uśmiechnął się niewyraźnie- Może
usiądziemy?- zaproponował po chwili krępującej ciszy, a ja już wiedziałem, że
sprawa jest poważniejsza.
-Tu
chodzi o moich rodziców… Oni od kiedy pamiętam układali swój własny plan na
moje życie niezbyt uwzględniając moje zdanie na ten temat. Nie wtrącałem się,
bo nie miałem ochoty na kłótnie, poza tym to, czy będę chodził do tej szkoły
czy do tamtej niezbyt robiło mi wielką różnicę. Tylko problemy zaczęły się gdy
stałem się dorosły. Dzień po moich osiemnastych urodzinach zdecydowałem się
porozmawiać z nimi na temat mojej przyszłości, pracy… Już wtedy doskonale
wiedziałem, że pragnę zostać fryzjerem, bo to jedyny zawód, w którym mógłbym
się sprawdzić i spełnić. Usiadłem z nimi przy stole uśmiechnięty od ucha i
radośnie obwieściłem swoje zamiary. Lecz ich miny nie zwiastowały aprobaty
mojej decyzji. Ojciec się wściekł, zaczął mi wypominać, że nie po to on tak
ciężko pracował, wydawał ogromne pieniądze na moją naukę abym ja to wszystko
zmarnował i poszedł czesać ludzi, zupełnie jakby oni nie potrafili sami tego
zrobić. Możesz sobie wyobrazić, jak się wtedy poczułem. Byłem kompletnie
załamany i rozgoryczony. Zawsze tłumaczyłem sobie jego zachowanie tym, że
pragnie jak najlepiej, stara się a że rzadko okazuje mi miłość… No cóż, taki ma
charakter. Ale takiego wybuchu się nie spodziewałem. Usłyszałem wtedy takie
słowa, których ja nawet największemu wrogowi nie ośmieliłbym się powiedzieć…
Tak czy siak, skończyło się na tym, że mam iść na prawo, tak jak ojciec, żeby
pewnego dnia przejąć jego kancelarię i nie przynieść wstydu naszej rodzinie…-
zakończył swoją opowieść a ja nawet nie wiedziałem, co mam powiedzieć.
-Przykro
mi, naprawdę…- wydusiłem w końcu.- Naprawdę masz zadatki na świetnego fryzjera…
Wiesz… Ja też nie miałam łatwo. Wychowałam się w małej wiosce, byłam obiektem
drwin i żartów połowy dzieciaków ze szkoły. Nikt nawet nie wyobrażał sobie, że
pewnego dnia mogę coś w życiu osiągnąć. A tu proszę. I wiesz co… Gdybym pewnego
pochmurnego dnia nie podjęła decyzji, że rzucam wszystko co mam i jadę do
Wiednia w pogoni za marzeniami, to najprawdopodobniej teraz byłabym nikim…
Musisz tylko postawić się rodzicom… Chcesz zmarnować swoje życie?- spojrzałem
na niego
-Nie,
oczywiście, że nie… Ale co mam zrobić? Gdzie mam jechać? Gdzie mieszkać? Jak
zarobić na szkołę?- zasypał mnie pytaniami
-Jedź
do Wiednia. Ze mną.- rzuciłem impulsywnie nieświadomy tego, jak bardzo te słowa
zmienią całe moje dotychczasowe życie i wywrócą cały porządek mojego świata do
góry nogami…
***
Wciąż klimat tajemniczy :D
Dosyć długo i średnio-na-jeża :p
W sumie... Miało być odrobinę zabawnie, a jak wyszło to nie jestem pewna :)
Mam nadzieję, że wciąż będziecie śledzili losy naszego ukochanego Thomasa ♥
Nowy rozdział pod koniec przyszłego tygodnia, będzie trochę więcej emocji i pojawi się nowy bohater... :)
Buziaczki :*
***
Wciąż klimat tajemniczy :D
Dosyć długo i średnio-na-jeża :p
W sumie... Miało być odrobinę zabawnie, a jak wyszło to nie jestem pewna :)
Mam nadzieję, że wciąż będziecie śledzili losy naszego ukochanego Thomasa ♥
Nowy rozdział pod koniec przyszłego tygodnia, będzie trochę więcej emocji i pojawi się nowy bohater... :)
Buziaczki :*
I wiedziałam, że prolog to retrospekcja. Osz ty małpo ty :p
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się, że mamy tutaj nutkę humoru (za to porównanie a Adolfem dostajesz ode mnie piśmiennego Oscara ♥) Ogólnie było parę momentów gdzie się uśmiechnęłam- fajnie to kontrastowało z raczej smutnym (?) a na pewno poważnym prologiem.
Fajnie opisujesz, chociaż muszę przyznać, że liczę na coś bardziej emocjonalnego :)
I już lecę czytać 2 bo umieram z ciekawości co to za nowy bohater ♥
Życzę dużo weny i powodzenia w liceum :*
Agga
Starałam się właśnie tak delikatnie z humorkiem, cieszę się, że wyszło :)
UsuńOj emocji będzie jeszcze duuuuuuużo, uwierz mi :)
Dziękuję i nawzajem ♥
Jak mogłaś mi to zrobić? :c
OdpowiedzUsuń"12 miesięcy wcześniej" ?
Świetny pomysł z oddaleniem rozwiązania tej "tajemnicy" z prologu na trochę później.
(chociaż jako czytelnik osobiście mam ochotę cię udusić ♥)
,,Naturalnie gdy tylko mnie zobaczył zrobił taką minę jakby stał przed nim Adolf Hitler ze swoimi sprzymierzeńcami z karabinami maszynowymi w dłoniach, a nie brodata drag queen z marną w porównaniu do karabinów torebką, acz zdecydowanie bardziej humanitarną i, przynajmniej jak dla mnie, bardziej przydatną" - haha, jesteś moim Bogiem ♥
Ojej...Takie zwrotu akcji się nie spodziewałam. Co linijka tekstu, lepiej się czyta, Twój styl pisania, jest jak bajka. <3
OdpowiedzUsuń